Dziennik 29

Zalew czarnych książek wypełnionych dziwnymi symbolami paraliżuje Polskę. Każdy spotkany na ulicy człowiek ma oczy wbite w tajemne znaki wypełniające stronice tego niepozornego zeszyciku. Tajemne woluminy atakują nas zewsząd. Przejęły nawet autobus, więc strzeżcie się, bo mogą Was przejechać! Żarty na bok, ale chyba każdy zauważył genialną kampanię marketingową Dziennika 29. Informacje o tej nowości od FoxGames są wszędzie, a grupa ludzi główkujących nad kryjącymi się w nim zagadkami, rośnie w tempie wykładniczym. My naszą przygodę z Dziennikiem już zakończyliśmy, więc czas podzielić się wrażeniami. Zapraszamy!

Przybliżenie tytułu

Dziennika 29 nie można nazwać grą. Jest to zbiór zagadek, które wymagają od nas nieszablonowego myślenia i podejścia do samej książeczki. Do rozwiązania łamigłówek niezbędny jest również internet, który nie tylko okazuje się pomocny w szukaniu kilku odpowiedzi, ale również jest konieczny do „przejścia” zagadek. Rozwiązania sprawdzamy na dedykowanej stronie internetowej, która oferuje nam również podpowiedź, a w ostateczności rozwiązanie. Prawidłowa odpowiedź nagradzana jest otrzymaniem klucza, który może przydać się w dalszej części książki.

Elementy gry

Element jest jeden i jest nim stuczterdziestoczterostronicowa (144) książka w twardej oprawie, kryjąca 63 zagadki. Jakość wydania w tej cenie jest więcej niż zadowalająca. Wnętrze zdobią klimatyczne ilustracje, które mogą, ale nie muszą być składowymi zagadek. Całość jest czytelna i bardzo mi się podoba. Przyczepić się mogę tylko do jednego aspektu, a mianowicie do charakteru pisma. Czasami mieliśmy trudność w rozszyfrowaniu odpowiedzi tylko dlatego, że pismo było dość dziwne, choć nie można było odmówić budowania w ten sposób klimatu bazgranego przez szaleńca dziennika. Widziałam, że niektóre egzemplarze mają błąd w zagadce nr 28, gdzie w miejsce liczby 27 pojawiła się 37. Nasz egzemplarz też miał ten problem, ale go nawet nie zauważyliśmy, właśnie przez wspomniany charakter pisma.

Jak w to się gra?

Zasady są bardzo proste. Każda strona zawiera jedną zagadkę, którą musimy rozwikłać. Następnie odpowiedź wpisujemy na odpowiadającej stronie internetowej i otrzymujemy klucz. Zwykle nie musimy zagadek rozwiązywać po kolei, ale w niektórych przypadkach jest to konieczne. Jeśli zablokujemy się w jakimś momencie warto użyć podpowiedzi. Naprowadzają one na odpowiednią ścieżkę myślenia, ale nie są oczywiste i nie psują zabawy. Rozwiązanie daje nam odpowiedź, ale również wyjaśnienie, jak można do niej dotrzeć. Przyznam szczerze, że w trakcie walki z naszym Dziennikiem raz użyliśmy rozwiązania i udało nam się nie zauważyć, że pogrubionym drukiem na górze widnieje dokładna odpowiedź. My zauważyliśmy jedynie wyjaśnienie, po którym Sebastian nadal nie mógł wymyślić odpowiedzi. Na szczęście tym razem byłam trochę bardziej wyspana (ale nie na tyle, żeby zauważyć Odpowiedź:…) i mogliśmy przejść dalej.

Poziom trudności

Trudność zagadek jest bardzo zróżnicowana. Niektóre rozwiązujemy natychmiast, inne wymagają od nas wiedzy ogólnej, a jeszcze kolejne sprawnej obsługi wujka google. Pozycja ta jest skierowana raczej do graczy powyżej 12 roku życia. Moim zdaniem dziecko, nawet nastolatek, może mieć problem z przebrnięciem przez dziennik, ale z pomocą rodziców powinno się dobrze bawić. Myślę nawet, że znajdą się takie łamigłówki, które młodszemu graczowi wydadzą się bardziej oczywiste. Całość jest dość trudna i dwójka dorosłych musiała się  solidnie nagłowić, użyć kilku podpowiedzi i jednego rozwiązania.

Klimat

Mimo pierwszego wrażenia, że znajdziemy w tej książeczce jakąś ciągłą historię, niestety pod tym względem się zawiedziemy. Ilustracje są dość mroczne i budują klimat tajemnicy, ale w istocie jest to tylko zbiór szarad, które są powiązane jedynie mechanicznie. Szkoda, bo gdyby dodać tu opowieść toczącą się w tle, byłoby jeszcze lepiej. Możemy sobie wyobrażać, że jest to zeszyt notowany przez mającego wizje szaleńca, ale będzie to tylko nasza interpretacja. Napotkałam zarzuty, że znaczna cześć grafik nie jest składową zagadek i przeszkadza niektórym graczom. Według mnie są one świetne i nawet jeśli nie pomagają w poszukiwaniu odpowiedzi to w tym nie przeszkadzają.

Podsumowanie

Bawiliśmy się świetnie. Za około 20 zł otrzymaliśmy kilka godzin angażującej rozrywki. Śmiałam się, że Lisy musiały dodać czegoś do tuszu, bo od pierwszego otwarcia ciężko było się od tej książeczki oderwać. Otworzyliśmy ją wieczorem, przez nią poszliśmy zdecydowanie za późno spać, rano towarzyszyła nam przy przygotowywaniu śniadania i na szczęście udało się rozwiązać wszystko przed obiadem. Z jednej strony dobrze, że nie była dłuższa, ale nie mogę doczekać się kolejnej pozycji w tym stylu.

Bardzo dobrze grało nam się dwie osoby. Mamy różne zainteresowania i wykształcenie, więc świetnie się dopełnialiśmy podczas zmagań z Dziennikiem. Niektóre zagadki były dla mnie czarną magią, a Sebastian rozwiązywał je w mgnieniu oka. Parę razy ja się wykazałam wiedzą, której on nie miał, więc każde z nas było zadowolone. Nawet moja mama, która nigdy w żadne gry nie grała, pomogła nam z jedną z łamigłówek. Dlatego uważam, że jest to pozycja dla każdego, nie tylko planszówkowicza, ale i kogoś, kto z grami styczności nie miał. Prawdziwie uniwersalny produkt, hit sprzedażowy w Empiku, który dzięki dotarciu do wielu domów, może zachęci kolejne osoby do zagłębienia się w nasze hobby. Dziennik to nie planszówka, ale mam nadzieję, że przekona tych niegrających do sięgnięcia po kolejne tytuły – komiksy paragrafowe, czy gry imprezowe i przyczyni się do dalszej popularyzacji gier bez prądu (choć, tutaj akurat prąd się przyda).

Na ilu graczy? Jak wspomniałam, my graliśmy we dwójkę. Odważni mogą próbować własnych sił solo, ale miło mieć towarzystwo. Górnej granicy nie ma, ale uważam, że realnie dobrze bawić się będą maksymalnie 3 osoby nad jednym dziennikiem. Jeśli macie większe grono to lepiej zaopatrzyć się w więcej egzemplarzy.

Regrywalność? Zerowa. Jeśli nie macie zupełnie kurzej pamięci to Dziennik starczy tylko na jedną rozgrywkę. Skończonego dziennika również raczej nie uda nam się przekazać innemu graczowi. Oczywiście możemy uważać rozwiązywać zagadki na kartkach, ale przez to sami będziemy mieli trudniejsze zadanie, które w niektórych przypadkach może okazać się niewykonalne.

Werdykt

Dziennik 29 to dużo, świetnej zabawy za niewielkie pieniądze. Zagadki są ciekawe, zróżnicowane, niektóre dość wymagające, ale powinny być satysfakcjonujące dla każdego, kto się z nimi zmierzy. Nie wymaga wcześniejszego doświadczenia w graniu, ale rozrusza szare komórki. Wykonanie jest najwyższej klasy, nawet niewyraźne cyfry i litery można usprawiedliwić klimatem prawdziwego dziennika. Moja ocena to 9 – polecam tę książeczkę każdemu na lewo i prawo, a sama chętnie zagram w kontynuację. Punkcik zabieram za brak ciągłej historii.

  • Wykonanie: +

    +twarda okładka

    +klimatyczne grafiki

    -charakter pisma utrudniający zagadki

  • Klimat: +/-

    +sprawia wrażenie dziennika odręcznie pisanego przez szaleńca

    -nie ma ciągłej historii

  • Ocena końcowa: 9

    +kilka godzin świetnej zabawy

    +uniwersalny – dla każdego gracza, niezależnie od planszowego doświadczenia

    +niebanalne zagadki

    +wymaga wiedzy z różnych dziedzin

    -jednorazowy