UBOOT The Board Game – wrażenia z prototypu

Powoli przyzwyczajamy się do olbrzymich sukcesów polskich wydawnictw na Kickstarterze. Awaken Realms przeprowadziło już udane kampanie This War of Mine, Lords of Hellas i Nemesisa. Phalanx przebiło się z nową edycją Hannibala, a teraz znów jest o nich głośno dzięki sukcesowi UBOOTa.  Wynik jest imponujący – prawie 700 tysięcy Funtów wyłożonych przez ponad osiem tysięcy osób. Dzięki uprzejmości opolskiego wydawnictwa miałem okazję przetestować prototypową wersję tej gry.

Przybliżenie gry

UBOOT The Board Game to kooperacyjna gra planszowa czasu rzeczywistego, której nieodłącznym elementem jest aplikacja mobilna. Sama gra jest zaawansowanym symulatorem niemieckiej łodzi podwodnej w czasach drugiej wojny światowej. Gracze wcielają się w rolę kapitana, pierwszego oficera, inżyniera i nawigatora. Gra wymaga od nas ścisłej współpracy, szybkiego podejmowania decyzji i nauczenia się zasad walk łodzi podwodnych, ich zalet i słabości. Poziom trudności jest tutaj bardzo wysoki, a ilość symulowanych elementów ma zostać jeszcze zwiększona w finalnym produkcie. Czy jest miejsce na taki tytuł w dzisiejszym świecie planszowym?

Elementy gry

Już na etapie prototypu, trójwymiarowy model łodzi podwodnej robi świetne wrażenie. W przeciwieństwie do M/S Batorego, jego szerokość nie utrudnia nam zarządzania załogantami i pozwala nam bezproblemowo orientować się w sytuacji. Figurki marynarzy wyglądają klimatycznie i łatwo jest je rozróżnić. Największy problem miałem z… kolorami. Jestem daltonistą i karty morale, czy żetony zagrożeń momentami były dla mnie kolorystycznie nie do rozróżnienia. W pudełku jest masa żetonów i na początku czułem się lekko zagubiony, ale po pierwszej rozgrywce przygotowanie kolejnej było dużo łatwiejsze. Świetne wrażenie robią mapy i przyrządy nawigacyjne. Dysk ataku to bardzo klimatyczne rozwiązanie, ale w wydaniu prototypowym po prostu się nie sprawdzał (o tym więcej napiszę później). Do tego dochodzą jeszcze plansze graczy (fantastyczna plansza inżyniera!), żetony wachty, statków, karty wydarzeń, ran, czy puzzle ze statkiem służące do symulacji naprawiania pękniętego kadłuba. Wszystko rozłożone na stole wygląda wręcz… majestatycznie. Jestem pewien, że efekt końcowy będzie fenomenalny i w pełni wart wydanych nań pieniędzy.

Jak w to się gra?

Podczas naszej służby na łodzi podwodnej każdy z czterech graczy pełni konkretną rolę.

  • Kapitan jest odpowiedzialny za dowodzenie okrętem, wydaje rozkazy, podejmuje kierunkowe decyzje i pozwala pozostałym graczom podejmować akcje. Nic na pokładzie nie dzieje się bez jego polecenia.
  • Pierwszy oficer obsługuje aplikację na smartfonie i – poza nielicznymi wyjątkami – jest jedyną osobą, która będzie miała styczność z cyfrowym aspektem UBOOTa. Jego głównymi zadaniami będzie raportowanie sytuacji pozostałym graczom, wpisywanie kursów i innych danych do aplikacji, ale także zarządzanie zasobami medycznymi, przydzielanie ran, czy rozstrzyganie wydarzeń.
  • Nawigator jest kucharzem. No dobrze – jest to jego poboczna funkcja, ponieważ przede wszystkim odpowiada za wyznaczanie kursu, kontrolę w jakim obszarze się znajdujemy i nawigację w warunkach bojowych. To on oznacza na mapie pozycje wrogich statków, oczywiście na podstawie  informacji otrzymanych od pierwszego oficera.
  • Główny mechanik zarządza ekipami naprawczymi, umiejscowieniem sprzętu ratunkowego, rozwiązywaniem „puzzli” w wypadku pęknięcia kadłuba, ale także kontroluje w formie analogowej szybkość i głębokość zanurzenia okrętu.

Każdy gracz posiada do własnej dyspozycji czteroosobowy zespół marynarzy, z których każdy jest specjalistą w innej dziedzinie, a na dodatek dzielą się na dwie wachty, przez co konkretna figurka o konkretnym czasie gry może posiadać inne umiejętności. Ogólnie kapitan posiada załogantów odpowiedzialnych za obsługiwanie torped, mechanik ekipy naprawcze i sterujące zanurzeniem i prędkością, nawigator obserwatorów, a pierwszy oficer radiooperatorów i obsługę działek przeciwlotniczych.

Wykonywanie akcji w grze polega najpierw na wydaniu rozkazu przez kapitana, a dopiero potem na działaniu konkretnego gracza. Każde działanie marynarza zwiększa jego zmęczenie, którego pozbywamy się odpoczywając między wachtami. Te zmieniają się co sześć godzin gry (najniższa prędkość to 1 sekunda = 30 sekund gry, ale w pełnej wersji ma być opcja 1=1), a co dwanaście kapitanowi odnawia się tor możliwości dowódczych. W sytuacjach kryzysowych może on nadal wydawać rozkazy, ale wtedy obarcza tym tor morale, co ma symulować działania załogi na dużym zmęczeniu i pod ogromną presją. Co ciekawe jeśli morale miałoby nam spaść, a tor już nam się skończył, to załoga podnosi bunt i poddaje się Brytyjczykom.

Zaskoczyło mnie to, że aplikacja nie służy tylko do ustawiania kursu, prędkości, czy odczytywania informacji o statkach przeciwnika. Posiadając obserwatorów na zewnątrz okrętu, możemy fizycznie obracać się z telefonem w ręku i własnymi oczyma szukać okrętów przeciwnika. Tak samo każdy atak odbywa się poprzez aplikację. Musimy załadować torpedy, zalać luki torpedowe, wybrać cel, wystrzelić torpedę. Później możemy patrzeć jak nasz pocisk pędzi w kierunku wroga i wreszcie zatapia jego statek. Nie mamy jednak czasu, żeby się cieszyć, bo trzeba natychmiast uciekać zanim zniszczy nas jego eskorta…

Klimat

Klimat w U-Boocie jest wszechobecny. Zacznijmy od samej konstrukcji gry. Mamy tu tytuł nastawiony na kooperację, ale ze ściśle określonymi rolami. Obecność kapitana narzuca konieczność trzymania się łańcucha dowodzenia i naprawdę pozwala się wczuć w swoje role. Pamiętam jak podczas jednej z rozgrywek pierwszy oficer zapytał mnie w jaki sposób mamy podejść do wroga pod kątem 90 stopni. Odpowiedziałem, że mnie to totalnie nie interesuje jak, to ma po prostu nam wyjść. Wyszło. Zatopiliśmy wroga.

Nieocenioną pomoc w tworzeniu klimatu dają fizyczne narzędzia do nawigacji. Konieczność używania mapy morskiej do wyznaczenia kursu, możliwość zmierzenia czasu jaki będzie potrzebny na dopłynięcie w dane miejsce, dysk ataku, który określa gdzie znajduje się wróg względem naszej pozycji i naszego kursu… To już na zdjęciach wygląda wyśmienicie, a na żywo pozwala poczuć się jak ten nawigator podwodniak w czasie tamtej wojny.

Bardzo pozytywnie na klimat wpływa również… olbrzymia presja. Musimy podejmować natychmiastowe decyzje, działać najszybciej jak się da, raportować postępy innym członkom załogi, potwierdzać rozkazy. To nie jest lekka gierka pozwalająca rozmawiać o tematach pobocznych. Tutaj cały czas jesteśmy skupieni na sterowaniu naszym U-Bootem i dzięki temu bardzo mocno wczuwamy się w swoje role.

Dużo daje też aplikacja i trójwymiarowy model. W tej pierwszej poza raportami, które musi przekazywać dalej pierwszy oficer, mamy również dźwięki otoczenia, alarmy, komendy w języku niemieckim… Usłyszeć „Los, los, los!” w tym wypadku nie powoduje odruchowego podniesienia rąk, a raczej mobilizuje do szybszego działania. Swoje robi również model U-Boota, który poza tym, że wygląda świetnie, jest bardzo użyteczny. Teoretycznie figurki są na nim tak dobrze widoczne, że ciężko o czymś zapomnieć, ale… niech pierwszy rzuci kamieniem ten kapitan, który nigdy nie utopił swoich obserwatorów…

Podsumowanie

Nawet takie wydarzenie i tak epicka porażka budowały klimat i – wbrew pozorom – pozytywne odczucia. Tak samo wpłynięcie na pole minowe w okolicach wysp brytyjskich. Albo wielka radość po zatopieniu statku towarowego, przerwana byciem staranowanym przez okręty eskorty. Tudzież zapomnienie o zatrzymaniu silników po wykryciu wroga i wpłynięcie wprost pod ich działa. To wszystko uczy koncentracji i reagowania w konkretnych okolicznościach. Daje też olbrzymią satysfakcję.

Gra jest bardzo ciężka. Nie ukrywajmy, mamy do czynienia z symulatorem, a nie taką sobie niedzielną gierką do pubu. Nie bez przyczyny w pudełku znajdziemy poradnik taktyczny, który uczy nas pod jakim kątem podchodzić do wroga, jaki jest skuteczny zasięg torped i co powinniśmy robić zaraz po wykryciu. Podpowiem, że chodzi o jak najszybszą ucieczkę i zgubienie pościgu, co choć może wydawać się oczywiste, jakoś w pierwszej grze takie nie jest i kończy się tragicznie dla naszej załogi.

Tutaj musimy się nauczyć efektywnie wykorzystywać możliwości naszych marynarzy, planować działania z uwzględnieniem zmiany wachty i bardzo dobrze poznać zasady działania okrętu i rozkład pomieszczeń. Po wydaniu rozkazu przez kapitana nikt nie ma czasu na zastanawianie się gdzie musi udać się swoimi ludźmi. Tutaj trzeba natychmiast działać i reagować na wszystkie awarie, zmiany kursu, pojawiających się przeciwników…

Na etapie prototypu gra cierpi na kilka problemów technicznych, ale zostaną one poprawione w pełnej wersji. W aplikacji brakuje czasu rzeczywistego, przez co początkowo jesteśmy skazani na porażkę w walce z brytyjskimi okrętami. Nie mamy tam również możliwości ustawienia poziomu trudności, choć w czasie przygotowania fizycznych elementów instrukcja przewiduje różnicowanie trudności.  Dysk ataku w ten sposób wykonany niezbyt dobrze działa, ponieważ przesunięcie jednej z tarcz powoduje ruch pozostałych i moi nawigatorzy woleli wyznaczać kąty podejścia z głowy. Tak było po prostu szybciej i w stu procentach się sprawdziło. W pełnej wersji dojdą jeszcze takie elementy jak zmienna pogoda, działka przeciwlotnicze, deszyfrowanie kodów, kontakt z kwaterą główną, misje eskortowe, szpiegowskie, zwiadowcze i przede wszystkim misja wprowadzająca.

Tutorial będzie bardzo przydatny dla początkujących graczy. Próg wejścia do gry jest na etapie prototypu olbrzymi. Zasady rozgrywki, mechaniki poszczególnych ról, czy zarządzanie marynarzami – to wszystko jest proste. Na papierze. Jednak kiedy dodamy do tego brak doświadczenia, presję czasu i stres… Misja wprowadzająca będzie bardzo, ale to bardzo przydatna.

Werdykt

UBOOT The Board Game to niesamowita gra, która odniosła zaskakujący sukces na Kickstarterze. Nie zrozumcie mnie źle – według mnie Phalanx w pełni zasłużył na ilość pieniędzy, którą udało się zebrać. Jest to jednak o tyle ciekawe, że mamy do czynienia z ciężkim symulatorem dla graczy wojennych, a nie ze standardowym „plastikowym” KSowym produktem. Trochę obawiam się, czy część z wspierających spodziewa się tego jak ciężki (przynajmniej na etapie prototypu) jest to tytuł i ile trzeba będzie poświęcić czasu, żeby się go nauczy. Z drugiej strony muszę zaznaczyć, że UBOOT jest tego zdecydowanie warty. Każda gra jest ciekawym przeżyciem. Świetnie uczy współpracy, wymusza szybkie podejmowanie decyzji i wynagradza doświadczenie. Nie kojarzę drugiego takiego tytułu. W pełnej wersji gry będzie jeszcze więcej zawartości, a do tego naprawione zostaną pewne drobne problemy techniczne. Według mnie z Opola nadpływa wielki hit, o którym będzie się mówić latami. Pytanie tylko ilu jest graczy gotowych na zderzenie z U-Bootem, a ilu się od niego boleśnie odbije.