Twilight Imperium 4ed – unboxing

Twilight Imperium 4ed trafiło do graczy w Europie! Od oficjalnego ogłoszenia przed GenConem minęły trzy miesiące i wreszcie możemy sami się przekonać jak prezentuje się najnowsza edycja perły w koronie Fantasy Flight Games! Informacja z InPostu o możliwości odebrania paczki mocno mnie zaskoczyła. Spodziewałem się, że powinno to być TI4, ale dopiero zobaczenie tej paczki rozwiało wszelkie wątpliwości. Moim oczom ukazało się oryginalne opakowanie FFG z informacją co znajduje się w środku. Serce zaczęło bić mocniej.

Po otwarciu paczki, okazało się że gra jest dużo lepiej zabezpieczona niż kupiony przeze mnie osiem lat temu TI3, który od samego początku był mocno obity.

Po zdjęciu folii bąbelkowej rachunek przypomniał mi ile trzeba było za tę przyjemność zapłacić…

Okładka Twilight Imperium 4ed robi świetne wrażenie i zwiastuje wyższą jakość elementów w pudełku, w porównaniu do poprzedniego wydania.

Po usunięciu folii zabezpieczającej urok grafiki nie znika. Wygląda świetnie i nawet gdybym nie był fanem TI3, to widząc takie cudo w sklepie, chciałbym je zabrać ze sobą do domu.

Po uniesieniu wieka pudełka, naszym oczom ukazuje się bogata zawartość Twilight Imperium 4ed. Dwie instrukcje, książeczka z artworkami, stateczki, wypraski z żetonami i kaflami planet, karty… Sporo tego, a wszystko w elegancko wykonanym insercie.

W celu zoptymalizowania kart ras, każdy kolor posiada dostawkę do tychże kart, dzięki czemu obszary na trójkąty rozkazów nie zajmują na nich miejsca.

Wspomniane karty ras wyglądają fenomenalnie. Podobają mi się zmiany wprowadzone w wyglądach niektórych frakcji, ale muszę zauważyć, że sama tektura jest zauważalnie cieńsza niż w poprzedniej edycji. Na rewersach tradycyjnie znajdziemy sporo informacji fabularnych, ale zostały tam również przeniesione informacje o ich początkowym rozstawieniu. Bardzo dobra decyzja twórców.

Jestem zwolennikiem podziału instrukcji przez FFG na instrukcję szybkiego startu i księgę zasad. W ten sposób zostało to wykonane również w tym wypadku i mam nadzieję skończy to mroczne czasy TI3, gdy w grupach graczy tylko jedna osoba przebiła się przez wszystkie zasady i uczyła całą resztę. Warto zauważyć również książeczkę z historią i artworkami, której obecność jasno pokazuje, że mamy do czynienia z produktem premium jak na standardy gier planszowych.

W pudełku znajdziemy masę wyprasek, wypełnioną żetonami i planetami. Wyjmowanie elementów jest dużo prostsze niż w trzeciej edycji. Nie potrzebowałem tym razem noża do ich wycinania, w przeciwieństwie do przygód z poprzedniej edycji.

Statki są przepiękne! Modele są dopracowane, przykuwają wzrok i budzą w człowieku wewnętrzne dziecko, które chce je złapać i zacząć odgrywać sceny z filmów science-fiction ;).

Modele z czwartej edycji wypadają w porównaniu dużo lepiej niż te z trzeciej. Niszczyciele i krążowniki są sensowniej zaprojektowane, a jedyne wątpliwości mamy do statków flagowych. Nie są brzydkie, ale bardzo podobne do pancerników, co zdecydowanie nie podoba się mojej żonie.

Na podstawie rozgrywek z TI3 mogę ocenić, że choć kostki w nowej edycji są fajne i wyraźne, to jest ich po prostu za mało, więc dodałem do pudełka kostki, których używałem w poprzedniej wersji.

Kart w pudełku jest sporo, ale nie ma porównania do zawartości TI3 z dwoma dodatkami. Jak pewnie pamiętacie uważam, że odchudzenie wszystkich talii to dobra decyzja twórców i nie powinniśmy na to narzekać.

Nowością w czwartej edycji są karty ulepszeń statków. Generalnie drzewko technologii zostało bardzo uproszczone (jak wiele innych rzeczy w tej edycji) i jednocześnie karty wydają się bardziej przystępne dla nowych graczy.

Kart celów publicznych jest relatywnie mało. Biorąc pod uwagę spory przemiał celów sekretnych, nie jestem przekonany czy jest ich wystarczająca liczba, ale nie ukrywajmy, że w ciągu roku pewnie pojawi się dodatek i odpowiednio rozwinie ten aspekt.

Wybrane karty polityki wyglądają lepiej niż w poprzedniej edycji, gdzie moim zdaniem był to najsłabszy element. Karty akcji również przeszły przebalansowanie i trzeba zobaczyć jak wypadną w praniu. O ile na kartach polityki nie ma fabularnych cytatów, to na action cardach znalazło się na nie miejsce. Bardzo je lubię, więc dobrze, że przynajmniej tutaj się ostały. Po raz kolejny można zaobserwować, że choć wyglądają elegancko, to są wykonane z cieńszych materiałów niż poprzednio.

Systemów jest dużo mniej niż poprzednio. Trzeba przyznać, że wyglądają lepiej, ale – tak zgadliście – są cieńsze niż w TI3. Na każdej karcie planety mamy również krótki tekst ją opisujący. Stolicą Federacji nadal jest New Moscow, więc główna stocznia to nadal Churchill Prime.

Technologie rasowe to coś co fajnie różnicowało rasy w TI3 i całe szczęście zostały utrzymane w TI4. Jedynym wariantem opcjonalnym są Prommisory Notes i one również zostały dodane jako dodatkowe zdolności specjalne konkretnych ras. Każda zmiana pogłębiająca asymetrię jest przeze mnie mile widziana, choć w TI3 z tym wariantem nie grałem.

Żetonów jest całkiem sporo, są wyraźne i naprawdę ładne. Karty strategii wyglądają futurystycznie, co jest niewątpliwą zaletą, ale po raz kolejny są zauważalnie cieńsze niż w poprzedniej edycji.

Spakowane w pudełku elementy świetnie wyglądają, ale niestety insert nie jest wystarczający. Żetony ras musiałem popakować do własnych woreczków strunowych, ponieważ nie wiem gdzie według twórców powinienem je schować…

Chciałbym jeszcze zaprezentować Wam porównanie pudełek TI3 z TI4. Jednocześnie wyjaśniam – nie, nie każda moja gra wygląda tak źle jak poprzedni Twilight. Po prostu jest to świetnie zamortyzowana gra, którą przez lata przewoziłem komunikacją miejską w plecaku turystycznym :).

Na koniec moja ulubiona grafika z Lore compendium. Aż chce się zapytać

Do you want to live forever!?