Obecność – unboxing i pierwsze wrażenia

Games Factory Publishing w zeszłym tygodniu wypuściło na rynek polską wersję hitu Essen 2016 Not Alone. Obecność wylądowała już w moim domu i czas się jej dokładnie przyjrzeć. Tak prezentowało się pudełko po zdjęciu folii.

Zobaczcie to pod innym kątem i z nieco innym oświetleniem. Mamy tutaj tajemniczą planetę, z dużą ilością chmur w atmosferze, na pierwszym planie widzimy płonący, spadający statek z naszymi załogantami, a w tle łunę najbliższej gwiazdy i złowrogo spoglądające na nas żółte oczy Obcego. Robi to bardzo dobre pierwsze wrażenie i optymistycznie nastraja do tego tytułu.

Zdjęcie pokrywy pudełka ukazuje nam króciutką, acz bardzo zwięzłą i dobrze napisaną instrukcję i kartkę z dookreślonymi zasadami kilku miejsc.

Po wyjęciu papierów z opakowania, rzuca się w oczy plansza służąca do monitorowaniu postępu asymilacji i zbliżania się statku ratunkowego do planety Artemia. Jeśli znacznik dowolnej ze stron dotrze do pola z gwiazdką to wygrywa ona rozgrywkę.

Na poniższym zdjęciu widać wszystkie pozostałe elementy gry. Mamy mały woreczek strunowy z trzema żetonami: Obcego, Celu i Artemii. Nie wiem z czego są wykonane, ale są wprost fenomenalne w dotyku! W większym woreczku mamy znaczniki determinacji, asymilacji, misji ratunkowej i aktywacji sygnału ratunkowego. Mamy tu również zafoliowane karty, które są sercem rozgrywki w Obecności.

Wszystko prezentuje się bardzo porządnie… no może poza wypraską. Jest ona typowo budżetowym rozwiązaniem, ale ja i tak zamierzam ją po prostu wyrzucić i przepakować wszystkie karty do osobnych woreczków strunowych. Plansza służąca do monitorowania postępu rozgrywki jest dwustronna i minimalnie się różni układem pól Artemii. Drewniane znaczniki na pewno są wytrzymałe i spełniają swoje zadanie.

Karty miejsc są fenomenalne. Poziom wykonania i grubość jest na odpowiednim poziomie, a stosunek ceny do jakości wykonania jest bardzo dobry. Długo zastanawiałem się z czym kojarzą mi się ich grafiki. Klimat tych ilustracji jest bardzo zbliżony do scenografii wykorzystywanych przy produkcji oryginalnej serii Star Trek z 1966 roku! Według mnie to bardzo dobry wybór i zwiększa moją przyjemność z obcowania z tym tytułem.

Talia kart Obcego jest ujednolicona graficznie, ale różne nazewnictwo kart wprowadza klimat science-fiction. Co ważne nazwy nie są wybrane losowo i odpowiadają działaniu karty. Przykładowo zdolność blokująca sygnał wysyłany z przekaźnika na plaży, czy radia podprzestrzennego dostępnego we wraku statku, nazwana została zakłóceniami. Proste, a klimatyczne rozwiązanie, co mocno doceniam.

Pierwsze wrażenia

Na razie udało nam się zagrać tylko w dwie osoby, ale już wiadomo, że jest dobrze. Gra jest prosta, ale wymagająca. Niesamowite jak tak banalny pomysł, mógł zostać przekuty na tak interesującą grę. Jest to aż zaskakujące, że nikt wcześniej na coś takiego nie wpadł. W grze mamy dwie drużyny: jednego do sześciu rozbitków i jednego obcego. Celem ludzi jest ucieczka z Artemii, na której się rozbili. Celem obcego jest asymilacja rozbitków z ekosystemem planety.

Gra jest podzielona na fazy.

  • W fazie pierwszej rozbitkowie rzucają kartę miejsca do jakiego się udadzą.
  • W fazie drugiej Obcy decyduje gdzie zapoluje na swoje potencjalne ofiary.
  • W fazie trzeciej rozbitkowie odkrywają karty i jeśli nie zostali złapani, ani nie trafili na żeton Artemii, ani nie zostali ugodzeni żadnym efektem karty Pościgu, to mogą wykorzystać zdolność miejsca. Jeśli Obcy wylądował na tym samym obszarze co rozbitkowie to przesuwa znacznik asymilacji o jedno pole w stronę wygranej.
  • W fazie czwartej następuje odrzucenie kart miejsc, dobranie przez Obcego kart pościgu do trzech, zdjęcie wszystkich żetonów z kart i przesunięcie znacznika Misji Ratunkowej o jedne pole w stronę wygranej.

Do tego w odpowiednim momencie (wskazanym na karcie) każdy z rozbitków może użyć jednej karty Przetrwania, a Obcy jednej karty Pościgu.

To już cała gra. Wszystko jest banalne i nawet na dwie osoby działa świetnie, ale nie mogę się doczekać gry w szerszym składzie. Nie wiem jak w tak prostym tytule można było zmieścić tyle klimatu, ale autorowi się to udało! Na chwilę obecną jestem Obecnością zachwycony i w takiej cenie polecam brać w ciemno.