Przemyślenia na koniec listopada 17′

Listopad był bardzo ciężkim miesiącem dla mnie jeśli chodzi o hobby planszówkowe. Udało mi się zagrać ledwie osiem razy, a i to tylko dzięki szybkiej rozgrywce w WarTime. Mój czas był znacznie ograniczony przez sprawy osobiste. Z tego też powodu przemyślenia w tym miesiącu są opóźnione i bardzo skrócone, ale przynajmniej będę mógł Wam wytłumaczyć co takiego się wydarzyło i jaki będzie miało wpływ na funkcjonowanie bloga.

Problemy z Cry Havoc: Aftermath

Fanem Cry Havoca nie jestem, odbiłem się od tej gry dość brutalnie. Zaznaczę od razu, że nie chodziło o to, że nie potrafię w nią grać – wręcz przeciwnie, wygrałem zbyt łatwo i nie czuję potrzeby kontynuowania mojej przygody z tym tytułem. Mój kolega jest jednak zwolennikiem Portalowego hitu i zakupił dodatek. Jakież było jego zdziwienie, gdy zorientował się, że w małej paczce nie znajduje się liczba komponentów, która została zapowiedziana w instrukcji. W wypraskach jest inna liczba żetonów, niż teoretycznie powinna być. Pięć żetonów umiejętności zamiast czterech. Powinny być trzy żetony kamuflażu i trzy bagien, a w zasadzie nie do końca wiadomo ile ich tak naprawdę jest. Dodatkowo znajdują się tutaj żetony, które ciężko było zidentyfikować. Z zasadami też jest jakieś zamieszanie. Przy tak małym dodatku można było jednak zachować więcej staranności, zwłaszcza gdy mówimy o międzynarodowym już Wydawnictwu, jakim jest Portal. Przyznali się do błędu w druku i zaproponowali fanom samodzielne wydrukowanie naklejek na żetony, ale chyba nie tak to powinno wyglądać.

Kolejny „ciekawy” wpis blogowy Ignacego Trzewiczka

Zaskakujące w temacie dodatku do Cry Havoca jest też to, że głównym projektantem nie są wcale twórcy pierwowzoru, a Ignacy Trzewiczek. Zostawmy jednak na razie temat tego tytułu i przenieśmy się na Trzewikowy blog na stronie Portalu. Tutaj wrzućmy piękny cytat z Ignacego na temat samouczka do Charterstone:

Graliśmy w wariant na czterech graczy.

Podobała mi się pierwsza rozgrywka.
Markowi też.
Trzeci gracz powiedział, że jest mocno rozczarowany i spodziewał się, że Charterstone będzie dużo lepszy. Powiedział, że być może da mu jeszcze jedną szansę, ale miał duże wątpliwości.
Czwarty gracz powiedział, że gra jest nudna, jak flaki w oleju i już w nigdy w nią nie zagra.

Spojrzałem na nich i dosłownie miałem ochotę ich udusić.

“Wy p******* idioci!” zacząłem, “to był samouczek. Właśnie nauczyliście się gry. Mamy dwóch pracowników, mamy budynki, mamy specjalne postacie, które możemy zdobyć, to jest tylko nauka!” krzyczałem na nich, podświadomie winiąc ich za te wszystkie narzekania na temat samouczków do Pierwszych Marsjan i Seafall.

“Gra jest nuda” usłyszałem w odpowiedzi. “Nie będę więcej grać”.

Nie mogłem w to uwierzyć. To było śmieszne.

Ja nie mogę uwierzyć w to co właśnie przeczytałem. Zacznijmy od tego, że SeaFall nie był krytykowany za sam samouczek, bo tutaj jeszcze ludzie wierzyli, że coś się zmieni, a za całokształt. To była po prostu zła gra i zestawienie jej z Pierwszymi Marsjanami nie najlepiej świadczy o „Robinsonie w kosmosie”. Po drugie bluzganie i wyzywanie ludzi za to, że gra im się nie spodobała? W dzisiejszych czasach mamy tyle nowych, ciekawych tytułów, że nie ma czasu na marnowanie życia na te średnie i nudnawe. Jeśli komuś jakaś gra nie podeszła w samouczku, to raczej się to już nie zmieni, nawet jeśli dodamy mu tysiąc nowych budynków, setki pracowników i możliwości. Tak samo jak z Pierwszymi Marsjanami – co z tego, że samouczek uczy tylko budować, jak sporej liczbie graczy po prostu nie podoba się ciągle psująca się baza (bardzo męczący aspekt gry i średnio realistyczny) jak i ogólny pomysł na rozgrywkę? Nie zmienia to faktu, że taki wpis na blogu Wydawnictwa Portal jest co najmniej nie na miejscu, a treści w nim przekazane świadczą bardzo negatywnie o osobie autora…

Nemesis zmierza na Kickstarter

Po olbrzymich sukcesach Awaken Realms w kampaniach This War of Mine (które w wersji polskiej wreszcie powinno trafić do wspierających) i Lords of Hellas (które jest opóźnione, ale nie aż tak) teraz czas na Nemesis. Draft kampanii jest już dostępny na Kickstarterze, a według Wydawnictwa Rebel gra jest gotowa do produkcji:

Nasze prace nad produktem już się zakończyły, wszystko zostało przekazane do AR. Za kampanię na KS i finalny całokształt produktu odpowiada AR. My przejmiemy produkt po zamknięciu kampanii i zajmiemy się jego dystrybucją w Polsce i za granicą. Nie mamy żadnego wpływu na procesy, jakie teraz zachodzą przy grze ani na kampanię na KS.

Polska wersja językowa tytułu jest już pewna, aczkolwiek nadal nie mamy pewności co znajdzie się w wersji rebelowej, a co będzie dostępne tylko na Kickstarterze. Polecam obserwować rozwój sytuacji, ponieważ tytuł wygląda bardzo ciekawie i zapowiada się na olbrzymi hit przyszłego roku.

Przyjście na świat Kaimady IV

Powodem opóźnienia tych przemyśleń na koniec miesiąca, mniejszej aktywności planszowej i ogólnego zamieszania w moim życiu jest 23.11.2017. Tego dnia na świat, w szpitalu w Łodzi przyszedł Filip „Kaimada IV” Adamiak. Nie rezygnuję z prowadzenia bloga, teksty pojawiać się będą, tylko jak się pewnie spodziewacie ciężej jest teraz zaplanować czas, czy umówić się na ogrywanie jakiegoś nowego tytułu. Z zalet oznacza to pewnie pojawienie się wreszcie recenzji tytułów Maca Gerdsta, czy top 50 gier planszowych według kaimady. Nie znikam, będę nadal aktywny, tylko nie mogę obiecać regularności (to też tłumaczy pewne problemy w minionych miesiącach).

W co grałem w tym miesiącu?

W listopadzie rozegrałem ledwie osiem partii w cztery gry… Kolejny miesiąc z rzędu najwięcej partii zagrałem w WarTime. W ciągu pięciu bitew udało się ukończyć także jedną pełną kampanię. Nadal podtrzymuję moją opinię, że WarTime to fenomenalny tytuł, który zasługuje na uznanie. Tylko czemu jest wydany w takiej formie, że wygląda na prototyp gry, a nie wysokobudżetowy produkt?

Grą miesiąca zostaje Twilight Imperium 4ed. Nie mogło być inaczej. Godny następca najlepszej gry planszowej wszech czasów. Zasady zostały wygładzone, niepotrzebnie rozbuchane elementy dodatkowe przycięte do niezbędnego minimum. Nowe otwarcie, nowy początek, nowa era Twilight Imperium. Więcej możecie przeczytać w moich obszernych pierwszych wrażeniach z rozgrywki TI4ed. Wszelkie wątpliwości jakie miałem z przejściem z trzeciej do czwartej edycji można jednak wyrazić, krótkim fragmentem z filmu Psy, gdzie Franz Maurer odpowiada koledze co o tym sądzi.

Następnym tytułem, który rozegrałem gra miesiąca października, czyli The Expanse Board Game. Kolejna rozgrywka dorównała tej poprzedniej i mamy do czynienia z naprawdę dobrym tytułem na podstawie hitowego serialu od stacji SyFy. Walka o wpływy w Układzie Słonecznym była zacięta, wydarzenia potoczyły się zupełnie inaczej niż miesiąc wcześniej. Wygląda na to, że mimo ograniczonej liczby kart wydarzeń, regrywalność będzie utrzymana na dość wysokim poziomie. Ja jestem niezmiennie tym tytułem zauroczny.

Ostatnią grą, jaką miałem przyjemność rozegrać było Semper Fidelis: Bitwa o Lwów 1918 – 1919. Moje pierwsze wrażenia mogliście już przeczytać na blogu. Całkiem niedawno na kanale Geek Factor TV rozgorzała dyskusja czym tak naprawdę miały by być gry patriotyczne. Moim zdaniem Semper Fidelis jest na to pytanie odpowiedzią. Mamy tutaj dobrą mechanicznie grę, o wysokiej jakości wydania, w bardzo przystępnej cenie, traktującą o bardzo ważnych, zapomnianych (czy wręcz wyrugowanych ze świadomości społecznej…) wydarzeniach, wykonaną z dużą dbałością o detale historyczne. Dodajmy do tego uczciwe przedstawienie konfliktu, bardzo przystępną dla graczy rozgrywkę (choć instrukcja powinna być lepsza) i patronat Instytutu Pamięci Narodowej. Tak się powinno robić takie gry i nie mogę doczekać się możliwości rozegrania pełnego scenariusza o listopadowych walkach o polski Lwów.

  • Gratuluję syna i najszczersze życzenia szczęścia dla Ciebie i małżonki z okazji jego przybycia na świat. Niech Wam rośnie zdrowo! 🙂

  • mat_eyo

    Gratulacje, dużo zdrowia dla Filipa i mamy!