Przemyślenia na koniec sierpnia

Sierpień był bardzo gorący nie tylko ze względu na temperaturę powietrza, ale także z powodu wydarzeń w świecie planszowym. Każdy pewnie domyśla się, co będzie głównym tematem tego podsumowania. Dla równowagi dodam, że udało mi się wyrównać rekord miesieczny rozegranych partii, a na rynku wydawniczym… Ogrom zapowiedzi rychłych premier od Lucrum Games, w tym konkretne daty premiery Brzdęka i Dochodzenia, oficjalne potwierdzenie wydania Kemeta z dwoma dodatkami przez Funiverse i nieoficjalna zapowiedź polskiej edycji Gloomhaven! Obok tego mamy jeszcze niesmak związany z reklamą chwilówek na portalu planszówkowym. No i ogromną aferę związaną z sami-wiecie-jakim wydawnictwem. Starczyłoby tego na kilka miesięcy, a wszystko to stało się w okresie urlopowym, gdzie powinniśmy korzystać z pogody i spokojnie odpoczywać…

Sprawa Games Factory

Piszemy tę aktualizację z ciężkim sercem. Dziś w internecie pojawiły się informacje, że dodatki nie opuściły Chin z powodu nieuregulowania rachunków.
Niestety, to prawda – przepraszamy za kłamstwa. Liczyliśmy na poprawę koniunktury, która umożliwi nam dostarczenie tego, co obiecaliśmy, jednak wyjątkowo niekorzystna kondycja rynku spowodowała, że nie mamy nawet możliwości ocenić kiedy byłoby to możliwe. Staraliśmy się też przez cały ten czas pozyskać zewnętrzne finansowanie. Nie udało się. Nie powinniśmy byli się tak zachować i zdajemy sobie sprawę z tego jak bardzo zawiedliśmy Wasze zaufanie. Jeszcze raz przepraszamy.

Podjęliśmy decyzję o dokonaniu zwrotu środków wszystkim wspierającym – każdego, kto do tej pory nie chciał zwrotu prosimy o podanie danych do jego wykonania.

 

Chcąc uniknąć niepotrzebnych oskarżeń – Games Factory oświadcza, że sprawa dodatków do Najeźdźców z Północy odbyła się bez wiedzy i zgody pracowników firmy.
Odpowiedzialność za nią ponoszą wyłącznie członkowie zarządu.

Dwudziestego drugiego sierpnia na Facebooku pojawiła się informacja pochodząca od autora Najeźdźców z Północy. Według niej dodatki do wspomnianej gry zostały wyprodukowane w Chinach, lecz wobec nieuregulowania płatności przez Games Factory leżą w azjatyckich magazynach. Wszystkie historie o nieplanowanych opóźnieniach, problemach z transportem, czy wielomiesięcznym przetrzymywaniu gier przez Urząd Celny okazały się nieprawdą. Po wypłynięciu tej informacji Games Factory wydało oświadczenie, w którym wprost przyznało się do kłamstw i zapowiedziało niezwłoczny zwrot pieniędzy wszystkim chętnym. Dodatkowo całą winę na siebie wzięło dwóch członków zarządu Games Factory oświadczając, że pozostali pracownicy firmy nie mieli pojęcia o całej sytuacji. W dniu, w którym wybuchła cała afera, z firmy odszedł projektant kolejnego dużego projektu Games Factory, czyli Marcin „Senior” Ropka. Według niepotwierdzonych informacji nie jest to jedyny pracownik wydawnictwa, który zdecydował się na taki ruch. Należy podkreślić, że w chwili obecnej Games Factory realizuje zapowiedziany plan oddawania pieniędzy klientom, a pozostałe niezrealizowane kampanie nabrały tempa. Creative Kit trafił już do pierwszych wspierających, a Valeria – według słów wydawnictwa – jest wyprodukowana, zapakowana i będzie niezwłocznie rozsyłana.

Mój komentarz do całej afery

Sprawa jest poważna i oberwie się pewnie wszystkim. W mediach społecznościowych ruszyła lawina komentarzy, krytyki i chęci rozliczania. Obsmarowane zostało wydawnictwo Games Factory, zaatakowani zostali recenzenci, błotem obrzucono cały światek planszówkowy, a obrażani byli także sami krytykujący. Niektórzy nawoływali do czym szybszego uciekania z pieniędzmi ze wspieraczek, inni krytykowali takie podejście jako nieodpowiedzialne. Powiedzmy sobie szczerze, że po obu stronach barykady padły niepotrzebne słowa, choć oczywiście można zrozumieć wysoką temperaturę dyskusji. Sam pierwotnie nie wiedziałem co o tym myśleć, a po potwierdzeniu zarzutów przez wydawnictwo byłem w autentycznym szoku. W końcu przedstawiciele Games Factory opowiadali mi te historie na konwentach w twarz, a w ten sposób okłamywać człowieka jest jednak ciężej niż przez internet. Okazuje się, że problemem nie były czynniki zewnętrzne, a przeszacowanie swoich możliwości, fatalne zarządzanie pieniędzmi i wydawnicze życie ponad stan. Kwestia kto jest za to odpowiedzialny, czy wiedzieli o tym zwykli pracownicy, czy trzeci członek zarządu rzeczywiście pozostawał nieświadomy co robią dwaj pozostali, nie jest do rozstrzygnięcia przez nas. Prawda mogłaby być ujawniona jedynie drogą sądową, jeśli ktokolwiek złoży przeciw nim pozew. Osobiście najbardziej oburza mnie sfałszowanie maila z Urzędu Celnego. Jest to całkiem „dobra” robota ponieważ jeśli przyjrzymy się temu dziś, to wszystko jest tam opisane skrótami, nie ma adresata, nie ma informacji w jakiej to wszystko jest sprawie i nie wiadomo kto jest autorem wiadomości. Wartości procesowej nie ma to żadnej, ale na dłuższy czas uspokoiło wspierających. Obecne informacje sugerują, że może jeszcze wstać słońce nad całą tą sprawą i osobiście zalecałbym wspierającym zachowanie spokoju i danie jeszcze chwili całej tej sytuacji na wyjaśnienie się.

„Sprawa dla recenzenta”

Sporo osób oburzyło się, że media planszówkowe nie pilnowały Games Factory, nie złapały za rękę i nie wpadły na trop całej sprawy wcześniej. Oczywiście ludzie mają prawo do takiej oceny naszej pracy, ale szczerze mówiąc… Nie pracujemy w profesjonalnych redakcjach. Nikt z nas nie jest dziennikarzem śledczym, nikt nie zarabia w ten sposób na życie, nie chroni nas prawo prasowe. Ani nie mamy ochoty bawić się w śledczych i tropić domniemanych oszustów z branży planszowej, ani nikt nie ma ochoty nadstawiać własnego karku. Powiedzmy, że wiedziałbym, iż Urząd Celny nie przetrzymuje produktów tak długo na cle. Powiedzmy, że zorientowałbym się, iż w aktualizacjach pewne fakty się nie zgadzają. Nie mając dowodów i tak nic bym nie mógł zrobić. Ani nie pójdę do prokuratury, bo to w sumie nie moja sprawa, ani na ten temat nie będę pisał, bo jeśli się pomylę to mogę zniszczyć komuś karierę, a sam narazić się na wycieczki do sądu. Publicznie możemy tylko komentować niepodważalne fakty i reagować na to co wiadomo. Taki mamy klimat.

Reklama chwilówek na pewnym portalu

Jeden z branżowych portali w sierpniu opublikował artykuł sponsorowany o tym, czy gry planszowe to kosztowne hobby. Temat na całkiem ciekawy felieton, ale jak sama nazwa „autora” wskazuje, okazał się być reklamą porównywarki cenowej firm pożyczkowych. Czym są firmy pożyczkowe? To organizacje pozabankowe, które działają na innych zasadach prawnych niż banki i specjalizują się w wysoko kosztowych pożyczkach na krótki okres. Patrząc na oferty podlinkowane w wyżej wymienionym artykule nie mogę się zdecydować, czy „ciekawszą” ofertą jest trzydziestodniowa pożyczka z realną roczną stopą oprocentowania wahającą się od 19 433% (dziewiętnastu tysięcy czterystu trzydziestu trzech procent!), czy ta ze „stałym” rrso w wysokości 1551,27%. Sami zobaczcie przykład reprezentatywny tej drugiej firmy:

Przykład: Dla pożyczki krótkoterminowej: 500 zł na 28 dni (RRSO) 1551,27%, | oprocentowanie stałe 10% | całkowity koszt pożyczki 120 zł (w tym: prowizja 116,16 zł, odsetki 3,84 zł)| całkowicie do spłaty 620 zł | z dnia 9.02 2017|

Niestety, mimo ustawy antylichwiarskiej, firmy pożyczkowe nadal omijają regulacje wysokimi prowizjami i zdobywają klientów, którzy mogą wpaść w spiralę zadłużenia, z której niejednokrotnie nie są już w stanie wyjść.

Nie sądzę, żeby media planszówkowe były dobrym miejscem dla promowania takich ofert. Rozumiem, że nie dla wszystkich jest to wyłącznie „weekendowe” hobby, tylko również metoda na powiększenie budżetu domowego, ale to już jest pewna przesada. Ogólnie jestem zwolennikiem wolnego rynku i tego, że każdy ma wolną wolę i może robić co chce. Reklamy firm oferujących drakońskie pożyczki są w Polsce dozwolone, a rynek ten zatrważająco szybko się rozwija. Nie sądzę jednak, żeby umieszczanie takiej reklamy pod przykrywką ciekawego felietonu było uczciwe. W prawdziwym życiu nie warto kierować się 109. Zasadą Zaboru Ferengi:

Godność i pusty portfel są warte tyle co portfel.

Funiverse wchodzi z przytupem

Wydawnictwo Funiverse to nowy gracz na polskim rynku. Jest to część dużego dystrybutora zabawek w Polsce – firmy Rekman. Kapitał, który stoi za młodym wydawnictwem jest więc naprawdę duży i może sobie ono pozwolić na mocne wejście na rynek. Po zapowiedzi takich gier jak Ilos, Paper Tales, czy Little Big Fish, przyszła pora na potwierdzenie krążącej po światku informacji o kolejnej grze. Na początku 2019 roku, nakładem wydawnictwa Funiverse, na rynku znów pojawi się Kemet! Co ważniejsze po polsku zostanie wydana nie tylko sama podstawka, ale także dodatek Ta-Seti, czy – mający swoją zachodnią premierę na Essen – dodatek Seth! Pan burz wprowadzi możliwość gry w sześć osób, w wariancie wszyscy na jednego. Będzie to ciekawe odświeżenie bardzo dobrej gry, którą recenzowałem na samym początku istnienia bloga.

Gloomhaven po polsku

Skoro potwierdziła się jedna plotka wydawnicza, zaczęła krążyć kolejna. Nie jest to jeszcze oficjalna zapowiedź, ale ilość osób kolportujących tę informacje wskazuje na to, że jest to na 99% prawda. Podobno jeden z polskich wydawców podpisał umowę na polską edycję Boardgamegeekowej jedynki, czyli Gloomhaven! Olbrzymi dungeon crawler legacy, na którego pełną kampanię składa się sto scenariuszy! Miałem kickstarterową edycję Gloomhaven w rękach na Essen. Pudło było wielkie i ciężkie, także spora cena tej wersji była jak najbardziej uzasadniona. Mam jednak wątpliwości co do idei wydawania tej gry po polsku. Sporo osób zainwestowało już w wersję angielską i prawdopodobnie nie nabędzie rodzimej edycji. Mówimy o kwotach rzędu pół tysiąca złotych za pojedynczy tytuł, czyli tyle ile kosztuje – krytykowana ze względu na cenę – czwarta edycja Twilight Imperium. Czy taka gra ma szansę na naszym rynku? Kto w ogóle odważył się to wydać? Wydaje mi się, że nie jest to żaden z dużych graczy, bo dla nich jest to zwyczajnie zbyt ryzykowna inwestycja. Jeszcze miesiąc temu stawiałbym na Games Factory i kampanię na zagramw.to, ale dziś autentycznie nie mam pojęcia.

Ofensywa wydawnicza Lucrum Games

Po okresie ciszy ze strony wydawnictwa Lucrum Games chłopaki zaskoczyli wszystkich zapowiadając na najbliższe miesiące piętnaście tytułów, z tego dwanaście jest już znanych i ma konkretne daty premiery! Miałem okazje ograć dziewięć z nich i część z pewnością pojawi się na blogu w najbliższym czasie. Oczywiście ludzie najbardziej czekają na Clanka! i Deception. Ten pierwszy będzie się nazywać Brzdęk! (zmiana nazwy została na Lucrum Games w zasadzie wymuszona przez oryginalnego wydawcę) i wyląduje na naszych stołach już siedemnastego października. Deception wyjdzie piątego listopada pod nazwą Dochodzenie i okładką w stylu skandynawskich seriali kryminalnych. Nie chcę pisać teraz o wszystkich grach, ale koniecznie musicie zwrócić uwagę na Amazonki, które powinny stanowić ciekawą alternatywę dla Sabotażysty, czy Fikolo, które ma ambicję rzucić rękawicę innym grom punktujący spotrzegawczość. Najważniejszym dniem dla wydawnictwa będzie jednak – wspomniany już – piąty listopada gdzie premierę ma mieć pierwsza gra „Lucrum’s original” czyli Czarna Bandera. Uwierzcie mi, że jest na co czekać i obserwujcie wrześniowe aktualizacje bloga!

GenCon 2018 – małe rozczarowanie

GenCon 2017 był dla mnie świętem. Zapowiedziano nową edycję Twilight Imperium i – jak wiece z zeszłomiesięcznych przemyśleń – liczyłem na ogłoszenie pierwszego dodatku do TI4 w tym roku. Nic takiego się nie wydarzyło, a GenConowe zapowiedzi absolutnie mnie nie grzeją. Nowa edycja Arkham Horror, to coś czego po premierze Eldritcha po prostu nie rozumiem. Keyforge jest na oko absurdalnym pomysłem Fantasy Flight Games. Jest to karcianka, gdzie każdy zakupiony zestaw będzie oddzielną talią, której nie można w żaden sposób modyfikować. W systemach CCG mogłem przynajmniej się z kimś wymienić, czy kupić konkretną kartę. Tutaj każda podstawka jest boosterem i nie mam pojęcia jak mają wyglądać turnieje. Jak tutaj zachować balans rozgrywki? FFG zapowiedziało także serię Unique Games, z których pierwszą ma być – zapowiedziane już przez GalaktęDiscover Nieznane Lądy. Na czym ma polegać unikalność tych gier?

Oczywiście mechanika i kilka komponentów, takich jak pionki, będzie wspólnych dla wszystkich kopii Discover: Nieznanych lądów, jednak większość kart, kafelków terenu i żetonów będzie w znacznym stopniu różnicowało każdy egzemplarz. Otwierając swój egzemplarz gry, nigdy nie możesz być pewien, co znajdziesz w środku, ponieważ będzie to unikatowe na skalę całego świata połączenie elementów i sekretów, które będziesz mógł odkryć podczas rozgrywki. Unique Games nie są podobne do gier typu Legacy, w których każdy rozpoczyna grę z tym samym zestawem elementów i personalizuje ją w trakcie gry – w Discover: Nieznanych lądach rozpoczynasz grę z w pełni unikatowym egzemplarzem!

Ja tego absolutnie nie widzę. Od szczęścia przy zakupie może zależeć, czy otrzymam dobrą grę? Mnie się poszczęści i dostanę ciekawe postacie, scenariusze i przygodę, a ktoś inny nudne jak flaki z olejem? Chyba, że to wszystko prosty chwyt marketingowy i zmiany pomiędzy egzemplarzami będą znikome? Wtedy to będzie chyba jeszcze bardziej bezsensu.

W co grałem w tym miesiącu?

W sierpniu rozegrałem 41 partii w 19 tytułów. Tym razem najczęściej – pięć razy – na stół trafiała gra Ryana Laukata Near and Far. Gra jest dużo lepsza niż Górą i Dołem i mam nadzieję, że ktoś wyda ten tytuł po polsku.

Grą miesiąca został Hitler’s Reich ze stajni GMT Games. Druga wojna światowa w dwie – trzy godziny? Nie do końca w to wierzyłem, ale to się udało! Gra oczywiście jest mocno abstrakcyjna, ale nadal jest to ciekawe doświadczenie historyczne na planszy. Na blogu możecie znaleźć unboxing i pierwsze wrażenia.

Sporo grałem również w nowości od Rebela i muszę przyznać, że zarówno Fruit Ninja, Chyba śnisz jak i Kto to zrobił? naprawdę mi się podobały. Zbiorcza recenzja już niedługo na blogu. Poza tym w sierpniu popływaliśmy po Gangesie, postrzelaliśmy do Obcych w Hadley’s Hope, czy terraformowaliśmy Marsa.

Powrotem miesiąca ogłaszam Puerto Rico! Posiadam wersję niepoprawną politycznie, ale gra się w to nadal świetnie. Ten tytuł naprawdę się nie starzeje i ilekroć do niego wracam bawię się tak samo dobrze.

Rozczarowanie miesiąca? Manhattan. Recenzja jest już na blogu, więc nie będę się powtarzał, ale liczyłem na coś więcej ze strony tego tytułu, a ani mi ani mojej grupie ta rozgrywka nie podeszła.