• Link to Facebook
  • Link to X
  • Link to Mail
  • Link to Rss this site
Kaimada ZnadPlanszy.pl
  • Blog
  • Felietony
  • Recenzje
  • Kontakt
  • Click to open the search input field Click to open the search input field Szukaj
  • Menu Menu
Ostatnie wpisy na blogu
ZnadPlanszy.pl |BLOGI

Raport poeŁPeGowy

13 marca 2017/1 Comment/w Raporty z rozgrywki/Autor Sebastian Adamiak

Za nami 34. Łódzki Port Gier. Pierwszy po ukończeniu remontu dworca Łódź Fabryczna, więc żaden plac budowy już nikogo przychodzącego do Domu Kultury nie straszył. Wreszcie. Jak zwykle mieliśmy do czynienia z masą odwiedzających, zarówno wytrawnych graczy, jak i rodzin, czy zorganizowanych grup szkolnych. Do tego nasza niezastąpiona grupa żółtych koszulek, która całą imprezę nadzorowała i wylewała siódme poty podczas pracy przy wypożyczaniu i tłumaczeniu gier. Świetna i profesjonalna robota,  należy im się olbrzymi szacunek. Jak zwykle na ŁPGu obecne było stoisko zaprzyjaźnionego łódzkiego sklepu – Gralnii , a z wydawnictw pojawiła się Nasza Księgarnia w osobie Windziarza i Lucrum Games w postaci Tomka i Bartka. A jak ja spędziłem tę edycję Portu?

Alchemicy

Zaczęliśmy od popularnej gry Wydawnictwa Rebel. Szczerze mówiąc nie miałem specjalnej ochoty grać w ten tytuł, ale zostaliśmy wzięci szantażem. Jedynym aspektem który mnie zaintrygował była aplikacja będąca integralną częścią tego tytułu jako, że nie miałem wcześniej takiej sposobności. Tłumaczenie zasad było mordęgą. Miałem wrażenie, że głównym celem będzie dokładna analiza alchemonów. Niby tak jest, ale realnie grę wygrywa się poprzez strategiczne publikowanie mniej lub bardziej prawidłowych teorii oraz zdobywanie dających punkty stypendiów i artefaktów. Pewnie gdybyśmy bardziej się na tym skupili to byłoby ciekawiej, ale ja osobiście fanem suchych worker placementów nie jestem absolutnie i nie czuję potrzeby grania w tę grę drugi raz. Oczywiście aplikacja działa dobrze i poprawia regrywalność tytułu.

Ciężarówką przez Galaktykę

W grę Vlaady Chvatila grałem jakieś sześć, czy siedem lat temu. Podobało mi się, ale z jakiegoś powodu do tego tytułu nie wracałem. Teraz nie potrafię tego uzasadnić. Marysia bardzo chciała to przetestować i dobrze, bo świetnie się przy tym bawiliśmy. Tworzenie swojego gruchota jest niesamowicie dobrze przemyślane i samo w sobie sprawia niesamowitą frajdę. Wszystkie zalety Carcassonne zawarte w jednym elemencie gry. Później tym stateczkiem wylatujemy naprzeciw przygodzie. Rozwiązanie naszej podróży poprzez odkrywanie kolejnych kart jest świetnym pomysłem. Po drodze trafiamy na wszelkie kanoniczne dla gatunku niespodzianki – deszcze meteorytów, ataki piratów, strefy wojenne, opuszczone statki, zaludnione planety, czy stacje kosmiczne. Przede wszystkim jednak tracimy załogę, towary, najczęściej poruszamy się na kosmicznym biegu wstecznym, a nasz statek się rozpada. Nie znam drugiej gry, w której po utracie połowy pojazdu przy pierwszym rzucie kostką, zamiast irytacji pojawia się u tracącego śmiech i radość. Niesamowite. Podczas pierwszego lotu udało mi się co prawda dolecieć do mety, ale niestety po drodze straciłem cały swój zysk i towary, kończąc rundę z zerową zdobyczą punktową. Podczas drugiego etapu Marysia została trafiona dwa razy. Jej statek doleciał z jedną kapsułą załogi z astronautą, dwoma silnikami i jedną ładownią. Koniec. Cztery kafelki. W sumie jak się zastanowić to tyle wystarczy, ale stan statku był chyba gorszy niż Sokoła Millenium na Jakku. Świetna gra.

Obecność

Po wstępnych testach dwuosobowych nadszedł czas na grę w pełnym składzie. Sześciu rozbitków kontra jedna kreatura. Ja versus wszyscy. Poza mną i Marysią wszyscy grali pierwszy raz. Tłumaczenie zasad było błyskawiczne i bezproblemowe – pierwsza duża zaleta tej gry. Udało mi się złapać jednego rozbitka w pierwszej turze i stwierdziłem, że będę się zachowywał jak na Kreaturę przystało i będę go gnębił. Oczywiście nie zapomniałem o blokowaniu strategicznych terenów za pomocą kart, dzięki czemu przeciwnicy nie byli w stanie wysłać sygnału z plaży, ani uruchomić wraku statku. Świetne jest to, że nawet nowi gracze bardzo szybko uczą się przechytrzać polującego na nich stwora, odwiedzając nieoczywiste lokacje i broniąc się kartami przetrwania. Miałem oczywiście momentami sporo szczęścia i mimo dzielnej walki gracze zostali zasymilowani z Artemią nim doczekali przybycia misji ratunkowej. W rewanżu moja główna ofiara zagrała obcym. Tym razem mimo świetnej gry Kreatura została przez nas przechytrzona i patrzyła tęsknym wzrokiem jak czym prędzej opuszczamy jej planetę. Wygrać udało się dosłownie o włos, a gra była bardzo zacięta i wywołała bardzo pozytywne emocje. Niestety po czasie stwierdziłem, że źle siedzieliśmy – następnym razem osoba będąca drapieżnikiem będzie w centrum, żeby mogła każdego podsłuchiwać i podglądać swobodnie stos kart odrzuconych każdego ze współgraczy. Zbyt mało też jako rozbitkowie współpracowaliśmy i myślę, że da się tutaj wyciągnąć z gry więcej. Tytuł jest świetny, ale mam wrażenie, że w pełnym składzie jest odrobinę za duży chaos i na pięć osób powinien działać jeszcze lepiej. W chwili obecnej jestem Obecnością zauroczony i wydaje mi się, że mamy świetny tytuł na imprezy w gronie planszówkowych wyjadaczy jak i osób mało grających.

Jak Wściekłe Psy

Na koniec wzięliśmy się za Dead Last, który zostanie wydany już niedługo przez Lucrum Games, jako „Jak Wściekłe Psy”. Grupa od sześciu do dwunastu osób siada przy jednym stole i zaczyna do siebie strzelać. Zasady tłumaczy się poprzez rozegranie pierwszej rundy. Każdy gracz nominuje poprzez zagranie karty jednego z przeciwników do odstrzelenia. Osoba, która zostaje nominowana odpada z rundy chyba, że zagrał kartę pułapki bo wtedy wybiera jednego z graczy go typujących i to on odpada. Każdy kto nie zagłosował na główny cel w rundzie także odpada. Każdy kto przygotował pułapkę mimo, że nie był głównym celem również odpada. Ot czekając w ukryciu na atak tak się zestresował, że zafundował sobie przez przypadek strzał w głowę. Wszystko to trwa do momentu aż zostanie jedynie dwójka żywych graczy. Wtedy na stole pojawia się łup – cztery skarby – i następuje ostateczna rozgrywka. Obaj gracze otrzymują trzy karty: share, steal i grab one and go. Jeśli jeden i drugi zagra podział to każdy bierze sobie dwie karty ze złotem. Jeśli obaj zagrają kradzież to żaden z nich nic nie dostanie, a każdy z pozostałych grających otrzyma jedną kartę skarbu. W wypadku gdy obaj zagrają zabranie jednej karty i ucieczkę to dwie z kart powracają z powrotem do puli ogólnej. Jednakże jeśli został zagrany Steal z Sharem to osoba, która zagrała tę pierwszą kartę bierze wszystko. Steal lub Share z Grab one and go powoduje podział 3:1. To już wszystkie zasady.

Co najciekawsze dozwolona jest dowolna forma komunikacji, przekupstwa, obietnic i gróźb. Gra jest absolutnie banalna, ale powoduje niesamowite emocje. Zagraliśmy dwie pełne gry i łącznie z tłumaczeniem zasad zajęło nam to łącznie góra czterdzieści minut. Może nawet mniej. Jedna partia spokojnie zamknie się w dwudziestu minutach. Będzie to czas kombinowania, spiskowania i łamania obietnic. Czasem ten, który się pomyli wygra. Często mimo świetnego planu i będąc przekonanym, że kontrolujemy wszystko przy stole, odpadniemy jako stuprocentowy cel w pierwszej rundzie.

Świetny tytuł, choć bardzo prosty, idealny na imprezy i do pubów z planszówkami.

Piotrkowska

Na koniec sobotniego pobytu na Łódzkim Porcie Gier, jako odpowiedzialni przedstawiciele organizatora, zdecydowaliśmy się zaprowadzić Bartka, Tomka i Windziarza na jakieś ciepłe jedzenie. Przestroga na przyszłość – bez rezerwacji ciężko jest znaleźć lokal z porządnym jedzeniem i wolnymi miejscami. Przemierzyliśmy całkiem spory odcinek Piotrkowskiej i wszędzie wszystkie stoły były zajęte. Moje wybory miejsca idealnego na obiadokolację obniżały swój oferowany standard po każdym odbiciu się od „przykro mi nie mamy wolnego miejsca”. W końcu znaleźliśmy przybytek, który może nie jest najlepszą wizytówką kulinarnej Łodzi ale miał tę ogromną zaletę, że było gdzie usiąść. Za to kulturalny lokal, oferujący wygodne kanapy, schludne stoły i ciekawy asortyment płynów dla kierowców amatorskich i zawodowych nie zawiódł. Mam nadzieję, że Panowie nie zrazili się długimi wędrówkami po jednej z najdłuższych ulic w Europie i jeszcze do Łodzi zawitają. My serdecznie zapraszamy.

Tagi: Łódzki Port Gier, ŁPG
https://kaimada.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/73/2017/03/15977956_1309614839096940_8345329265152803225_n.jpg 315 851 Sebastian Adamiak https://kaimada.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/73/2016/09/ksimada.png Sebastian Adamiak2017-03-13 20:45:312021-01-16 19:13:58Raport poeŁPeGowy
Artykuły, które również mogą się Tobie spodobać
Łódzki Port Gier 34 (11-12 marca)
Weekend z Łódzkim Portem Gier
https://facebook.com/sebastian.adamiak.3https://twitter.com/kaimada_shttp://DOMENA.znadplanszy.pl/kontakt/

Sebastian Adamiak
Łodzianin od urodzenia. Matematyk, pracownik sektora bankowego. Były członek Stowarzyszenia Miłośników ERpegów i Fantastyki w Łodzi i współorganizator Łódzkiego Portu Gier. Prywatnie fan fantastyki ogólnie, a science fiction w szczególności. Zagorzały zwolennik klimatycznych ameritrashów, zwłaszcza tych dziejących się w przestrzeni kosmicznej.

Kaimada ZnadPlanszy.pl

NAJNOWSZE WPISY

  • APERIODYK#30 Piękniejsze TOP10 vol. 5.08 marca 2022 - 21:03
  • Napad na Doomrock11 stycznia 2022 - 14:58
  • Versailles 1919 – gdy eurosuchar idzie na wojnę…25 października 2021 - 20:20
  • Alexander Pfister – osąd bohatera20 lipca 2021 - 18:22
  • Coalitions – wrażenia z prototypu6 lipca 2021 - 13:54
  • Diuna Imperium31 maja 2021 - 18:23
  • APERIODYK#29 Top 5 gier wojennych poznanych w 202018 maja 2021 - 17:52
  • Kamienna Mandala29 kwietnia 2021 - 17:49
  • Dylematy Króla19 kwietnia 2021 - 16:28
  • APERIODYK#28 Top 10 gier wydanych w 2020 roku18 marca 2021 - 16:42

Kategorie

  • Blog
  • Felietony
  • Gry karciane
  • Gry planszowe
  • Pierwsze wrażenia
  • Podcasty
  • Raporty z rozgrywki
  • Recenzja
  • SeaFall
  • Twilight Imperium
  • Unboxing
  • Wstęp

Pages

  • Kontakt
  • Blog
  • Felietony
  • Recenzje

Archiwa

  • marzec 2022 (1)
  • styczeń 2022 (1)
  • październik 2021 (1)
  • lipiec 2021 (2)
  • maj 2021 (2)
  • kwiecień 2021 (2)
  • marzec 2021 (2)
  • luty 2021 (4)
  • styczeń 2021 (3)
  • grudzień 2020 (1)
  • listopad 2020 (1)
  • październik 2020 (3)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (5)
  • lipiec 2020 (4)
  • czerwiec 2020 (3)
  • maj 2020 (3)
  • kwiecień 2020 (2)
  • marzec 2020 (4)
  • luty 2020 (5)
  • styczeń 2020 (7)
  • grudzień 2019 (5)
  • listopad 2019 (9)
  • październik 2019 (3)
  • wrzesień 2019 (4)
  • sierpień 2019 (4)
  • lipiec 2019 (6)
  • czerwiec 2019 (6)
  • maj 2019 (5)
  • kwiecień 2019 (7)
  • marzec 2019 (7)
  • luty 2019 (10)
  • styczeń 2019 (10)
  • grudzień 2018 (8)
  • listopad 2018 (4)
  • październik 2018 (9)
  • wrzesień 2018 (4)
  • sierpień 2018 (4)
  • lipiec 2018 (2)
  • czerwiec 2018 (4)
  • maj 2018 (5)
  • kwiecień 2018 (3)
  • marzec 2018 (4)
  • luty 2018 (7)
  • styczeń 2018 (6)
  • grudzień 2017 (4)
  • listopad 2017 (6)
  • październik 2017 (2)
  • wrzesień 2017 (3)
  • sierpień 2017 (6)
  • lipiec 2017 (8)
  • czerwiec 2017 (4)
  • maj 2017 (5)
  • kwiecień 2017 (3)
  • marzec 2017 (7)
  • luty 2017 (6)
  • styczeń 2017 (6)
  • grudzień 2016 (3)
  • listopad 2016 (6)
  • październik 2016 (7)
RSS Feed Logo RSS Feed Logo Subscribeto RSS Feed

ZnadPlanszy.pl

  • O projekcie
  • Blogi
  • Reklama
  • Facebook
  • Kontakt
  • Polityka cookies
© Copyright - Kaimada ZnadPlanszy.pl | ZnadPlanszy.pl
© 2013 ZnadPlanszy.pl Wszystkie prawa zastrzeżone | Serwis stworzony przez T&Y Board Solution - Enfold Theme by Kriesi
  • Link to Facebook
  • Link to X
  • Link to Mail
  • Link to Rss this site
  • O projekcie
  • Blogi
  • Reklama
  • Facebook
  • Kontakt
  • Polityka cookies
Link to: Trzy gry z rysunkami Andrzeja Mleczki Link to: Trzy gry z rysunkami Andrzeja Mleczki Trzy gry z rysunkami Andrzeja Mleczki Link to: Sushi Go! Link to: Sushi Go! Sushi Go!
Scroll to top Scroll to top Scroll to top