Przemyślenia na koniec czerwca

Mundial to wielkie święto fanów piłki nożnej i okres, w którym planszówki schodzą na drugi plan. Przyznam, że w czerwcu działy się ważniejsze dla mnie rzeczy, niż pojedynki Polski z Senegalem, Kolumbią i Japonią, ale nadal związane z piłką nożną. Podpowiem, że chodzi o trzecioligowy poziom rozgrywkowy w naszym kraju. W planszówkach za to mieliśmy do czynienia z niespodziewaną premierą i zapowiedzią dwóch potencjalnych hitów sprzedażowych. Czerwiec to także koniec sezonu serialowego w science-fiction i dobry moment, żeby jakoś podsumować kondycję telewizyjnych s-f.

Mage Wars Akademia wysłana

13. czerwca 2016 roku ufundowano na wspieram.to gry Mage Wars Akademia i Arena. Niestety gracze musieli czekać aż dwa lata na swoje egzemplarze Akademii. 434 osoby pewnie myślały, że nie doczekają tego epokowego wydarzenia. Arena ma zostać dosłana w ciągu najbliższych miesięcy. Jakie były powody takiego opóźnienia? Długo można by wymieniać… Nie dotrzymanie terminu wysyłki plików przez wydawnictwo, opóźnienia w druku, problemy z transportem, przetrzymanie gier na cle… Sytuacja była lekko absurdalna, ale niezadowolonym klientom przypomnę tylko, że dla wydawnictwa to także były bardzo nieprzyjemne i kosztowne wydarzenia…

Końcówka kampanii Solar City

Do zakończenia kampanii gry Solar City pozostały cztery dni, ale wydawnictwo może być już z jej efektów zadowolone. Prawie 60 tysięcy zebranych dolarów na Kickstarterze i niemalże 80 tysięcy złotych na zagramw.to. Moją opinię o prototypie mogliście przeczytać tutaj, a większość konkurencji recenzenckiej przyjęła ten tytuł cieplej niż ja. Jednoczesna kampania w Polsce i na międzynarodowym portalu pozwoliła połączyć siły w odblokowywaniu stretch goali. Nie jest to pierwszy taki przypadek, ale warto to podkreślić. Wszyscy są ciekawi czy GFP pójdzie z dotrzymywaniem terminów, czyli jednym z filarów rozwijającego się zagramw.to. Warto jeszcze dodać, że kampania wspiera także (jakże tematycznie!) zielony cel, czyli za każdego wspierającego Wydawnictwo zasadzi jedno drzewo.

Zakończenie przedsprzedaży Detektywa

Jak ja się tej gry nie mogę doczekać! Według najnowszych informacji jej premiera ma się odbyć w październiku tego roku. Osobiście miałem nadzieję na termin sierpniowy i sprzedaż gry na GenConie, ale jeszcze chwilę trzeba będzie poczekać… Z tego co mówi Wydawnictwo Portal to przedsprzedaż okazała się sporym sukcesem i – tu już moje domysły – jest sygnałem zbliżającego się hitu. Moją relację z ogrywania prototypu możecie znaleźć tutaj. Gra wywarła na mnie tak dobre wrażenie, że nie mogę się doczekać dodatków w stylu Z Archiwum X, czy też w konwencji science-fiction. Detektyw ma olbrzymi potencjał.

Czyżby nowa edycja Zimnej Wojny po polsku?

Jaro Andrus 28 czerwca o 17:46 Twilight Struggle, to jak będzie po polsku? Wirujący seks?

Na facebookowej grupie planszowych gier wojennych taki oto wpis popełnił nie kto inny, jak Jarosław Andruszkiewicz z wydawnictwa Phalanx (nauczyłem się wreszcie, że już bez Games 😉 ). Co to może oznaczać? Jest szansa, że Opolanie wydadzą kolejną edycję Zimnej Wojny po polsku! Odkąd Bard przestał się zajmować grami wydawnictwa GMT Games, żadna wybitna gra wojenna od Amerykanów nie została wydana w naszym kraju. Biorąc pod uwagę, że Hannibal odniósł spory sukces, a U-Boot rozbił bank, to można mieć nadzieję, że poza Lincolnem Phalanx weźmie się także za inne gry wojenne z zachodu. Czy jest lepszy tytuł na rozpoczęcie takiej współpracy niż Twilight Struggle? Może świeżutkie Imperial Struggle?

Ranking seriali sci-fi

Tak jak pisałem we wstępniaku uważam, że czerwiec to symboliczne zamknięcie sezonu w science-fiction i dobry moment na podsumowanie gdzie seriale z tego gatunku aktualnie się znajdują. Duże nadzieje łączyłem ze Star Trek Discovery, zwłaszcza po obsadzeniu w roli kapitana Jasona Isaacsa, ale ten serial bardzo mnie rozczarował… Ani nie był to fenomenalny serial, ani dobry Star Trek. Tak szczerze mówiąc to bardzo mało odcinków było Trekowych, mógłbym wyróżnić może Despite Yourself reżyserowany przez Jonathana Frakesa i kończące sezon Will You Take My Hand. Mało Treka w Star Treku, do tego beznadziejne przedstawienie Klingonów, błędy logiczne i urwane wątki… Dlatego w mojej pierwszej dziesiątce Star Trek Discovery się NIE znajduje. Teraz przejdźmy do dziesiątki najlepszych seriali sci-fi według kaimady.

10. The Orville

Pocieszeniem po zawodzie jakim było Star Trek Discovery jest dla fana The Orville. Najnowsza produkcja Setha MacFarlane’a to wysokobudżetowy fanfilm w świecie (prawie) Star Treka, który udaje że tym Trekiem nie jest. Owszem scenariusze są w większości opowiedzeniem na nowo historii z TOS, ale na przykład odcinek z ocenianiem obywateli i sądem w stylu talk-show był pomysłem oryginalnym i świetnie zagranym. Co więcej aktorsko jest naprawdę nieźle, a gwiazdy odcinka… W jednym odcinku sporą rolę dostała Charlize Theron, a w innym pojawili się (podkreślę, że w jednym odcinku) Robert Knepper, James Morrison i… Liam Neeson! Oczywiście „głupkowaty” styl Setha może nie wszystkim przypaść do gustu, ale jeśli lubicie sci-fi na wesoło to koniecznie musicie to zobaczyć.

9. Space Above And Beyond

SAAB to niesłusznie zapomniany serial. W roli głównej występuje tu wspomniany już James Morrison, a cała fabuła jest przeniesieniem historii amerykańskich marines z drugiej wojny światowej, w realia wojny Ziemian z obcymi zwanymi Pijawami. Twórcami serialu są znani z pracy przy X-Files Glen Morgan i James Wong, a gościnny występ zalicza nie kto inny jak David Duchovny. W Polsce ten serial był puszczany jako Gwiezdna Eskadra, choć ja w dzieciństwie nazywałem go Eskadrą Asów. Świetne militarne sci-fi, które po upływie tylu lat nadal broni się efektami specjalnymi. Odcinki były horrendalnie drogie, a twórcy poruszali momentami zbyt kontrowersyjne jak na tamte czasy tematy (Who Monitors the Birds) i szansa na drugi sezon przepadła.

8. Westworld

Po pierwszym sezonie serial ten miał szansę znaleźć się wyżej w tym zestawieniu, ale drugi mocno mnie rozczarował. Ogólnie mamy jednak do czynienia z naprawdę ambitnym projektem, który pokazał że warto inwestować spore pieniądze w produkcję tego typu. Aktorstwo jest na najwyższym poziomie – w końcu wielkimi gwiazdami serialu są Ed Harris i Anthony Hopkins – a pierwszy sezon w świetny sposób miesza nam w głowach i stawia masę pytań, na które w końcowych odcinkach dostajemy odpowiedzi. To właśnie nie zagrało w sezonie drugim – pytania nie były tak ciekawe, odpowiedzi mniej satysfakcjonujące, a pewne zabiegi fabularne niepotrzebne.

7. Firefly

Serial legenda, który zyskał olbrzymią popularność dlatego, że został skasowany… Oczywiście wyolbrzymiam, ale coś chyba w tym jest, że tak jak bardziej doceniamy ludzi, którzy umarli, tak też łatwiej zachwycamy się tymi tworami, którym stacje rzucały kłody pod nogi i robiły problemy. Firefly został skasowany w połowie pierwszego sezonu (!) po tym jak był emitowany w złej kolejności odcinków (!!). Został dokończony po dwóch latach, ale zdecydowano się na film kinowy, więc możecie sobie wyobrazić zdziwienie ludzi, którzy oglądali to w sali kinowej, a nie znali pierwowzoru… Ogólnie idea kosmicznego westernu wydaje się lekko szalona, ale jest w tym jednak coś magicznego. No i ta muzyka z intra… Co ciekawe, w pierwotnych założeniach Firefly był planowany jako część uniwersum Star Treka.

6.Battlestar Galactica

Pierwszy sezon BSG spokojnie mógłby powalczyć o miejsce na podium tego zestawienia. Militarny klimat, tajemnica Cylonów i ich sekretnego planu, świetny klimat, atmosfera zaszczucia i rozpaczliwego poszukiwania ratunku. Wszystko zaczęło się psuć na etapie spotkania z Pegasusem, posypało na Nowej Caprice, a totalnie się rozsypało przy okazji niezrozumiałej misji Kary Thrace… Nawet starania Gaety z The Oath nic nie pomogły i serial kończyłem siłą rozpędu, bardzo rozczarowany tym co się tam wydarzyło. Z drugiej strony takie perełki jak sąd nad Baltarem są absolutnym arcydziełem telewizyjnego science-fiction i jednak szanujący się fan gatunku musi ten serial znać.

5. The Expanse

Trzeci z rzędu serial, który posiada bardzo dobrą planszową egranizację. Czemu stawiam The Expanse wyżej niż Battlestar Galacticę? Obiektywnie rzecz biorąc aktorstwo stoi na niższym poziomie, ale jednak książkowy pierwowzór prowadzi fabułę dużo lepiej niż scenarzyści BSG, którzy zostali w większości wymieni w czasie drugiego sezonu, po słynnym amerykańskim strajku. Efekty specjalne stoją na zadowalającym poziomie, a przedstawiony świat bardzo mi się podoba. Oczywiście mam słabość do motywu niepodległego Marsa, ale poza tym doceniam fakt, że The Expanse dzieje się w słabo eksplorowanym momencie historii świata, gdzie ludzkość potrafi zasiedlić Układ Słoneczny, ale nie potrafi się z niego wydostać.

4. Stargate SG-1

Gwiezdne Wrota były bardzo dobrym filmem, który doczekał się jeszcze lepszej kontynuacji telewizyjnej. Choć bez Kurta Russella i Jamesa Spadera, to i tak mógł pochwalić się małą gwiazdą – znanym z MacGyvera Richardem Deanem Andersonem. Choć twórca kinowego pierwowzoru kontynuacji nie uznaje, to osobiście uważam ją za lepszy i ciekawszy twór. Świetne przygodowe science-fiction, dość lekkie ale jak przyjemnie się to ogląda… Z drugiej strony są przykre momenty (płakałem po Danielu), są też słabsze (Ori są kilka poziomów niżej od Goauldów) i absurdalne (Emancypacja…). Mimo wszystko te 10 sezonów oglądałem kilka razy i znam te odcinki na pamięć. Do tego mamy jeszcze pięć sezonów Atlantydy i dwa Universe z fantastycznym Robertem Carlylem.

3. Star Trek: Deep Space Nine

Onegdaj to DS9 okupywało drugie miejsce, ale po niedawnym obejrzenie wszystkich Star Treków od nowa, lekko mi się ich wewnętrzna klasyfikacja poprzestawiała. Pierwszy sezon jest do zapomnienia, kolejne dwa są niezłe, ale od czwartego robi się wybitnie. Do czarnoskórego kapitana trzeba się przyzwyczaić (i nie chodzi mi o kolor skóry, a o specyficzny sposób mówienia w emocjach), na Worfa trzeba trochę poczekać, ale żaden Star Trek nie rozwinął świata tak dobrze jak ten. Drugoplanowe postacie takie jak Quark, Gul Dukat, czy Garak poprowadzili nas z rączkę po kwadrantach Alfa i Beta, pokazując nam to czego będąca na „continiuing mission” załoga Enterprise’a nie mogła. Do tego genialny motyw kilkusezonowej wojny z Dominium, który jest przeciwnikiem ciekawszym niż Borg. Szkoda tylko, że tak mało w tym Star Treku było Q.

2. Star Trek The Next Generation

Stewart. Patrick Stewart. Sir Patrick Stewart. Wybitny aktor w wybitnym serialu. Czego tutaj nie ma? Mamy wojny, bitwy, romanse, historie rodzinne, zabawy z czasem, eksploracje kosmosu, eksperymenty naukowe, czarną maź mordującą jedną z głównych aktorek… Co najważniejsze jednak, większość odcinków Star Treka stawia ciężkie pytania natury moralnej i próbuje na nie w jakiś sposób odpowiedzieć. Sam będę swojego syna Następnym Pokoleniem raczył od najmłodszych lat, ponieważ ten serial pomaga stać się lepszym człowiekiem. Rozważania na temat eutanazji, równości, religii, czy szacunku dla obcości to coś normalnego dla tej produkcji telewizyjnej. Do tego Klingoni, Romulanie, Borg i najlepsza postać w całym telewizyjnym science-fiction. Wszechmocny Q. Jestem absolutnym i zaślepionym fanem tej postaci. Mam olbrzymią nadzieję, że jeszcze będziemy świadkami występu Johna de Lancie w tej roli.

1. Babylon 5

Na sam koniec perła w koronie science-fiction. Cztery sezony perfekcyjnie rozpisane od początku do końca przez Josepha Michaela Straczynskiego. Tutaj nawet okładki gazet, które to akurat bohaterowie czytają, okazują się mieć znaczenie w fabule kolejnych sezonów. Część osób zarzuca pierwszemu sezonowi wyraźnie słabszy poziom od tego co działo się później, ale ja tak tego nie oceniam. Owszem Bruce Boxleitner był lepszym kapitanem stacji niż Michael O’Hare, ale wpływ na tego drugiego miała poważna choroba psychiczna, która zmusiła go do odejścia z serialu. Poza tym kapitan Sinclair miał w sobie to coś… Podkreślić trzeba niesamowite postacie drugiego planu takie jak G’Kar, Londo Mollari, czy Alfred Bester. Ten ostatni to rola życia Waltera Koeniga i niech fani Chekova się ze mną tutaj nie kłócą. Do tego perfekcyjna wręcz fabuła, której nie uświadczymy w dzisiejszych produkcjach. Co ciekawe polskie pochodzenie Straczynskiego znalazło swoje odbicie w prezentowanej historii. To co dzieje się z Narnem przypomina dość mocno losy II Rzeczpospolitej, a tutejsza katastrofa Gibraltarska ma swojego Józefa Retingera. Arcydzieło science-fiction. Jest też jeszcze piąty sezon, który funkcjonuje trochę w oderwaniu od pierwszych czterech. Jako ciekawostkę podam, że to również miał być Star Trek, a ściśle rzecz biorąc jego prequel. Stacja jednak zdecydowała się Babylonu 5 nie zamawiać i w zamian za to mogliśmy oglądać Deep Space Nine. JMS planuje od lat reboot Babylonu 5, ale nic w tym temacie aktualnie się nie dzieje.

W co grałem w tym miesiącu?

W m1arcu rozegrałem 38 partii w 20 tytułów. Trzeci miesiąc z rzędu najwięcej partii rozegrałem w Gejsze. Po raz trzeci nie będę pisał tego samego – po prostu spróbujcie sami.

Grą miesiąca został Talon ze stajni GMT Games. Dwuosobowy kosmiczny bitewniak na planszy, który w świetny sposób rozwiązał problem inicjatywy i bezwładności statków w czasie  walki. Świetnie się w to gra i nie mogę się doczekać kolejnych potyczek „naszych” z „tamtymi”.

Czerwiec był świetnym miesiącem dla gier wojennych w moim domu. Poza Talonem udało mi się zagrać także w Bitwę Pięciu Armii i Hammer of the Scots. Diametralnie różnie gry, ale obie oceniam wysoko. Łączy je prostota zasad i dość standardowe rozwiązanie bitew na kostkach sześciennych, ale z małymi twistami.

Na nasz stół wróciły także dwie klasyczne gry area control i worker placement. Ta pierwsza to genialny i ponadczasowy Small World, a druga to bardzo ładnie starzejące się Lords of Waterdeep.

Rozczarowanie miesiąca? Century Cuda Wschodu. Wierzę, że gdybym zagrał w to kilka razy, to mógłbym dostrzec coś czego aktualnie w tym tytule nie widzę. Nie sądzę żeby to się jednak zadziało. Nudne i bezsensowne pływanie w kółko, z losowo wyskakującymi celami rozgrywki, bez rozwijania swoich możliwości? Nie jest to raczej gra dla mnie…