Wojownicy Podziemi

Okres licealny kojarzy mi się w dużej mierze, z ponad dwuletnią kampanią RPG, w systemie Dungeons & Dragons. Jakkolwiek wielkim fanem gier fabularnych nie jestem i nigdy nie byłem, to wtedy bawiłem się fenomenalnie. Historia była lekko absurdalna i wydumana, ale kilka spektakularnych akcji pamiętam do dziś. Gdy wybraliśmy się na studia przerzuciliśmy się na planszówki. Po dziś dzień gramy wspólnie, ale żaden z planszowych tytułów nie dał nam tego uczucia wspólnego pokonywania potworów, w radosnej atmosferze absurdu. Straciłem już nadzieję, że jakiejkolwiek grze się to uda.

…i wtedy Tomek z Lucrum Games wysłał kaimadzie Wojowników Podziemi…

Przybliżenie gry

Wojownicy Podziemi to zręcznościowa gra planszowa, będąca parodią fabularnych gier, usadzonych w klimacie fantasy. Jest to w pełni kooperacyjny tytuł, w którym grupa pechowców – od jednego do sześciu graczy – przemierza lochy, by pokonać wielkiego lorda podziemi. Skarby, potwory, czary, eliksiry, miecze, pancerze i wszystko inne kanoniczne dla gatunku rzeczy są tutaj obecne. Elementem wyróżniającym Wojowników Podziemi jest tarcza, w którą musimy wcelować kostką. Choć brzmi to enigmatycznie, rozwiązanie to dało grze popularność na całym świecie i nominację w 2012 do Golden Geek Best Party Game. Czy specyficzna mechanika Wojowników Podziemi przekona „poważnych planszówkowiczów” i weteranów Dungeons & Dragons?

Elementy gry

Standardowe pudełko opatrzone jest klimatyczną grafiką, która najbardziej kojarzy mi się z okładką Small Worlda. Pierwszym co rzuca się w oczy jest duża, czteroczęściowa Tarcza Walki i Wieża, która choć nie jest tak przydatna jak słynna z Szoguna, to pomaga w budowaniu klimatu (choć spokojnie można by się było bez niej obejść). Znacznik skrzyni to płaska planszetka, na której będziemy trzymać zdobyte pieniądze i dodatkowe kości walki. Kostek w grze jest całkiem sporo – trzy kolorowe i dziewięć białych. Monet w grze jest trzydzieści, do tego znajdziemy dwanaście znaczników ran, pięć znaczników mocy specjalnych i siedem drewnianych znaczników zdrowia. W pudełku umieszczono także znacznik lidera i kartonową figurkę drużyny. Każda drużyna fantasy musi składać się z bohaterów, a tych jest dziewięciu, wśród nich Randalf, Khonan, czy Legolans. Wśród pięćdziesięciu trzech kart ekwipunku znajdziemy sporo specyficznego sprzętu – w Wojownikach Podziemi zamiast standardowego miecza ujrzycie na przykład Miecz Przyjaźni, który musicie trzymać razem ze swoim towarzyszem z drużyny. Po co nam broń? Pięćdziesiąt trzy karty potworów o różnych stopniach zagrożenia, są tylko przedsmakiem tego co nas czeka, gdy dotrzemy na sam dół lochu. Tam czyha na nas jeden z czterech Władców Podziemi – choć gwoli ścisłości mój ulubiony nie powinien być określany w liczbie pojedynczej, gdyż jest to HORDA goblinów z JEDNYM mieczem.  Walcząc z potworami musimy wiedzieć ile zadaliśmy im ran, więc mamy jeszcze kartę zadawania obrażeń potworom. Warto docenić instrukcję, która jest dobrze napisana, a na jej końcu znajduje się, bardzo przydatny w rozgrywce, skrót zasad dla opornych.

Jak w to się gra?

Na początku każdy z graczy wybiera jaką postacią będzie grać, losujemy trzy poziomy lochów, jednego z lordów podziemi i tasujemy karty ekwipunku. Po wyborze poziomu trudności układamy, na konkretnych piętrach wieży, odpowiednie ilości potworów. W naszej wspólnej skrzyni umieszczamy jedną białą kość i dwa znaczniki złota.

Każda postać posiada dziewięć punktów życia, trzy kategorie przedmiotów, które może posiadać i trzy umiejętności – niebieską, czerwoną i zieloną – którą mogą aktywować w wypadku wyrzucenia symbolu oka na kostce walki.

Po zebraniu drużyny możemy wyruszyć w drogę. Wchodząc na pole ciągniemy kartę przeciwnika z najwyższego, dostępnego poziomu wież. Karty potworów posiadają liczbę punktów życia, zadawane obrażenia i liczbę sztuk złota, którą otrzymamy za pokonanie wroga. Spora część przeciwników ma także zasady specjalnego rzutu, które trzeba uwzględnić podczas walki z potworem.

Walka jest rozwiązana w sposób zręcznościowy. Na ustawioną na środku stołu planszę, trzeba trafić kością. Zasada podstawowa jest jedna – przed wylądowaniem na planszy, kość musi przynajmniej raz odbić się od stołu. W zależności od tego gdzie wylądowała kość, zadajemy odpowiednią liczbę obrażeń. Jeśli występuje specjalna zasada rzucania – np. tyłem do stołu, z łokcia, czy z nosa – to należy się do niej zastosować. Przy pokonaniu potwora za pierwszym rzutem, otrzymujemy w nagrodę dwie białe kości do skrzynki, a przy ubiciu wroga za drugim rzutem otrzymujemy jedną taką kość. Po co nam one? Otóż raz rzucona kość nie może zostać w danej walce tak po prostu podniesiona. Po wykorzystaniu kolorowych kości gracze, jeśli potwór nadal dycha, mogą albo rzucać białymi kośćmi, które są jednorazowego użytku, albo każdy musi przyjąć tyle obrażeń ile wynosi poziom wroga i w ten sposób drużyna odzyska pełną pulę kolorowych kości.

Jeśli podczas rzutu nie trafimy w tarczę to otrzymujemy obrażenia. Gdy liczba punktów życia spada do zera jesteśmy nieprzytomni. Jeśli walka zostanie wygrana to otrzymujemy bliznę, blokuje nam się jedna z naszych umiejętności, na stałe tracimy 3 punkty życia, a resztę odzyskujemy. Jeśli wszyscy bohaterowie padną nieprzytomni w jednej walce, to gra się natychmiast kończy. Otrzymanie trzeciej blizny oznacza koniec zabawy dla konkretnego pechowca.

Pokonany wróg daje nam zawsze określoną liczbę monetek. Po walce możemy uaktywnić pole, na którym jesteśmy – czy to sklep, czy fontannę życia, czy skrzynię ze skarbem – a następnie wybieramy kolejne pole, na które się udamy. Krótsza droga jest zwykle cięższa, ta dłuższa łatwiejsza, ale w ciągu całej przygody będziemy musieli pokonać więcej potworów.

W sklepie otrzymujemy tyle kart ekwipunku, ilu graczy bierze udział w rozgrywce plus trzy. Możemy zakupić dowolną liczbę z tych przedmiotów, ale oczywiście musimy za nie zapłacić monetami. Często użycie przedmiotu łączy się ze specjalną zasadą rzutu, ale daje nam dodatkowe obrażenia zadawane potworom. Sklep jest także miejscem gdzie możemy się uleczyć, co kosztuje jedną monetkę za jeden punkt życia dla każdego gracza, a także zapłacić dwa złota za jedną dodatkową białą kość.

Końcowy przeciwnik to potężny wróg – taki jak HORDA goblinów z JEDNYM mieczem – posiadający dużą ilość punktów życia i specjalną zdolność. Gracze wygrywają jeśli pokonają finałowego bossa. Przegrywają jeśli po drodze polegną.

Klimat

Klimat jest silną stroną Wojowników Podziemi. Oczywiście nie mówię tutaj o epickim fantasy, w poważnym stylu, będącym niemalże egranizacją Władcy Pierścieni. Ta gra wzoruje się raczej na Journey Quest niż na Grze o Tron, ale robi to w świetnym stylu.

Gra jest totalnie niepoważna, grafiki przeciwników, ich dobór – horda goblinów z jednym mieczem! – wszystko jest świetnie pomyślane. Pamiętacie Kolor Magii Terry’ego Pratchetta? Jak wyśmiewał absurdy kampanii RPG? Tutaj jest podobnie. Śmiechu jest co nie miara, ale jest to przygoda fantasy, o grupie pseudobohaterów, wrzuconych do lochów i zmuszonych do walki z lordem podziemi. A słowo bezpieczeństwa to „banana” jak dobrze wiedzą wielbiciele Magicki.

Tutaj jednak trzeba zadać sobie pytanie czy mechanika jest powiązana z tematem? Co szokujące, tak jest. Specjalne umiejętności przeciwników są mocno powiązane z ich nazwą. Moja ulubiona horda goblinów z jednym mieczem zadaje minimalne obrażenia (wiecie jeden miecz, do tego pewnie kradziony i tępy), ale bardzo ciężko ją pokonać – zabijamy tylko jednego goblina naraz (a jest ich przecież horda). Ekwipunek działa tak samo. Miecz przyjaźni wymaga rzucania kostką z ręki przeciwnika. Umiejętności naszych bohaterów również są absurdalne, ale ich dobór jest wbrew pozorom sensowny.

Oczywiście ta zręcznościowa mechanika niektórym osobom nie pozwoli się wczuć w Wojowników Podziemi. Skupią się na statystykach i konkretnych rzutach. Nie uda im się wciągnąć w tę niesamowitą i zabawną przygodę, którą autorzy dla nich przygotowali.

Podsumowanie

Wojownicy Podziemi to świetna gra imprezowa. Nie można jej oceniać w kategorii normalnych gier i zestawiać z ciężkimi eurosami, czy poważnymi strategiami. W swojej kategorii jest bezapelacyjnym zwycięzcą, bo nie znam drugiego tytułu będącego parodią fantasy z tak wysoce rozbudowanym elementem zręcznościowym.

Podstawową zaletą tego tytułu jest masa śmiechu wokół stołu w czasie rozgrywki. Nie pamiętam kiedy ostatnio wszyscy grający tak dobrze bawili się przy tym tytule. Problem miały tylko osoby, które bardzo chciały dobrze wypaść i poprowadzić ekipę do zwycięstwa, a nie potrafiły trafić w tarczę. Tutaj trzeba podejść do wszystkiego na totalnym luzie, ponieważ nie ma co się przy takiej grze denerwować i dogłębnie przeżywać swoje porażki.

Warto zauważyć, że Wojownicy Podziemi to pierwsza od dawna gra, która nas pokonała. Nie dokonał tego Pandemic Legacy, nie udało się to T.I.M.E. Stories, nie miał szans Robinson Crusoe. Tutaj jednak przegrywaliśmy grę za grą i to nie tylko przez fatalne rzuty, ale i głupie decyzje co do wyboru drogi, czy zakupionych przedmiotów. Warstwa taktyczna jest tutaj równie ważna co zdolności manualne.

Jakie wady znajduję w Wojownikach Podziemi? Po pierwsze nie wszystkie sposoby rzutu kością mi pasują. Rzut z nosa, serw kostką, czy jej zdmuchnięcie są zbyt specyficznymi wymaganiami, by móc nad tym dobrze zapanować. Po drugie dość wysoki poziom trudności może niektórych niedzielnych graczy od tego tytułu odrzucić.

Na szczęście nie pasujące nam zagrania możemy odrzucić, a poziom trudności dostosować do naszej aktualnej grupy. Szkoda, że na polskim rynku nie ukazały się dodatki, które poza nowymi elementami planszy, potworami, czy ekwipunkiem wprowadzają wielkiego nieobecnego podstawowej wersji – punkty doświadczenia rozwijające naszych bohaterów.

Werdykt

Miałem spory problem z wystawieniem oceny Wojownikom Podziemi. Pierwotnie miałem tego w ogóle nie zrobić i potraktować jako imprezówkę, która wymyka się sztywnym ramom skali ocen BGG. Jednakże pisząc tę recenzję, przypominając sobie masę śmiechu podczas rozgrywki, niezapomniane akcje i – przede wszystkim – hordę goblinów z jednym mieczem, nie byłoby to wobec Wojowników Podziemi fair. Moja ocena to 7,5 – zwykle chętnie w to zagram i namawiam do tego innych. Nie jest to tytuł, w który chciałbym grać codziennie i na każdym spotkaniu ze znajomymi, ale kilka rozgrywek to było 10/10 w kategorii wzbudzonych pozytywnych emocji przy stole.

Grę do recenzji wypożyczyło wydawnictwo Lucrum Games