Escape Tales: Rytuał Przebudzenia

Jak pewnie już wiecie, zostałem zaproszony do Kapituły Planszowej Gry Roku 2019. W ramach obowiązków członka Kapituły, nadrabiam zaległości w grach wydanych w 2018. Z tego powodu miałem okazję zagrać w Escape Tales: Rytuał Przebudzenia. Jako, że tytuł ten odpadł już w pierwszym etapie konkursu, a czas poświęcony tej grze nie może się zmarnować, postanowiłem podzielić się z moimi Wami wrażeniami z rozgrywki. A jest się czym dzielić…

Przybliżenie gry

Escape Tales: Rytuał Przebudzenia to przedstawiciel, modnych ostatnio, gier escape roomowych na planszy. Tym, co do zagadek dodali autorzy z Board & Dice, jest rozbudowany element fabularny. To historia ma napędzać naszą rozgrywkę, a wybory fabularne mają mieć wpływ na kolejne zagadki. Dzięki temu nie każda partia będzie taka sama, a sama gra posiada kilka różnych zakończeń. Czy w takim razie Escape Tales jest w stanie rzucić rękawicę takim grom jak T.I.M.E. Stories, czy Kroniki Zbrodni?

Elementy gry

W małym, ładnie ilustrowanym pudełku znajdujemy 122 karty gry, 9 kart zatracenia, 18 kart lokacji, księgę skryptów, planszetkę do gry, 18 żetonów akcji i dobrze napisaną instrukcję. Karty są zadowalającej jakości i – czego się obawiałem – ich jakość w żadnym momencie nie utrudnia rozwiązywania zagadek. Zastosowane tutaj tradycyjne rozwiązanie, czyli story book z numerowanymi kartami, działa dobrze choć… Skoro i tak mamy aplikację internetową, to może rozgrywka w stylu Kronik Zbrodni byłaby lepsza? Wydaje mi się, że skanowanie QR kodów działa lepiej i szybciej, choć niektórzy zarzucają temu zbyt dużą digitalizację. Na pochwałę zasługują ładne, klimatyczne lokacje i zgrabne wykorzystanie niewielkiej liczby elementów do przedstawienia całkiem rozbudowanej historii.

Jak w to się gra?

Przygotowanie do gry jest banalnie proste. Wszystkie karty gry układamy w jednym stosie, obok kładziemy karty zatracenia i karty lokacji. Na środku kładziemy planszetkę gry i szukamy w story booku pierwszego paragrafu. W nim znajduje się wprowadzenie fabularne i początkowe warunki. Pierwsze pomieszczenie to prosty tutorial, który według mnie nie był potrzebny.

Każdy pokój w grze składa się z karty układu, według której ustawiamy na planszy karty lokacji. Podzielone są one na sektory, które możemy zwiedzać. W jaki sposób? Kiedy zdecydujemy przyjrzeć się bliżej wybranemu obszarowi, ustawiamy na karcie układu żeton akcji na kwadracie mu odpowiadającym i przenosimy się do wskazanego paragrafu. Najczęściej wpis składa się z krótkiej wstawki fabularnej i następnie odsyła nas do nowej karty zagadki.

Jak rozwiązywać zagadki? Należy zbierać odpowiednie karty i wpaść na rozwiązanie. Wpisujemy je w dedykowanej aplikacji internetowej, która pełni dwie funkcje. Po pierwsze informuje nas, czy nasze rozwiązanie jest dobre. Po drugie, jeśli gdzieś ugrzęźniemy, oferuje kilka podpowiedzi do każdej zagadki i – ostatecznie – rozwiązanie.

Należy pamiętać, że w każdym pokoju mamy określoną liczbę punktów akcji. Jeśli nam ich zabraknie, to musimy dobrać kartę zatracenia, która da nam dodatkowe żetony, ale… tutaj musicie się już przekonać sami. Gra kończy się, gdy otrzymacie taką informację. Mieliśmy przeczucie, że historia zaczyna zbliżać się do konkluzji, ale i tak nagły finał nas nieco zaskoczył. Jeśli chcecie przerwać partię bez dojścia do finału historii, to autorzy przewidzieli możliwość zapisania stanu rozgrywki, ale tego rozwiązania nie przetestowałem. My zasiedliśmy do gry z przekonaniem, że skończymy ją za jednym zamachem i tak też zrobiliśmy.

Klimat

Rytuał Przebudzenia to typowa gra escape roomowa. Sercem gry są zagadki, ale historia jest bardzo ważna. Sugestywne grafiki pozwalają się wczuć w klimat, a same zagadki… One są tematyczne i jestem w stanie wyobrazić sobie ekranizację Rytuału Przebudzenia z niezmiennymi zagadkami, rozwiązywanymi przez aktora. Nadal jest to oczywiście gra escape roomowa, ale klimat jest wyczuwalny i bardzo mi się podobał.

Podsumowanie

Escape Tales: Rytuał Przebudzenia to dobrze wykonana gra, zarządzanie którą nie jest wielce problematyczne. Ot przeczytaj paragraf, weź kartę, rozwiąż zagadkę, wpisz ją w aplikację, weź kartę, przeczytaj paragraf itd. Jest to ważna informacja, bo niektóre tego typu gry mogą graczy wymęczyć samym wertowaniem załączonych ksiąg i przekładaniem kart. Tutaj to funkcjonuje, ale wolałbym bardziej zdigitalizowaną rozgrywkę, w stylu Kronik Zbrodni. Dla mnie skanowanie telefonem jest wygodniejsze niż tradycyjnie paragrafowe rozwiązanie.

Same zagadki, czyli to co najważniejsze w takiej grze, były ciekawe i przede wszystkim zróżnicowane. Zmuszały nas do liczenia, myślenia, sprawdzenia swojej wiedzy i kojarzenia faktów. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo mógłbym komuś popsuć zabawę płynącą z odkrywania tajemnic Rytuału Przebudzenia. Poziom trudności oceniam na średni plus. Raz nie byliśmy w stanie zobaczyć odpowiedzi, choć wiedzieliśmy co trzeba zrobić, a raz nie mieliśmy pojęcia o co w ogóle w zagadce chodzi. Za każdym razem pomocna okazała się aplikacja, która rozwiązała za nas ten problem i w żaden sposób nas za to nie ukarała.

Historia była ciekawa, ale miała w sobie pewien niewykorzystany potencjał. Wiem, że przy kolejnych rozgrywkach, odkrywając inne ścieżki gry poznałbym więcej fabuły, ale nadal czegoś mi brakowało. Duży wpływ na moje odczucia miało na pewno rozczarowujące dla mnie zakończenie. Choć było ono bardzo klimatyczne to w mojej opinii zbyt skrótowe. Ogólnie jednak całą fabułę oceniam na plus i dla niej samej warto było rozegrać ten scenariusz.

Wiadomo, że w 2019 roku pojawi się druga gra z serii Escape Tales, czyli Low Memory. Na razie niewiele o niej wiadomo, podobno historia ma przypominać klimatem Czarne Lustro, a za polskie wydanie odpowiadać będzie Portal Games.

Kobiecym okiem

Grając w Escape Tales: Rytuał Przebudzenia bawiłam się świetnie. Zdecydowanie lepiej niż w którykolwiek ze scenariuszy T.I.M.E. stories. Dzięki tej grze nabrałam chęci na przetestowanie innych tytułów nawiązujących do pokoi zagadek, a na pewno zagram w kontynuację Rytuału, czyli Low Memory. Łamigłówki były niebanalne, gra trzymała nas w napięciu przez cały cztery i pół godziny i w żadnym momencie nas nie znudziła. Nie zgadzam się z opinią Sebastiana na temat zakończenia. Dla mnie było nieprzewidywalne i satysfakcjonujące.

Muszę też wspomnieć o cenie. Za nowy egzemplarz Escape Tales: Rytuał Przebudzenia musimy zapłacić około 80 złotych. Jak na planszówkę jest to niska cena, ale mamy tu teoretycznie produkt jednorazowy. Za scenariusz do T.I.M.E. Stories musimy zapłacić jedynie 10 złotych mniej, a do rozegrania go potrzebujemy jeszcze wersji podstawowej kosztującej obecnie około 140 złotych. Na tym tle produkt Board & Dice wypada moim zdaniem korzystniej. Mamy też na rynku Escape roomy od FoxGames (ok. 30zł) i serię Exit (ok. 45zł), niestety w żadne z nich nie grałam, więc nie mam możliwości porównania tych tytułów. Jednak tym, z czym mogę porównać koszt Escape Talesów jest wypad do fizycznego escape roomu. Grając w zaciszu domowym Rytuał dał mi tyle samo przyjemności i zmusił do takiego samego wysiłku przy rozwiązywaniu zagadek, co wszystkie pokoje zagadek, które miałam przyjemność odwiedzić. Przebudzenie ma jednak zdecydowaną przewagę! Nam zapewnił około 4,5 godziny świetnej zabawy, a z jego bardziej namacalnych odpowiedników wyganiali nas już po 1-2 godzinach niezależnie od tego, czy udało nam się je „przejść”, czy nie. Finansowo też wyjdziemy w tym przypadku zdecydowanie korzystniej.

Podsumowując, bardzo się cieszę, że udało nam się wreszcie zagrać w Escape Tales: Rytuał Przebudzenia i oceniam go na 8,5 – bardzo chętnie zagram w kolejne odsłony i będę ją polecać innym graczom. Pół punkcika odejmuję za to, że po jednorazowym przejściu raczej nie będę do tego tytułu wracała, tylko czekała na nową historię.

 

Werdykt

Escape Tales: Rytuał Przebudzenia to gra, która mnie zaskoczyła. Spodziewałem się szczątkowej historii z przekombinowanymi zagadkami, a dostałem tytuł, w który grało mi się przyjemniej niż większość ostatnich scenariuszy do T.I.M.E. Stories. Fabuła jest bardziej skondensowana, sama rozgrywka jest ciekawsza i tylko skalowalnością wygrywa TS. Dla mnie Escape Tales jest grą dwuosobową i jednorazową. Tzn. nie jest to ścisłej definicji jednorazówka, bo kolejne rozgrywki byłyby inne, ale ja w tego typu grach wolę przejść tytuł raz i uznać, że to właśnie była moja historia. Ostatecznie daję Rytuałowi Przebudzenia ocenę 8 – chętnie zagram w kolejny tytuł z tej serii, a jeśli będzie jeszcze lepszy fabularnie, to ma szansę permanentnie zdetronizować u mnie T.I.M.E. Stories.

  • Wykonanie: +

    + solidne wykonanie elementów

    + klimatyczne grafiki

    – wolałbym system skanowania aplikacją

  • Klimat: +

    + jak na escape roomową grę, historia miała spore powiązanie z zagadkami

    – rozczarowujący finał

  • Ocena końcowa: 8

    + odpowiedni dla mnie poziom zagadek

    + klimatyczne grafiki

    + angażująca, nieliniowa historia

    – ale ten finał…

Egzemplarz wypożyczony od Board & Dice.