Posiadłość Szaleństwa 2ed – pierwsze wrażenia

Jak wiadomo jestem wielkim fanem T.I.M.E. Stories. Możliwość wspólnego przeżycia interesującej historii, ciekawa mechanika i masa zabawy spowodowała, że zakochałem się w tej grze od pierwszego wejrzenia. Sprawa Marcy tylko polepszyła moje zdanie o niej, ale kolejne rozegrane historie trochę mnie rozczarowały. Szukając czegoś innego stwierdziłem, że obowiązkowo muszę zaznajomić się z Posiadłością Szaleństwa, a ściślej rzecz biorąc z jej drugą edycją.

Krąg Wieczności

Nasza pierwsza partia była dwuosobową próbą zmierzenia się z tajemnicą domu Vanderbiltów. Mieliśmy pewne problemy z interpretacją zasad, pierwotnie byliśmy trochę zagubieni jeśli chodzi o obsługę aplikacji (brak przycisku wstecz dwa razy był problemem), ale ogólnie grało nam się w miarę płynnie. Walka jest rozwiązana podobnie co w T.I.M.E. Stories, ale zagadki były dużo ciekawsze! Graliśmy niestety zbyt zachowawczo i wolno, przez co nie udało nam się rozwiązać zagadki na czas. Źle przeczytałem zasady rozprzestrzeniania się ognia (kładłem dodatkowy żeton do każdego żetonu ognia na planszy), przez co – w sposób dosłowny – mieliśmy w posiadłości małe piekiełko co poskutkowało totalną porażką i przegranym scenariuszem.

Ucieczka z Innsmouth

Druga partia to pięcioosobowe śledztwo w sprawie rodziny Marshów, które przemieniło się w paniczną ucieczkę z szalonego miasteczka. Większa liczba badaczy, to również większe możliwości eksploracyjne. Pierwotnie mieliśmy się rozdzielić, ale w efekcie chodziliśmy w jednej dużej grupie, co nie pozwoliło nam elastycznie reagować na wymogi scenariusza. Rany i przerażenie zrobiły swoje, a masa przeciwników uniemożliwiła nam zwycięstwo, choć zdaje się, że byliśmy naprawdę blisko pozytywnego rozstrzygnięcia scenariusza. Co ciekawe moja postać oszalała i przed ostatnią turą zmieniły jej się warunki zwycięstwa. Realizowałem je na samym początku fazy badaczy, ale w fazie mitów aplikacja kazała mi przyjąć dwie karty przerażenia, których nijak nie mogłem powstrzymać. Ostatecznie pogrążyłem się w swoim szaleństwie, zamiast zrealizować demoniczny plan i samodzielnie wygrać grę…

Wrażenia ogólne

Muszę przyznać, że byłem bardzo sceptyczny do drugiej edycji Posiadłości Szaleństwa i z tego powodu dopiero teraz ją wypróbowałem. Oglądając relacje z rozgrywki miałem wrażenie, że głównie patrzymy na aplikację i jest w tym mało gry planszowej. Moje podejrzenia się potwierdziły, ale zupełnie nie ma to znaczenia, gdyż jest to po prostu fenomenalne przeżycie i nadal świetna gra. Aplikacja pełni rolę mistrza gry, nadaje scenariuszowi ton i zarządza przeciwnikami. Dzięki niej gra nie jest powtarzalna i łatwiej prowadzić narrację. Łamigłówki są świetne i dużo lepsze niż wszystkie, które oferowało nam T.I.M.E. Stories. Walka jest dobrze rozwiązana, aczkolwiek słabość Thompsona (karabinu, który możemy zdobyć w czasie gry) jest jednym z większych rozczarowań drugiej rozgrywki.

Czy mam jakieś zarzuty do Posiadłości Szaleńśtwa? Owszem. Gra trwa bardzo długo. Pierwszy scenariusz teoretycznie mieliśmy skończyć w godzinę, a drugi w dwie. Realnie Krąg Wieczności zajął nam niemalże trzy godziny, a Ucieczka z Innsmouth prawie pięć! Bardzo długo trwały fazy mitów, gdzie musieliśmy rozegrać wydarzenie, wybierać potwora, który nas przeraża, poruszyć kreatury i wykonać ataki monstrów. Trwało to naprawdę długo i stawało się coraz bardziej monotonne wraz z zaawansowaniem rozgrywki. Niektórym może przeszkadzać worek kostek rzucany co turę, ale ja akurat to akceptuję.

Podsumowując, druga edycja Posiadłości Szaleństwa to świetna gra, którą z chęcią będę dalej ogrywać. Po pierwszym zderzeniu z tym tytułem zgodnie stwierdziliśmy, że jest to tytuł minimalnie lepszy od T.I.M.E. Stories i mając wybrać tylko jeden, postawilibyśmy na Posiadłość. Jest lepsza mechanicznie, a aplikacja jest w tym przypadku zaletą, a nie wadą. Olbrzymim plusem, w stosunku do gry Space Cowboys, jest również dużo większa regrywalność scenariuszy. Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy znów spróbowali uciec z Innsmouth, czy odkryć tajemnicę Vanderbiltów, ponieważ zmienne losowe podawane nam przez aplikację, pozwolą nam się cieszyć daną przygodą mimo, że znamy dokładny cel scenariusza.

Dziękuję łódzkiej Gralni za wypożyczenie egzemplarza do ogrania.

 

  • kenigis

    Regrywalność scernariuszy, zagrane po 2 scenariuszach 1 raz każdy. Co za bullshit 🙂

    • W żadnym wypadku.
      Opinia na podstawie tego czy zagrałbym znowu i w porównaniu do T.I.M.E. Stories. Do tego podpytałem osoby, które grały wszystkie scenariusze i to wielokrotnie.

      Pamiętajmy też, że z góry zaznaczam, że to pierwsze wrażenia, a nie recenzja.

      Skoro widzę, że spokojnie mogę zagrać scenariusz drugi raz to jak mam to nazwać inaczej niż regrywalnością? W TS tego nie zrobię, bo tam znam na pamięć ścieżkę przejścia Azylu i wynik łamigłówki. Tam się nigdy absolutnie nic nie zmieni.

      • kenigis

        W time stories też nic nie stoi na przeszkodzie. Tak samo grasz mimo, że wiesz co i jak się będzie działo. ;]
        Wiadomo trochę hiperbolizuję i dzięki aplikacji i randomowemu ułożeniu pokoju lepiej grac w szaleństwo, ale dalej regrywalność to bluźnierstwo. Co najwyżej po roku, jeśli już zapomnisz scenariusz

      • Damian Kołtuniak

        Pograj kilka razy w jeden scenariusz, losowość to coś czego brakuje. Niby od cholery potworów jest po dodaniu dwóch dodatków i kafli od zarąbania, ale no grając np w scenariusz z dodatku już wiem ze wszystkie kafle albo 90% będzie z dodatku. Aplikacja jest słabo napisana, losowość jest naprawde niewielka przy takich możliwościach. No tak na prawde miejmy nadzieje że coś zrobią z tą apką, bo zagrałem chyba juz wszystkie scenariusze, niektóre po klika razy i dopóki nie bedzie nowego dodatku nie zagram raczej kolejny raz w ten sam scenariusz. Tyle roboty z malowaniem figurek a cudem jest jak są jakieś ciekawsze… Poczytaj oficjalne forum galakty na temat posiadłości i losowości kafli i mobów