Nova Luna – Kolejna odsłona Patchworka?

Uwe Rosenberg to autor, którego nie trzeba przedstawiać fanom planszówek. Ma na koncie 30 tytułów, które sygnuje swym nazwiskiem. Bardziej zaawansowani eurogracze z pewnością słyszeli o jego Agricoli, czy Kawernie. Fani lżejszych tytułów pewnie spotkali na swej drodze, którąś z odsłon Patchworka – gry o szyciu kołderki. Ta, już dość liczna rodzina gier kafelkowych, wzbogaciła się o kolejnego członka – Novą Lunę od Lucky Duck Games. Czy warto po nią sięgnąć?

Przybliżenie gry

Nova Luna (łac. księżyc w nowiu) to gra o planowaniu przyszłości. Podczas, gdy księżyc krąży wokół ziemi, przechodząc kolejne fazy, gracze starają się zaplanować swą przyszłość, opracować strategię i wypełnić jak najwięcej celi, które obrali… Tak przynajmniej grę opisuje króciutki wstęp w instrukcji. Czy ma on cokolwiek wspólnego z rzeczywistością? No, nie bardzo.

Elementy gry

Michał Herman, który jest wydawcą Novej Luny z ramienia Lucky Duck Games, wcześniej odpowiadał za gry Fox Games. Ten fakt sprawił, że oczekiwałam świetnego wykonania i właśnie takie otrzymałam. Pudełeczko jest zgrabne i pięknie ilustrowane, choć tektura mogłaby być nieco grubsza. Elementów jest niedużo, ale więcej nam do gry nie potrzeba. Żetony są grube i się nie ścierają. Co prawda cena jest nieco wygórowana – ok 80-90zł, ale przy obecnej morderczej inflacji, chyba musimy się z tym pogodzić.

Jak w to się gra?

Na środku stołu ląduje księżycowe koło, które służy do śledzenia kolejności graczy. Działa to prawie jak tor w Patchworku z tą różnicą, że nie decyduje on o zakończeniu rozgrywki. Koło otaczają kafelki, które będą dobierali gracze. Każdy z nich ma w lewym górnym rogu wartość, o którą musimy przesunąć nasz pionek na księżycowym torze. Aktywnym graczem jest zawsze ten, kogo pionek jest na szczycie ostatniego stosu. Oznacza to, że w niektórych przypadkach możemy rozgrywać kilka tur z rzędu. Gracze mogą podnosić tylko jeden z trzech żetonów znajdujących się przed figurką księżyca. Owa figurka natychmiast przeskakuje na nowopowstałe puste pole. Jeśli wokół naszego koła pozostały już tylko dwa żetony, to aktywny gracz ma wybór – może podnieść jeden z nich, lub uzupełnić wszystkie pola i dopiero wtedy wybrać kafelek.

Jak wygrać grę? Musimy pozbyć się wszystkich 20 znaczników w naszym kolorze. Uczynimy to wykonując „zadania” obecne na kafelkach. Polegają one na zapewnieniu sąsiedztwa o odpowiedniej kolorystyce. Brzmi to trochę dziwacznie, ale w praktyce zasady są bardzo proste i przystępne.

Klimat

Tradycyjnie to nie ja czytałam instrukcję, więc zapoznałam się z nią dopiero po pierwszej partii. Dawno się tak nie uśmiałam czytając wstęp fabularny do gry. Nawet bym nie wpadła na taką tematykę. Wydawało mi się, że może mamy tu do czynienia z jakimiś marzeniami sennymi. Prawda jest taka, że jak to we wszystkich abstrakcyjnych grach temat jest tylko pretekstem do zrobienia ładnych grafik. Nie ważne, czy szyjemy kołderkę, obsadzamy grządki, czy tworzymy park rozrywki zamieszkany przez przedstawicieli rodziny niedźwiedziowatych.

Podsumowanie

Pan Rosenberg wyjątkowo lubi powielać jedną sprawdzoną mechanikę, ubierając ją w nowe szaty. Nie ma w tym nic złego, skoro gracze po nie sięgają. Ja osobiście odczuwam przesyt grami o układaniu tetrisa na planszy. Patchwork kiedyś bardzo mi się spodobał, ale po jakimś czasie zaczął nużyć. Second Chance okazało się dużo lepszą „rysowanką” od Doodle’a, ale żadna z nich nie zachwyciła na tyle, by pozostały w kolekcji. Nova Luna miała być powiewem świeżości, bo tutaj naszym celem nie jest zapełnienie przestrzeni, a stworzenie najoptymalniejszego układu kolorów kafelków sąsiadujących ze sobą. W efekcie dostajemy grę, w której moim zdaniem jest ogrom losowości i wpływ graczy na wynik końcowy jest w istocie niewielki.

W gronie doświadczonych graczy, właściwie za każdym kończyliśmy z 1-2 krążkami na ręce. Każdy z graczy był o krok od zwycięstwa, a nawet ten, kto wygrał nie widział w tym jakiejś swojej szczególnej zasługi. Prawie za każdym razem wybór kafelka był oczywisty – albo mieliśmy jeden zdecydowanie najkorzystniejszy, albo nie było różnicy. Właściwie nie mamy wpływu na pozostałych graczy, każdy patrzy tylko na swoją konstrukcję i ewentualnie kontroluje ile żetonów mają pozostali. Nie tego się spodziewałam.

Z zalet w każdym składzie – dwu, trzy i czteroosobowym grało nam się równie dobrze. Podczas pojedynku mamy trochę większą możliwość kontroli poczynań przeciwnika, ale nadal jest ona niewielka.

Werdykt

Nova Luna jest przyjemną, rodzinną i bardzo łatwą grą. Niestety dla graczy bardziej zaawansowanych jest zbyt losowa i daje za małą możliwość wpływu na przebieg rozgrywki. Nie jest w jawny sposób zepsuta, ale nie daje poczucia kontroli i budowania strategii, co obiecywała już we wstępie. Ot, podnosimy kafelki w pasujących kolorach, a jeśli akurat żadne się nie pojawią to musimy szybko zmienić plany. Niestety nadal najlepszą grą, z ulubionego gatunku Uwe Rosenberga, pozostaje Park Niedźwiedzi, który nawet nie został przez niego zaprojektowany. Nova Luna dostała w naszym domu ocenę 4 w skali BGG – niezbyt dobra, ale moglibyśmy zagrać znowu.

  • Wykonanie: +

    + Zgrabne, pięknie ilustrowane pudełko

    + Grube i wytrzymałe żetony

    – Niewiele elementów w pełnej cenie

  • Ocena końcowa: 4

    + Proste, familijne zasady

    – Brak głębi i wyborów

    – Przewaga gracza rozpoczynającego

    – Irytująca losowość kafelków

Dziękuję wydawnictwu Lucky Duck Games za przesłanie egzemplarza do recenzji.