Western Legends – unboxing i pierwsze wrażenia

Jak już zapowiadałem październik jest miesiącem Dzikiego Zachodu. Byłem już na mroźnej północy wraz z dodatkiem do Great Western Trail, za tydzień wybieram się w podróż z Rockstar Games po świecie Red Dead Redemption 2, a teraz miałem przyjemność zanurzyć się w uniwersum Western Legends, pierwszej gry od Kolossal Games. Sandboxowa gra przygodowa w świecie Dzikiego Zachodu – pomysł wydawał się świetny, ale pierwsze opinie graczy o wykonaniu produktu trochę mnie przestraszyły. Nie zamierzam trzymać Was w niepewności – przestraszyły niesłusznie, ponieważ Western Legends prezentuje się tak…

Opakowanie przesyłki nie pozostawiało żadnych wątpliwości – Kickstarterowa wersja Western Legends przyszła do nas bez większych opóźnień. Ładne logo Kolossal Games, pudło z ledwie kilkoma wgnieceniami. Jest dobrze.

Pudełko jest rozmiarowo identyczne jak w wypadku gier Matagot, czyli Kemeta, czy Inis. Grafika okładkowa jest bardzo ładna, widać w niej rękę Ronalda MacDonalda, autora Czarnej Bandery. Toż ten wąsaty kowboj urwał się ze statku pirackiego!

Na dnie pudełka standardowo, choć klimatyczną czcionką, zostały spisane podstawowe informacje o grze. Mamy tutaj spis zawartości, króciutki opis rozgrywki i przykładowe zdjęcia elementów

Po otwarciu pudełka czekał mnie lekki zawał serca. Jest trochę elementów, jest KSowy dodatek, ale gdzie są karty z podstawowej wersji? Przez jakiś czas było to dla mnie zagadką i wizualizowałem sobie problemy ze sprowadzaniem tego z USA…

Zdecydowałem się jednak spokojnie kontynuować unboxing, licząc że sprawa jakoś sama się rozwiąże. Boki pudełka są piękne i miałem nadzieję, że takie same grafiki zobaczę na kartach.

Plansza do gry jest ładna, niesamowicie klimatyczna, a na dodatek bardzo użyteczna. Wszystkie tory są na niej funkcjonalne, nikt nie powinien mieć też wątpliwości jak dzielą się obszary na mapie.

Pierwotnie myślałem, że dodatkowa wypraska jest organizerem do pudełka, ale okazało się, że mamy do czynienia z wystawą sklepową! Każdy przedmiot, który możemy kupić na polu General Store, ma swoją własną przegródkę w tej tekturowej wystawce. Świetny pomysł!

Tak bardzo krytykowane planszetki gracza są według mnie wykonane dobrze. Nie są wcale tak cienkie jak się o nich opowiada, a ich elastyczność tylko wzmacnia klimat, imitując pas skóry. Dla mnie bomba.

Instrukcja jest napisana dobrze, czyta się ją łatwo i przyjemnie. Znalazłem w niej jednak jeden spory błąd. Rzućcie okiem na przykład rozgrywki pokerowej i powiedźcie mi jakim cudem trójka aktywnego gracza przegrywa z parą waletów?

Figurki to kolejna krytykowana rzecz, co do której zarzutów nie rozumiem. Mi się one bardzo podobają, poziom szczegółowości jest dla mnie jak najbardziej wystarczający. Naprawdę nie wiem czego się spodziewali wspierający…

Oto i jest nasza zguba! Karty chowały się pod wypraską. Co się postresowałem to moje.

Żetony w grze są stylizowane na pokerowe. Kolejny świetny, klimatyczny pomysł twórców gry. Wszystkie elementy są ładne i wyraźne, ale fioletowy i niebieski są zbyt podobne jak na moje daltonistyczne oko…

Na karty pomocy trochę sobie ponarzekam. O ile merytorycznie są napisane dobrze, to jaościowo… Gdyby były trochę cieńsze, to byłyby chyba powietrzem. Naprawdę trzeba się było postarać, żeby znaleźć coś tak cienkiego, co mimo wszystko nie rozpada się w rękach! Zupełnie poważnie to to naprawdę słabe jest i stanowi skazę na pozytywnym wizerunku gry.

Grafiki na kartach celów są świetne, jak zresztą wszystkie zastosowane na kartach w tej grze. Szkoda tylko, że same cele są mało ambitne i zróżnicowane, ale to będzie można ocenić dopiero po rozegraniu większej ilości partii.

Przedmioty ze sklepu też chowają miłą niespodziankę. Po ulepszeniu każdy koń, osioł, czy pistolet posiada swoje unikalne imię. Od razu przyjemniej przejechać się na Travellerze, czy postrzelać z Widowmaker’a. Muszę się powtarzać, że to kolejny świetny pomysł?

Kolejną rzeczą na którą narzekają ludzie to różne rewersy kart z dodatku i podstawki. Ja osobiście różnicy nie widzę, no ale jestem daltonistą…

Karty kowbojów są tradycyjnie już ładne, każdy bohater posiada oddzielny zestaw startowy i zdolność specjalną. Co ważne każdy ma również fabularny/historyczny wpis, który pozwala nam lepiej wczuć się w kierowaną przez nas postać.

Na fali popularności serialu Westworld, tutejszy wariant do gry dwuosobowej posiada gracza-bota w postaci Człowieka w Czerni. Z pewnością to przetestuję, ale jest to miły ukłon w stronę fanów serialu HBO. Czyżby cała gra nie była jednak sandboxowym westernem, a egranizacją parku Westworld?

Gdyby było Wam mało kart, to tutaj mamy jeszcze karty historii, czyli proste cele, które zmieniają sytuację na mapie i dają nagrody graczom, którzy spełnią je jako pierwsi.

Sercem gry są pokerowe karty akcji. Służą do wszystkiego – od grania w pokera, przez pojedynki rewolwerowców, po odpalanie specjalnych akcji. Co ciekawe sam oceniam je jako zbyt cienkie i wymagające koszulkowania, ale mój brat twierdzi, że dzięki swojej grubości idealnie się tasują i są niezwykle klimatyczne.

Mały dodatek Kickstarterowy nie jest czymś niezbędnym do grania, ale urozmaica spotkania z bandytami i wprowadza do talii jokery. Miło że coś takiego się pojawiło, ale patrząc na zawartość cieszę się, że nie dokupiłem kolejnych…

…choć oczywiście dodatkowe postacie i figurki są czymś co przyjąłem z wielką przyjemnością.

Tutaj mamy jeszcze więcej kart historii

…a tu wspomniane karty spotkań z bandytami, jokery i karty postaci

… które oczywiście posiadają własne cele w grze.

Myśleliście, że w sklepie było za mało towarów? Dodatek dorzuca również kolejne przedmioty.

Pierwsze wrażenia

Western Legends było reklamowane jako sandbox i rzeczywiście tym jest. Jeśli ktoś nie kojarzy czym jest sandbox, to jest to gra, która daje nam otwarte środowisko, w którym możemy robić co chcemy, oczywiście w ramach zaimplementowanych mechanik. Tutaj możemy stanąć po stronie prawa, albo bandytów. Możemy stawać do pojedynków rewolwerowców, przeganiać przestępców, okradać przyjezdnych, eskortować bydło, kraść krowy, wykopywać złoto, napadać na bank, czy grać w pokera w salonie. Wszystkie ikoniczne dla epoki działalności występują w tym tytule i jest to spełnienie kampanijnych zapowiedzi.

Jak to działa w praktyce? Dobrze ale nie jest idealnie. Na pewno na plus liczy się ogrom możliwości i wszechobecny klimat dzikiego zachodu. Strzelanie do bandytów za pomocą kart pokera po prostu działa i jest sprytnie zaprojektowane. Wprowadzenie postaci, które znamy z filmów westernowych, z pewnością jest wartością dodaną, a dla znawców epoki jest to olbrzymi plus. Twórcy próbują nam przekazać historię poprzez Story Cards i cele naszych postaci. Są to proste rzeczy, które w jakiś sposób próbują uatrakcyjnić rozgrywkę.

 

Co mi nie pasuje? Po pierwsze stojący jak kołki bandyci. Nie ma tutaj żadnej mechaniki, która przesuwałaby figurki złoczyńców. Oni jedynie czekają aż przyjdziemy ich zastrzelić i wziąć za nich punkty… Co więcej mechanika pokera działa tutaj źle. Na stół wystawiamy trzy karty i do nich dokładamy dwie swoje? Nadal trzeba stworzyć zestaw pięciu kart? Toż to bezsensu. Wariant 5+2 jest dużo lepszy ponieważ zwiększa różnorodność wyników. Tutaj zebranie nawet trójki jest olbrzymim szczęściem i przypadkiem.

Największym moim zarzutem po pierwszej rozgrywce jest brak balansu w punktowaniu. Wydaje się, że dobrotliwe kopanie i sprzedawanie złota jest dużo silniejsze niż próby napadania na bank, czy strzelania do pozostałych kowboi. Rozgrywka podobała mi się jednak na tyle, że nie żałuję wydanych na Western Legends pieniędzy. Zobaczymy jak to się będzie rozwijało. Gra jest prostą przygodówką więc jeśli nie nastawiamy się na optymalizację i zwycięstwo, a na wesołą westernową przygodę, to powinniśmy być z niej zadowoleni.

  • Tomek Posiadała

    Mam tą grę również… i nie zgodzę się, że jest brak balansu w punktowaniu. Napady na bank poza hajsem 80$ dają aż 3 punkty „wanted” oraz minumum 1 kolejny za bycie na „wanted track”, wszystlko to w 1 akcji… za to wydobywanie złota to duużo więcej akcji, a po drodze ktoś nas może okraść. Napady na bank byłyby jedynym co wszyscy na okrągło robią, gdyby nie to, że w takiej sytuacji łatwo na kogoś takiego nasłać szeryfa, lub samamu aresztować… by piąć się w „marshal track” i wszystkie punkty „wanted” oraz hajs szlak trafia. Poprzez to gra sama się balansuje. Mam za sobą kilka partii i zawsze różnice końcowe w legendary pointes pomiędzy poszczególnymi graczami były na końcu niewielkie i do końca nie było wiadomo kto wygra.

    • Mam nadzieje, że masz racje! To nie jest recenzja tylko pierwsze wrażenia i oby były mylne w tej kwestii.

      A co sądzisz o pokerze?