Kartografowie

Pewnie już macie dość tych wszystkich turlano-pisanek, o których wszędzie jest nadal głośno. Od dwóch lat cały świat, zamiast przesuwać pionki po planszy, woli rzucać kostkami/odkrywać karty i mazać po karteczkach. Roll&Write’y są odpowiedzą na naszą dziecięcą potrzebę rysowania różnych bazgrołów i dodatkowo pozwalają to robić ze znajomymi, bez wzbudzania zażenowania. Pierwszym przedstawicielem tego gatunku, który poznaliśmy jest Welcome to. Mimo zagrania w kilkanaście innych tytułów z tej kategorii to właśnie ono pozostawało nadal najlepsze. W prezencie urodzinowym otrzymałam godnego rywala dla Rebelowego Flip&Write. Przybyli Kartografowie od Ogry Games.

Przybliżenie gry

Królowa wysyła nas na podbój ziem północnych za pomocą pióra i pergaminu. Jako dzielni kartografowie będziemy nanosić na arkusz mapę spornego terytorium. Mieszkańcy zajmowanych terenów nie sprzedadzą swej skóry tanio. Musimy liczyć się z podstępnymi atakami goblinów, koboldów i innych straszydeł. Takie tereny będą ujmą na naszej kartograficznej reputacji. Zwycięzcą zostanie ten, kto najskuteczniej zastosuje się do królewskich edyktów.

Elementy gry

Pierwszym co rzuca się w oczy jest standardowo ilustracja zdobiąca wieko pudełeczka kryjącego grę. W tym przypadku słowo „zdobiąca” powinno być zamknięte w cudzysłowie. Ta grafika jest niezwykła. Widzimy na niej jakiegoś dziwacznego prawie człowieka i małe monstrum, którzy ramię w ramię rysują mapę. Te postacie są po prostu szkaradne i nie wiem skąd pomysł na powierzenie im najważniejszego miejsca na pudełku. Na szczęście po otworzeniu wieka możemy zapomnieć o przeraźliwych obliczach i skupić się na ładniejszej zawartości. Ilustracje na kartach nie przeszkadzają w rozgrywce. Nie są ani przepiękne, ani odpychające. Arkusze map są stylizowane i dobrze się prezentują. Miłym akcentem jest fakt, że są one dwustronne. Niestety karty są dość delikatne i mają ciemne brzegi, więc wypadałoby je zakoszulkować. Podsumowując wykonanie jest średnie, ale nie przeszkadza w grze.

Jak w to się gra?

Przygotowanie rozgrywki jest bezproblemowe. Każdy gracz otrzymuje arkusz mapy i coś do pisania. Następnie tasujemy karty odkryć, dodając do talii jedną z czterech kart zasadzek. Wybieramy po jednej karcie z czterech rodzajów edyktów i losowo przyporządkowujemy je do kart ABCD. Po zakończeniu rundy będziemy przetasowywać talię i dodawać do niej kolejną kartę zasadzki.

Gra trwa cztery pory roku, podczas których będziemy odwracać kolejne karty odkryć i nanosić widoczne na nich wzory na nasze mapy. Kształt musimy narysować w całości i nie zakrywając zajętego wcześniej obszaru. Jeśli nie mamy mozliwosci tego uczynić wpisujemy kwadracik dowolnego typu w dowolnym miejscu. Najciekawiej jest, gdy pojawi się karta zasadzki. Wtedy przekazujemy swoją mapę jednemu z przeciwników, który narysuje na niej potworny teren w najgorszym możliwym miejscu.

Runda kończy się gdy zsumowana wartość czasu z kart odkryć jest równa, lub przekracza próg czasu zaznaczony na karcie pory roku. Na koniec każdej z nich będziemy punktowali dwa z czterech wylosowanych wcześniej edyktów królewskich. Dodatkowe punkty zyskujemy za zakreślone monety i tracimy za puste obszary sąsiadujące z obszarem zasadzki. Wygrywa oczywiście osoba, która po przetrwaniu Zimy ma największą sumę punktów.

Klimat

Wstęp fabularny do Kartografów ma niewielkie przełożenie na dalszą rozgrywkę. Niby podbijamy tereny, ale przecież tylko je rysujemy. Każdy z graczy wizualizuje ten sam teren, ale nasze mapy są zupełnie inne. Zasadzki psują nasze rysunki, ale jak to fabularnie wyjaśnić? Tematyka jest nadana, ale zupełnie nie ma znaczenia. Tutaj to mechanika gra pierwsze skrzypce. Ciekawym dodatkiem jest prawdziwa negatywna interakcja. Nasi przeciwnicy potrafią zdrowo namieszać, co budzi emocje przy stole i to jest jedyna tematyczna część Kartografów.

Podsumowanie

Tak, nie mamy tu klimatu. Owszem, tematyka jest dziwna. Nie da się ukryć, że ilustracje, a zwłaszcza okładka, nie zachwycają. Nie zmienia to faktu, że ja Kartografów pokochałam. Mamy tu wszystko, czego można oczekiwać od porządnego Roll&Write. Zasady są proste i przystępne. Rozgrywka się nie dłuży i zamyka się w rozsądnym czasie trzydziestu minut. Mamy tu trochę losowości, ale możemy całkiem dużo zaplanować, przygotowując się na punktowanie celów. W każdym składzie gra się równie dobrze. Wreszcie mamy prawdziwą negatywną interakcję – wpisywanie zasadzek potrafi nieźle pokrzyżować szyki. W zasadzie nigdy nie kończymy na jednej partii.

Czy Kartografowie mają wady? Nie ma gier idealnych. Tutaj wykonanie jest faktycznie kiepskie. Karty od początku wyglądały na wycięte tępym narzędziem i wymagały zakoszulkowania. Kart celów jest tylko szesnaście, co grę korzystamy z czterech z nich, więc po kilku partiach robią się powtarzalne. Nie jest idealnie, ale niewiele brakuje.

Do gry wyszedł minidodatek wprowadzający umiejętności, które możemy wykorzystać w czasie rozgrywki. Niestety na razie go nie kupiliśmy, ale z pewnością przy najbliższej okazji się w niego zaopatrzymy.

Werdykt

Kartografowie to świetna gra. Idealny Roll and Write. No, prawie idealny. Na razie nie zdetronizował on miłościwie nam panującego Welcome to, ale jest blisko. Może minidodatek, a może ewentualne kolejne rozszerzenia to zmienią. Na tę chwilę z pełną odpowiedzialnością oceniam Kartografów na 9 w skali BGG – zawsze chętnie w nich zagram i będę polecać innym fanom wykreślanek.

  • Wykonanie: -

    + dwustronne arkusze mapy

    – podatne na uszkodzenia brzegi kart

    – okropna grafika na wieku

  • Klimat: -

    + poczucie rywalizacji i rzucanie przeciwnikom kłód pod nogi

    – podbijanie terenów za pomocą rysowania?

    – niby rysujemy te same tereny, ale każdy ma inną mapę

    – klimat nie jest tu nikomu potrzebny

  • Ocena końcowa: 9

    + prostota zasad połączona z głębią rozgrywki

    + syndrom jeszcze jednej gry

    + negatywna interakcja

    – wykonanie

Gra pochodzi z własnej kolekcji.