Hunowie

Hunowie to koczowniczy lud, który w IV wieku naszej ery zaatakował tereny dzisiejszej Ukrainy. Spowodowało to Wielką Wędrówkę Ludów, przeniesienie się Germanów na terytorium Cesarstwa Rzymskiego, co w dłuższej perspektywie doprowadziło do upadku Rzymu. Hunów kojarzymy z filmów i książek jako bezwzględnych konnych najeźdźców, z ich skutecznymi długimi łukami refleksyjnymi. Świetny temat, idealnie nadający się do połączenia z agresywną, bitewną mechaniką planszówki. Nie dziwi więc, że nakładempod szyldem wydawnictwa Funiverse w Polsce pojawili się Hunowie, czyli… prosta, kościana gra o wypełnianiu swoich wozów towarami.

Przybliżenie gry

Hunowie to półgodzinna gra, przeznaczona dla dwóch do czterech graczy. Mechanika opiera się na prostym drafcie kości, zbieraniu odpowiednich zestawów kart i zasobów, w celu zmaksymalizowania wyniku punktowego na koniec gry. Teoretycznie wcielamy się w generałów wielkiego Chana i walczymy o jego uznanie. W tym celu będziemy grabić, łupić, napadać i… Tak naprawdę będziemy rzucać kośćmi, wybierać te, które nam najbardziej się opłacają i dokładać kolejne karty do swojej wystawki. Temat wydaje się pomijalny – w końcu Hunowie Chanów swoich nie mieli – ale czy gra broni się mechanicznie?

Elementy gry

W niewielkim pudełku znajdujemy 60 dobrze wykonanych kart, pięć dużych, różnokolorowych kostek, 32 karty wozów i masę kosteczek zasobów. Po dodaniu do tego zgrabnie napisanej instrukcji, żetonu pierwszego gracza i czterech kart pomocy wymieniliśmy już całą zawartość Hunów. Dużo tego nie jest, ale grafiki Anthony’ego Wolffa – odpowiedzialnego za między innymi ilustracje do King of Tokyo – wpadają w oko. Są bardzo klimatyczne, ładne i umilają obcowanie z tym tytułem. Bardzo ciekawym zabiegiem jest też stworzenie z rewersów kart jednego obrazka, takiej panoramy krajobrazu Wielkiego Stepu. Karty są wytrzymałe, nie miałem z nimi żadnego problemu i nie wymagały koszulkowania. Warto wspomnieć też o świetnej i bardzo funkcjonalnej plastikowej wyprasce wypełniającej pudełko. Każdy element ma w niej swoje miejsce i jest należycie zabezpieczony. Z drugiej strony wysoka jakość wykonania ma swoją cenę, czyli minimum 120 zł za egzemplarz.

Jak w to się gra?

Każdy z graczy otrzymuje swoją planszetkę, na której umieszcza dwa wybrane losowo wozy. Na środku stołu tworzymy stosy z 5 rodzajów kart – klątwy, najemników, najazdów, skarbów i wyposażenia. Gracz rozpoczynający rzuca pięcioma kośćmi K6, na których mamy wyniki od 1 do 3. Każda z kości jest kolorystycznie przyporządkowana do jednego ze stosów. Każdy z graczy zgodnie z kolejnością gry wybiera jedną kość. Następnie ma dwie możliwości – pobiera zasoby w liczbie zgodnej z wynikiem na kości i jej kolorem, lub dociąga tyleż samo kart w tym kolorze. Przy pierwszej musi przydzielić kostki do konkretnej karty najemnika, lub klątwy, albo wysłać je na swoje wozy. Jeśli wybrał tę drugą opcję to pozostawia przed sobą tylko jedną z tych kart, reszta trafia na spód stosu.

Jakie mamy rodzaje kart?

  • Wyposażenie – dające stałe bonusy do końca gry.
  • Najazdy – jednorazowa korzyść, często odbierająca zasoby przeciwnikom.
  • Najemnicy – po dołożeniu odpowiedniej liczby zasobów dają bonusy i punkty zwycięstwa.
  • Klątwy – karty zagrywane na przeciwników, nakładające kary, których można się pozbyć po dołożeniu odpowiedniej liczby zasobów.
  • Skarby – karty dające dodatkowe punkty na koniec gry po spełnieniu konkretnego warunku.

Po co odkładać dobra na wozy? Zapełniony wóz odsyłamy i dobieramy kolejny. Na koniec gry możemy zdobyć w ten sposób znaczną liczbę punktów zwycięstwa. Te zdobywamy za:

  • każdy wykonany najazd – jeden punkt
  • każdego uruchomionego najemnika – jeden punkt
  • każdą kartę skarbu, której warunek spełniliśmy – jeden punkt za każdego gracza biorącego udział w rozgrywce
  • każdy odesłany wóz – jeden punkt za każdego gracza biorącego udział w rozgrywce
  • za każdy zestaw różnych wozów/zestaw wozów jednego rodzaju – jeden punkt za każdą kartę w korzystniejszym zestawie

Możemy je stracić za:

  • każdego nieuruchomionego najemnika – minus jeden punkt
  • każdą nieprzyjętą klątwę – minus jeden punkt za każdego gracza w rozgrywce

Gra kończy się, gdy na koniec rundy co najmniej jeden rodzaj dóbr jest wyczerpany, lub skończyły się karty jednego typu. Następuje wtedy podliczenie punktów i osoba posiadająca ich najwięcej wygrywa. W przypadku remisu zwycięża ten z graczy, który posiada więcej dóbr w swoim składzie.

Klimat

Należy pochwalić nastrojowe grafiki Wolffa, ale klimatu w Hunach nie czuję. Niby ma to sens – ekwipujemy się, najeżdżamy konkurentów, rzucamy na nich klątwy, płacimy najemnikom i zdobywamy skarby. Jednak w tak krótkiej i prostej grze, klimat wyczuć jest ciężko i do mnie nie trafia. Wiem jednak, że w mojej grupie były osoby, które twierdzą, że Hunowie dobrze oddają realia historycznych najazdów ludów koczowniczych. Ja się z tym nie do końca zgadzam, ale uczciwie jest o tym wspomnieć.

Podsumowanie

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o wydaniu przez Funiverse Hunów, ucieszyłem się że kolejne polskie wydawnictwo stawia na grę o tematyce historycznej. Pomyślałem, że może nawet będzie to jakaś prosta gra wojenna. Gdy dowiedziałem się, że to gra o banalnym drafcie kostek i układaniu zestawów kart, troszeczkę się rozczarowałem. Niepotrzebnie, bo okazuje się, że Hunowie to naprawdę przyjemny tytuł.

W pozytywnym odbiorze gry na pewno pomagają fenomenalne grafiki. Wiem, że powtarzam to w każdym możliwym miejscu, ale sami na nie spójrzcie. Jestem zdziwiony, że ten grafik ma tak mało tytułów planszowych na koncie. Tutaj ciekawostka – w 2018 roku pojawił się inny tytuł, pod którym mógł się podpisać Anthony Wolff. Była to Montana, której głównym grafikiem był… Klemens Franz. Patrzę teraz na grafiki w Hunach i dzieła Franza… Może wydawcy jednak już pozwolą Panu Klemensowi przejść na wcześniejszą emeryturę i będą dawać szansę takim Wolffom?

Sama rozgrywka jest szybka i opiera się na przystępnych zasadach. Tym, co wyróżnia Hunów jest prosty mechanizm wyboru – czy wolimy użyć kostki na dobranie kart, czy wzięcie zasobów? Brzmi to banalnie, ale działa dobrze i wymaga trochę wysiłku intelektualnego. Oczywiście nie paruje nam tutaj głowa, nie tworzymy długoterminowych strategii, ale też nie poruszamy się na oślep. Musimy reagować na zmienną sytuację na stole i maksymalnie wykorzystywać szanse, które gra nam oferuje.

Małym problemem, na jaki się natknąłem w swoich grach, był zdarzający się downtime. Nie była to wina gracza, a sytuacji na stole. Tak akurat wyszło, że wszystkie karty, które pozwalały wykonywać dodatkowe rzuty kostką, dobierać więcej kart itd. miał jeden gracz. Jego tury trwały dłużej niż pozostałych trzech graczy łącznie. Przy krótkiej, dynamicznej grze, taka sytuacja bardzo przeszkadza i rzutuje na odbiór tej konkretnej partii. Na szczęście nie był to problem nagminny.

Werdykt

Nastawiałem się na grę historyczną, dostałem suchą kościankę w starożytnych realiach. Gdyby nie temat to nazwałbym ją grą familijną, a tak traktuję ją jak gateway. Jako taki sprawdza się dobrze, mechanizm wyboru karty-zasoby jest ciekawy, a sama gra jest szybka. Hunowie nie są nową jakością w grach planszowych, nie wyznaczają nowych standardów, nie będą zdobywać branżowych nagród. To po prostu dobra gra, z pięknymi grafikami, która powinna znaleźć swoich zwolenników. Ja daję jej ostatecznie ocenę 7 – chętnie w Hunów zagram, ale nie jest tak, że będą na moim stole leżeć cały czas.

  • Wykonanie: +

    + Grafiki!

    + Jakość wykonania kart

    + Sensowny insert

    – Stosunek ceny do ilości komponentów

  • Klimat: -

    + Połączenie działania kart z tematem?

    – Dla mnie klimatu tutaj po prostu nie ma

  • Ocena końcowa: 7

    + Grafiki

    + Konieczność wyboru jak wykorzystać kość

    + Przystępność zasad

    – Momentami przeszkadzający downtime

    – Jeśli ktoś szuka czegoś wyjątkowego, to tutaj nic takiego nie znajdzie

Dziękuję wydawnictwu Funiverse za udostępnienie egzemplarza do recenzji.