Odlotowy Wyścig

Dzisiaj opisze grę, która znalazła mnie przypadkiem. Nie byłem nią zainteresowany przed jej wydaniem, nie wsparłem w kampanii crowdfundingowej. Wydawało mi się, że to nie mój styl, nie moje mechaniki – takie nudnawe, suche Euro. Słysząc, że całkiem sporo osób nie mogło się doczekać jej pojawienia, opóźnionego problemami z wydaniem, stwierdziłem, że warto ją sprawdzić. Pobieżne przeczytanie reguł nie do końca mnie przekonało. Klimat wyglądał ciekawie, ale rozgrywka… Jakże się myliłem! Odlotowy Wyścig – bo o nim mowa – okazał się jedną z większych niespodzianek 2017 roku i szturmem wbił się do mojego prywatnego top 50!

Przybliżenie gry

Odlotowy Wyścig to gra łącząca mechanikę dice placement z draftem kart w stylu 7 Cudów Świata. Dzieli się na proste fazy, które w większości możemy wykonywać równocześnie, więc nawet ośmioosobowa partia powinna trwać góra godzinę. Wcielamy się w jednego z naukowców z przełomu XIX i XX wieku i w klimacie steampunkowym budujemy szalone wehikuły, które będą się rozpadać, nagrzewać, schładzać, rozbudowywać itd. Gra jest wyścigiem, więc najważniejsze jest bycie przed przeciwnikami, ale nie chodzi o pierwszeństwo przy przejechaniu mety, ale o dojechanie jak najdalej, w turze po przekroczeniu linii końcowej przez dowolnego z graczy. Brzmi to trochę dziwnie i pierwotnie mnie nie zachęciło. Co spowodowało, że tytuł ten wywarł na mnie tak dobre wrażenie?

Elementy gry

W niewielkim pudełku znajdujemy masę zawartości. Dwieście kart elementów maszynerii, usprawnień, wynalazców i pomocy. Wszystko jest ładne, ikonografia prosta i w pełni zrozumiała. Sercem gry jest sto osiem kości w trzech różnych kolorach, które pozwalają nam napędzać nasze wehikuły za pomocą elektryczności, pary i żaru. Wyścig odbywa się na sześciu z ośmiu dwustronnych kafli toru. Wybieramy, czy wolimy grać na zwykłym torze w Szwajcarii, czy na pokładzie sterowca, ustawiamy karty startu, mety i losujemy trzy z pozostałych pięciu elementów toru. Każdy wynalazca posiada swój stand, który będzie określał jego pozycję w wyścigu, miernik uszkodzeń i żeton żaróweczki, który będzie oznaczał, czy aktywował elementy elektryczne, czy nie. Do gry potrzebne będą nam także zębatki, pozwalające na chłodzenie elementów, a także żeton kierunku gry, który ma nam przypominać, w którą stronę będziemy podawać karty w danej rundzie draftu.

Jak w to się gra?

Jak już wspomniałem, na samym początku gry musimy wybrać, na którym torze będziemy grać i ustawić trasę naszego wyścigu. Każdy z graczy wybiera naukowca, ustawia jego stand na starcie, na mierniku obrażeń ustawia zero i wykłada swój startowy kokpit. Potasowane cztery stosy kart ustawiamy obok toru i możemy zacząć grę. Każda runda składa się z czterech faz:

  1. Faza Draftu – każdy z graczy dostaje po jednej karcie z każdego stosu, wykłada przed siebie jedną z nich i resztę przekazuje zgodnie kierunkiem wskazywanym przez żeton. Jeśli wybrana karta jest elementem maszynerii, to przyłączamy go do maszyny lub wymieniamy na kostki albo zębatki. Karty usprawnień wkładamy pod własny miernik i są to tutejsze odpowiedniki kart akcji.
  2. Faza Chłodzenia – Użyte elementy maszynerii się przegrzewają i trzeba je schładzać. Wydając jedną zębatkę możemy obniżyć wartość kostek, leżących na naszym pojeździe, łącznie o dwa oczka. Co ważne w pierwszej rundzie ta faza jest pomijana, co ma znaczenie przy zdobytych kartach usprawnień, uruchamianych w momencie chłodzenia.
  3. Faza Wyścigu – Główna faza gry, może być rozgrywana równocześnie przez wszystkich graczy. Każdy rzuca wszystkimi kośćmi, które zdobył w poprzednich fazach. Następnie zastanawia się jak przydzielić konkretne kości do swojej maszyny i kiedy uruchomić żarówkę. Miejsca na kostki mają określony kolor i liczbę. Najprościej wytłumaczyć to na przykładzie: mając element pozwalający dołożyć dwie żółte kostki z liczbą trzy, możemy położyć tam do dwóch żółtych kostek i sumę ich oczek dzielimy przez trzy i tyle razy aktywujemy ten element. Może nam to dać ruch wehikułu, nowe kostki, usunięcie kostki z innego elementu, czy naprawić/dodać uszkodzenie na mierniku. Odrzucając zębatki możemy przerzucać kostki, lub dodawać/odejmować jedno oczko na kosteczce.
  4. Faza Uszkodzeń – Najzabawniejszy moment rozgrywki to ten, w którym nasze pojazdy się rozpadają. W fazie uszkodzeń odrzucamy taką liczbę kart, która równa się wartości na minusie, na naszym mierniku. Zniszczenie całego pojazdu oznacza pozostawienie samego kokpitu i cofnięcie nas na ostatnie miejsce na torze wyścigu. Na koniec fazy uszkodzeń podnosimy ujemne wartości do zera na naszym mierniku.

Tura następująca po przekroczeniu linii mety przez dowolnego z graczy jest ostatnia. Wygrywa osoba, która dojechała najdalej, a w wypadku remisu porównujemy wielkość naszych wehikułów.

Klimat

Klimat zdecydowanie jest obecny w tej grze. Wszystko działa na tej samej zasadzie co w Ciężarówką Przez Galaktykę – rozpadanie się naszych pojazdów, jest po prostu bardzo zabawne, wciągające i pobudza naszą wyobraźnię.

Wybór umiejętności naszych wynalazców również jest sensowny. Nie znam wszystkich, ale tych których kojarzę, przedstawiono w naprawdę ciekawy i mechanicznie adekwatny sposób. Bracia Wright latają, Edison opiera się na żarówce, a Emmet Brown dostaje bonusy za szybką jazdę. To jest po prostu pięknie wymyślone.

Mimo wszystko to nie klimat ma być najważniejszą rzeczą w tej grze. Jest wyczuwalny, ale gra jest tak szybka i zacięta, że nie skupiamy się na tym elemencie grając w Odlotowy Wyścig. Można rozegrać całą partię i tak się wciągnąć w mechaniczne działania w grze, że tego klimatu nawet nie zauważymy.

Podsumowanie

Odlotowy Wyścig to świetna gra. Sprawdza się zarówno jako eurogra oparta o mechanikę dice placement jak i gra wyścigowa. Jeśli przeszkadzała Wam bariera językowa i przykładowe Downforce, czy Thunder Alley były poza Waszym zasięgiem, to Odlotowy Wyścig będzie świetnym wyborem.

Mechanicznie wszystko działa bardzo dobrze. System kostkowy jest tak stworzony, że każdy rzut możemy w sensowny sposób wykorzystać. Oczywiście mając do wyboru rzucać same szóstki albo same jedynki, lepiej trafić na tę pierwszą opcję, ale balans jest naprawdę dobrze obmyślony.

Draft to zawsze ciekawy system, który zmusza nas do ciężkich decyzji i wyborów. Możliwość rozgrywania głównej fazy gry równocześnie powoduje, że rzeczywiście czuć tutaj ten wyścig i gra się nie dłuży. Co ważne nie spotkałem się z problemem myśliciela, blokującego wszystkich innych graczy.

Czy ta gra ma wady? Po pierwsze choć skaluje się dobrze, to przy większej liczbie graczy niestety wkrada się chaos. Uniemożliwia nam on wyłapywanie na bieżąco błędów innych graczy przy tworzeniu pojazdu, czy zarządzaniu kostkami. Po drugie mamy zbyt mało interakcji między naukowcami, przez co mamy czasem do czynienia z pasjansowatym wyścigiem, a mogliśmy obserwować coś rodem z Ben Hura.

Według niepotwierdzonych informacji w przyszłym roku powinna wystartować kampania Kickstarterowa dodatku do Odlotowego Wyścigu. Ma to być samodzielna gra, możliwa do połączenia z podstawką i w dużej mierze skupić się na zwiększeniu interakcji pomiędzy graczami.

Werdykt

Jak już na wstępie napisałem, Odlotowy Wyścig szturmem wbił się na listę moich ulubionych gier planszowych. Gra jest prosta, ale budowa wehikułu i – przede wszystkim – rozpadanie się pojazdów, daje dużo radości. Jest to dynamiczny tytuł, w który łatwo wprowadzić nowych graczy i spokojnie można pokazywać go osobom, które są mniej zaznajomione z naszym hobby. Ogrom rzutów kośćmi nie przeszkadza nawet mojej żonie, co pokazuje że zastosowany system dice placement naprawdę dobrze się tutaj sprawdził. Dla nas ta gra to idealny tytuł na zakończenie planszowego wieczoru, gdy już nie mamy czasu na nic większego, ale jeszcze byśmy w coś pograli. Moja ocena tej gry to 8 – chętnie w to zagram, polecam Wam spróbować i myślę, że Odlotowy Wyścig Was nie zawiedzie.

  • Wykonanie: 8

    + Ładne klimatyczne grafiki

    + Dobra jakość kart

    + Dwustronne, wymienne kafle toru

    – Beznadziejny, kartonowy insert

  • Klimat: 7

    + Wyczuwalny klimat szalonego wyścigu

    + Dobrze oddani naukowcy

    + Rozpadające się pojazdy

    – Szybkość rozgrywki często uniemożliwia wychwycenie klimatu

  • Ocena końcowa: 8

    + Proste zasady

    + Łatwo wprowadzić nowych graczy do rozgrywki

    + Poczucie wyścigu

    + Dobre skalowanie…

    – … ale pojawia się chaos przy większej liczbie osób

    – Zbyt mała interakcja między graczami

Lords of Hellas – wrażenia z prototypu

Kickstarter This War of Mine spowodował, że o firmie Awaken Realms zrobiło się na świecie bardzo głośno. W kampanii zebrano ponad sześćset dwadzieścia tysięcy funtów, a jej sukces odbił się olbrzymim echem również w mediach pozaplanszówkowych. W tym roku odbyła się druga wielka kampania, za którą odpowiedzialne były te same osoby. Tym razem przedmiotem zainteresowania była nowa gra Adama Kwapińskiego – Lords of Hellas. Na Kickstarterze rozbiła bank i uzyskała wsparcie w łącznej kwocie niemalże miliona siedemset dwudziestu tysięcy funtów! Dzięki uprzejmości Kuby Polkowskiego miałem możliwość ogrania prototypu LoHa i mogę Wam powiedzieć, czy za sukcesem finansowym poszła świetna gra. Czytaj więcej

Hunger: The Show

Jedną z najpopularniejszych w Polsce gier jest Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie. Opowiada o grupie rozbitków, która robi wszystko by przeżyć na wyspie, znajdującej się poza zasięgiem cywilizacji. Najnowsza gra Wydawnictwa Phalanx traktuje niemalże o tym samym. Niemalże – bo zamiast pechowców, którzy przeżyli katastrofę statku, tutaj mamy grupę ludzi, którzy sami wybrali swój los. Zgłosili się do reality show odbywającego się na bezludnej wyspie. Tak, tak. Hunger: The Show to gra umieszczona w konwencji programu telewizyjnego. Czytaj więcej

Vikings Gone Wild

Wydawnictwo Games Factory zapowiedziało polską edycję Star Realms. Wersja Colony Wars była pierwszą grą jaką zrecenzowałem na tym blogu. Choć generalnie jestem znany jako osoba, która fanem karcianek nie jest, a do deckbuildingu, po przygodzie z Dominionem, podchodzę bardzo ostrożnie, to jednak gra White Wizard Games mnie zachwyciła. Star Realms na sklepowe półki trafi dopiero w najbliższych miesiącach, ale już dziś możemy stać się posiadaczami Vikings Gone Wild. Czytaj więcej

Spartakus: Krew i Zdrada

Około setnego roku przed naszą erą urodził się człowiek znany dziś jako Spartakus. Dezerter z rzymskiej armii, rozbójnik, trener i aktywny gladiator w Ludusie z Kapui. Znany w historii jako przywódca największego powstania niewolników w historii starożytnego Rzymu. W ciągu dwóch lat jego stutysięczna armia siała śmierć i zniszczenie na terenie Półwyspu Apenińskiego. W efekcie tych wydarzeń w Rzymie zaszła masa zmian kulturowych i politycznych.

Temat Spartakusa wielokrotnie trafiał na ekrany. Wersja Stanleya Kubricka z 1960 roku ma dziś niemal legendarny status. Duża część publiczności zna jednak serialową adaptację z 2010 roku, którą wyprodukowała stacja Starz. Andy Whitfield, Lucy Lawless, John Hannah, czy Peter Mensah szybko zyskali popularność i atencję wśród krytyków i publiki.

Spartakus Krew i Piach jest z kolei egranizacją serialu i pierwszą grą, którą wypuściła na rynek, nieznana wtedy firma, Gale Force Nine. Dziś powinniście ją dobrze kojarzyć z Firefly: The Game, Tyrants of the Underdark, czy Star Trek Ascendancy, ale w 2012 roku był to dla branży szok. Czytaj więcej

Wojownicy Podziemi

Okres licealny kojarzy mi się w dużej mierze, z ponad dwuletnią kampanią RPG, w systemie Dungeons & Dragons. Jakkolwiek wielkim fanem gier fabularnych nie jestem i nigdy nie byłem, to wtedy bawiłem się fenomenalnie. Historia była lekko absurdalna i wydumana, ale kilka spektakularnych akcji pamiętam do dziś. Gdy wybraliśmy się na studia przerzuciliśmy się na planszówki. Po dziś dzień gramy wspólnie, ale żaden z planszowych tytułów nie dał nam tego uczucia wspólnego pokonywania potworów, w radosnej atmosferze absurdu. Straciłem już nadzieję, że jakiejkolwiek grze się to uda.

…i wtedy Tomek z Lucrum Games wysłał kaimadzie Wojowników Podziemi… Czytaj więcej

Star Wars Rebellion

Czterdzieści lat temu do kin wszedł film Star Wars. Jeszcze nie był nazywany A New Hope, jeszcze nie był określany jako Episode IV. Od tamtego czasu do kin weszło sześć kolejnych filmów z sagi Gwiezdnych Wojen, a także jeden spin-off, kilka seriali animowanych, masa książek i komiksów. Olbrzymi sukces George Lucas, twórca pierwszego filmu, odnotował także na rynku zabawek i pamiątek. Od czterdziestu lat cały świat szaleje na punkcie historii, która wydarzyła się dawno, dawno temu w odległej galaktyce. Olbrzymią popularność zyskał szereg gier komputerowych – symulatory spod znaku X-Winga i Rogue Squadron, RPG takie jak Knights of The Old Republic, czy wreszcie gry akcji w stylu Jedi Knight. Gry bez prądu otrzymały kilka ciekawych karcianek, bitewniaki i papierowe gry RPG.

Planszówki nie miały wielkiego szczęścia. Hasbro wydało ciekawe Queen’s Gambit, niedawno odświeżone przez Hasbro pod tytułem Risk: Star Wars Edition, ale poza tym uważano, że nie da się zrobić ciekawej gry planszowej w świecie Star Wars. Zmieniło się to wraz z przejęciem licencji przez wydawnictwo Fantasy Flight Games. Po olbrzymim sukcesie X-Winga i Armady przyszedł czas na rasową planszówkę – Star Wars Rebellion. Czytaj więcej

Adrenalina

22 czerwca 1941 roku armie III Rzeszy zaatakowały Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich. W pierwszych dniach Operacji Barbarossa podbili znaczną ilość terenu bronionego przez Armię Czerwoną. Tysiące żołnierzy sowieckich dostało się do niewoli. Początkowy olbrzymi sukces został zaprzepaszczony w kolejnych miesiącach, dowództwo Wehrmachtu nie było w stanie wykorzystać sprzyjających okoliczności. 22 czerwca 1996 wydany został Quake. W pierwszych dniach od wydania gra zdobyła znaczną część rynku. Tysiące graczy oddało się walkom w sieci. Początkowy olbrzymi sukces został przekuty w niemalże dwa miliony sprzedanych kopii i szereg kontynuacji. 12 grudnia 2016 roku CGE wydało swoją nową grę – Adrenalinę, popularnie określaną jako Quake na planszy. Czy nowa gra Czechów odniesie taki sukces jak protoplasta, czy powtórzy historię starszą od niego o pięćdziesiąt pięć lat? Czytaj więcej

Trzy gry z rysunkami Andrzeja Mleczki

Pamiętacie recenzję Grunt to Zdrowie? Zaskakująco przyjemny tytuł od Wydawnictwa MDR skłonił mnie do zapoznania się z poprzednimi tytułami z serii gier z rysunkami Andrzeja Mleczki. Tak zwana pierwsza fala składała się z trzech prostych tytułów, które przykuwały uwagę fenomenalnymi okładkami i różnorodną tematyką. Mamy tutaj wariację na temat walki polityków o miejsce w Parlamencie Europejskim, pięcie się w górę na korporacyjnej drabinie do prawdziwych pieniędzy i quizowy tytuł dla par. Czytaj więcej

Wiertła, Skały, Minerały

Mars. Czerwona planeta. Wielka skała, która choć sama nie jest w stanie utrzymać życia, to jest pierwszym celem ludzkości w planach kolonizacji kosmosu. Na pewno kojarzycie ten motyw w science-fiction. Terraformacja, kolonizacja, niepodległość, wojna z Ziemią, totalna anihilacja. Tym razem jednak autorzy zabierają nas na Marsa nie w celu eksploracji i kolonizacji, a eksploatacji złóż minerałów ukrytych pod powierzchnią planety. Nie jesteśmy przedstawicielami idealistycznego bogacza, czy światłego rządu, a wcielamy się w człowieka pokroju Bruce’a Willisa z Armagedonu i wiercimy w kosmicznej skale. Naszym celem jest zysk i bogactwo. Mars jest tylko kupą kamieni, którą mamy wydobyć na powierzchnię i przetransportować do domu. Czytaj więcej