Przemyślenia na koniec stycznia

Koniec pierwszego miesiąca roku to idealny moment na kolejny tekst o ciekawostkach w naszym światku. Styczeń to dość problematyczny miesiąc w pracy – domykanie poprzedniego roku, przerabianie rzeczy na aktualny… Na szczęście udało nam się wygospodarować całkiem sporo czasu na granie. Wreszcie udało mi się monitorować na BGG moje rozgrywki przez cały miesiąc. Na końcu tekstu wspomnę więc o grach, które w styczniu gościły na naszym stole. Wcześniej jednak chciałbym napisać o jednym tragicznym wydarzeniu ze świata planszowego, specyficznej sytuacji na polskim rynku wydawniczym, bardzo ciekawej inicjatywie i zaskakującym trendzie w naszej społeczności. Zapraszam!

Śmierć Seana Sweigarta z Gale Force 9

Już tradycyjnie w tym cyklu pojawi się temat Gale Force 9, ale teraz nie będzie to nic związanego z linią wydawniczą (choć na marginesie nadal nie wiadomo co z dodatkami do Ascendancy), a bardzo smutna informacja, która spadła na nas znienacka. Dzień po Świętach Bożego Narodzenia, w wyniku komplikacji po operacji, zmarł Sean Sweigart. Był on czołowym twórcą gier w wydawnictwie i dzięki niemu światło dzienne ujrzały świetne adaptacje planszowe takich seriali jak Spartacus, Firefly, czy właśnie Star Treka. Nigdy nie miałem okazji osobiście go poznać, ale z wywiadów na youtube czuć było olbrzymi entuzjazm z jakim projektował gry. Bez wątpienia był fanem Star Treka, bo dobrze wiedział na co liczą planszówkowi trekkies i wszelkie smaczki w Ascendancy są w dużej mierze jego zasługą. Nie wiem co dalej z GF9, ale jest mi osobiście bardzo przykro. Jego współpracownik John Kovaleski prowadzi zbiórkę pieniędzy dla jego córki, gdyż kuracja, hospitalizacja i sama operacja pochłonęły bardzo dużo pieniędzy, a Alyssa Sweigart jest dopiero na studiach – oczywiście płatnych. Mam nadzieję, że uda im się zebrać potrzebną sumę, na dzień dzisiejszy jest to trochę ponad 50% kwoty, a wśród wspierających widziałem między innymi Christiana T. Petersena.

Przedsprzedaż w stylu Portalu

Wydawnictwo Portal ogłosiło przedsprzedaż Pierwszych Marsjan. Głównym argumentem przemawiającym za zamówieniem gry bezpośrednio od wydawcy była dostępność tytułu na miesiąc przed światową premierą. Jest to według mnie świetny pomysł i uczciwe podejście do sprawy. Niestety Portal poszedł o krok dalej. Opublikowali filmik, który zachęca do wzięcia udziału w przedsprzedaży:

To jest taka sama sytuacja jak z pięćdziesiątką jedynką (…) dzięki przedsprzedaży, dzięki funduszom od was, dzięki temu, że kupiliście tę grę bezpośrednio od nas, mogliśmy zaoferować wam w przypadku pięćdziesiątki jedynki dodatkowe dwie frakcje, dodatkowy dodatek, wymyśliłem trzy miasta (…) tutaj będziemy w stanie wyprodukować dodatkowe komponenty specjalnie dla was (…) mamy kilka pomysłów jak możemy tę grę tę waszą wersję tę preorderową tę wypaśną zwiększyć (…) wszystko zależy od was.

Teraz Portal się dziwi, że ludzi nie usatysfakcjonowała naklejka, karta pomocy, czy filmik na youtube. Owszem piętnaście wydarzeń jest rzeczą rozbudowującą grę, ale nijak nie będzie czymś indywidualnym dla preorderowców bo będzie to wprowadzone w aplikacji. Plastikowe żetony i wycieniowane figurki są fajne, ale były zapowiedziane już na samym wstępie. Dalsze elementy w większości rozczarowały. Zdziwienie wywołał fakt, że indywidualne karty postaci mają być dostępne dla wszystkich. Jak skomentował to Ignacy?

Czy będzie tylko dla mnie? No ja nie wiem. Moglibyście się po prostu cieszyć, że ok zebrało się trzy tysiące preorderów, przyszły pieniążki, Portal stać na tego kodera, żeby mu zapłacić za tę robotę, żeby to zakodował i odblokowaliście to dla całej społeczności. (…) Raczej to odblokujemy dla wszystkich.

No cóż. Ja nie uważam tych progów za niesatysfakcjonujące. Dla mnie kluczowym elementem była wysyłka na miesiąc przed premierą światową. Niestety jak zestawiam to co się stało i to co później mówił Ignacy, z tym co jest w filmiku promującym przedsprzedaż… Na przyszłość uważajcie co publikujecie, co obiecujecie i jak prowadzicie marketing. Jesteście bardzo rozpoznawalną firmą na świecie, wasz tytuł sprzedałby się tak, czy siak i nie trzeba nabierać fanów na takie rzeczy. Shame on you.

Warsztaty Labotorium Gier

Ciekawym tematem, o którym jest zaskakująco cicho, a który przypadkowo znalazła moja żona, jest druga edycja warsztatów tworzenia gier bez prądu Laboratorium Gier. Do trzeciego lutego jest prowadzona zbiórka na https://wspieram.to/laboratoriumgier2 , gdzie możemy wykupić między innymi bilet wstępu na warsztaty. Kosztuje on 599 złotych, a dodatkowo wypada jeszcze wyłożyć 60 złotych na nocleg w Domu Marynarza w Gdyni. Co dostajemy za tę kwotę? Zacytujmy opis projektu:

52 godziny, 36 uczestników, 14 ekspertów, 9 prototypów, 6 bloków wykładowych i niezapomniane doświadczenia.

Laboratorium Gier podzielone jest na 2 części – pierwsza z nich odbywa się na promie Stena Line, który kursuje na trasie Gdynia – Karlskrona – Gdynia. Druga część będzie mieć miejsce w hotelu Dom Marynarza w Gdyni.

Program wygląda wielce interesująco, prowadzący to czołówka polskiej sceny planszówkowej. Nie do końca rozumiem po co komu ten rejs do Szwecji, bez schodzenia na ląd. Można było to rozwiązać tak jak w wypadku pierwszej edycji i wybrać się do lokacji stacjonarnej, ale takie już prawo organizatorów. Na chwilę obecną nie ma jeszcze wystarczającej liczby chętnych, więc śmiało możecie się zapisywać.

Przewrażliwienie na punkcie spoilerów

Jeśli śledzicie mojego bloga to wiecie, że przez ostatnie miesiące prowadziłem cykl tekstów o SeaFall. Recenzje były podzielone na części spoilerowe i bezspoilerowe. Nadal jednak nie mogę zrozumieć o co chodziło części czytelników. Mianowicie zarzucano mi straszne spoilowanie w części, którą opisywałem jako wolną od tego strasznego procederu. Po pierwsze nie widziałem i nadal nie widzę o co mogło chodzić. Czy pojawiały się informacje o rozgrywce? Oczywiście, że tak. Nie było jednak żadnych konkretów, a żaden opis elementów rozgrywki nie wykraczał ponad to, co można było wyczytać z rozgrywki. Czy można za spoiler uznać informację o tym, że w SeaFallu będzie można znajdować nowe wyspy? Teoretycznie tak, ale zarówno jest to zasugerowane w instrukcji jak i plansza ewidentnie o tym informuje. Nie wspominając o czymś takim jak zdrowy rozsądek. W zasadzie to czy naprawdę komuś psuje grę informacja o tym, że jednym z wydarzeń jest (hipotetycznie) odkrycie wyspy handlarzy niewolników? Zrujnuje to waszą przyjemność z grania? Absurd. Poza tym, czy ktoś kto chce uniknąć jakichkolwiek informacji o grze powinien w ogóle wchodzić w jej recenzję? Przecież w takim tekście muszą się pojawić opisy mechaniki, odczucia, problemy jakie wynikały w czasie rozgrywki… Niestety panuje aktualnie jakaś niezdrowa paranoja związana ze spoilerami i dosięgnęła też naszego poletka. Znak czasów.

W co grałem w tym miesiącu?

W styczniu udało mi się rozegrać trzydzieści dwie partie w piętnaście gier, przy czym jedno posiedzenie w Tajniaków, czy List Miłosny traktuję jako jedną rozgrywkę. Najwięcej rozegranych partii to SeaFall i Hero Realms. O tym pierwszym nie mam zamiaru już więcej pisać, ale o nowej grze White Wizard Games jeszcze nie wspominałem.

Kupiłem podstawkę Hero Realms wraz z dwoma Character Packami – rycerzem i magiem. Sama gra jest dużo szybsza niż Star Realms i krótsza. Karty są dużo silniejsze niż w wersji science-fiction i nie ma czasu na zbudowanie silnej talii, bo gra skończy się w połowie czasu, który normalnie przeznaczaliśmy na Star Realms. Idea asymetrycznych talii na początek bardzo mi się podoba, ale moja żona nie jest tym rozwiązaniem zachwycona. Musimy jeszcze sporo w to pograć zanim będę mógł wydać ostateczny werdykt, ale na chwilę obecną lepiej oceniam wersję kosmiczną.

Zaraz za powyższą dwójką znalazły się dwie gry, których recenzje niedługo będę publikował. Są to Grunt to Zdrowie i Wiertła, Skały, Minerały. Tak jak wspomniałem większe teksty są już tuż tuż i możecie się ich spodziewać w najbliższych tygodniach. Tutaj napiszę, że obie mnie bardzo pozytywnie zaskoczyły i nie spodziewałem się, że zarówno jedna jak i druga sprawi nam tyle frajdy. Proste, familijne gry, ale mają w sobie to coś.

Z nowości udało się rozegrać jedną partię Timeline Polska – jako fan historii jestem zachwycony – i scenariusz Sprawa Marcy do T.I.M.E. Stories. Ten drugi jest niesamowity. Mam wrażenie, że należę już do kościoła wyznawców T.I.M.E. Stories i nawet gdyby Space Cowboys wydali scenariusz o poszukiwaniu igły w stogu siana, gdzieś na polskiej wsi to w ciemno bym kupował i byłbym po rozgrywce zachwycony. Niesamowite przeżycie.

Z powrotów trzeba wspomnieć o Imperialu 2030, czyli niedocenianej grze Marca Gerdtsa z mechaniką tak zwanego rondla. Dotychczas jeszcze żaden tytuł od tego autora mnie nie rozczarował, a ten szybko wskoczył na listę moich ulubionych gier strategicznych.

W styczniu miałem też okazję, po raz pierwszy od dłuższego czasu, postrzelać do wroga w czasie operacji Barbarossa – rozegrałem aż dwie partie w Conflict of Heroes. Jest to mój jedyny tytuł traktujący o walkach oddziałów wojskowych w skali taktycznej i nie zamierzam go wymieniać na nic innego. Mam nadzieję, że w 2017 uda mi się rozegrać więcej scenariuszy i wreszcie dotrę do kampanii wrześniowej zaprojektowanej przez Michała „ozyego” Ozona z Phalanx Games.

 

  • ozy

    No to powodzenia z CoH i czekam na recenzję Price of Honour za jakiś rok. 🙂

    • Mam nadzieję, że kiedyś uda wam się wydać Price of Honour jako oddzielną grę, ale znając Uwe może to się zdarzyć za jakieś 20 lat…

  • Dopiero nadrobiłem to podsumowanie 🙂 Bardzo fajny pomysł 🙂