Spartakus: Krew i Zdrada – unboxing i pierwsze wrażenia

Gale Force Nine dość często gości na moim blogu. Regularnie – w przemyśleniach na koniec miesiąca – wylewam swoje żale na podejście tej firmy do dodatków do Star Trek Ascendancy. Mogę Wam obiecać, że za tydzień do tej sprawy wrócimy bo dzieje się i jest to coraz dziwniejsze. Tymczasem jednak GFP udało się ostatecznie wydać po polsku grę, od której wydawnictwo GF9 rozpoczęło swą przygodę z planszówkami na bazie znanych licencji – Spartakus Krew i Zdrada! Dzisiaj unboxing podstawowej wersji gry, niedługo pojawi się unboxing dodatków, a w przyszłości recenzja całości.

Na pierwszym planie grafiki pudełka mamy Liama McIntyre, co część fanów serialu uważa za olbrzymi błąd i woleliby w tym miejscu widzieć Andy’ego Whitfielda.

Po zdjęciu folii możemy bliżej przypatrzyć się pudełku. Wszystko wygląda bardzo klimatycznie i robi świetne pierwsze wrażenie.

Z tyłu, mamy krótki opis gry, spis zawartości pudełka, logo oryginalnego wydawcy i stacji będącej właścicielem praw do IP. Co ciekawe na pudełku mamy również informację jakoby Spartakus trwał od dwóch do trzech godzin co wydaje się jednak optymistycznym założeniem, ale o tym później.

Boki pudełka – jak to zwykle u GF9 – są ozdobione ciekawymi grafikami, a po zdjęciu wieka możemy tam znaleźć kilka cytatów pochodzących prosto z serialu.

Coś jednak się nie zgadza. Mianowicie jeden z cytatów jest ugrzeczniony. Na pudełku mamy informację, że gra jest od lat siedemnastu, a część kart została przetłumaczona zgodnie z pierwotnym zamysłem autorów. Tutaj jednak słynny cytat z Gannikusa powinien brzmieć trochę inaczej i pamiętam, że wersja angielska była w stu procentach zgodna z serialem. Co ważne wprowadzało to mocny klimat i w tym akurat miejscu było uzasadnione. Taki to serial i taki to typ gry. Brutalny i ostry. Zresztą sami zobaczcie jak brzmi ten cytat w oryginale:

Przechodząc do zawartości pudełka jako pierwsza rzuca nam się w oczy instrukcja. Jest ona napisana dobrze, nie znalazłem w niej nieścisłości, czy błędów w tłumaczeniu. Osobiście grałem w angielskiego Spartakusa, więc musiałem sobie tylko przypomnieć pewne szczegóły.

Po wyjęciu instrukcji widzimy dwa z czterech Rodów biorących udział w rozgrywce. Pudełko ma idealnie dobrany rozmiar i jest zapakowane po samo wieko co zapobiega przemieszczaniu się elementów gry i powstawaniu bałaganu.

Dalej mamy masę żetonów dobrze zabezpieczonych i gotowych do wypchnięcia. Do tego plansza, która jest wyprodukowana na grubym i porządnym materiale, a do tego jeszcze wypraska skrywająca dwa opakowania kart, figurki i masę kości.

Sama mapa jest niesamowicie klimatyczna. Arena jest podzielona na heksy, po których nasi gladiatorzy będą się poruszać by żyć i umierać dla zysku swoich Panów. Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, to ta plama krwi to piękna sprawa i dowód na dbałość o detale – wyobrażacie sobie pojedynek gladiatorów w sterylnych warunkach? W rogach planszy mamy miejsce na zakłady bukmacherskie. Skoro jest sport to muszą być i pieniądze.

Same figurki są wykonane z innego tworzywa niż te oryginalne. Są dzięki temu mniej podatne na złamania, a wyglądają naprawdę dobrze.

Widzieliście już dwa rody, a tutaj możecie się zapoznać z kompletnym zestawem frakcji, którymi będziecie grali w Spartakusie. Mamy Batiatusa, Soloniusza, Tuliusza i Glabera. Każdy jest sportretowany przez zdjęcie z serialu – wiem, że sporo osób woli grafiki wykonywane przez artystów, ale ja wolę takie rozwiązanie. Przynajmniej nie ryzykujemy efektu, który wystąpił w Legendary Encounters: Firefly…

Co jeszcze? Mamy masę monet, żetony frakcji, ran, zwycięzców na arenie, mistrzów, a także znacznik gospodarza. No i tę tonę kostek, która w pierwszym momencie może odstraszyć kogoś kto do losowości w grze przyzwyczajony nie jest.

Karty intryg dzielą się na plany i reakcje (które zawierają strażników). Na każdej mamy wymagane wpływy, koszt zagrania, nazwę i opis działania. Co warte podkreślenia nazwa i akcja z karty najczęściej do siebie pasują i tak zagrywając spisek musimy się dogadać z innymi graczami by być w stanie zadać mocny cios innemu… albo nawet jednemu ze spiskowców, nieświadomemu zagrożeń w tej branży.

Czego potrzeba do bycia potężnym Domem i osiągnięcia założonych celów? Pieniędzy! Kto nam je zapewni? Niewolnicy! Najpierw trzeba ich co prawda kupić na targu, ale później zaczną na siebie zarabiać. Część z nich dodatkowo ma ciekawe umiejętności, niektórych można nawet od biedy wysłać do walki na arenę, a jak nam się taki już znudzi to zawsze możemy go spieniężyć.

No dobrze powiedzmy, że wyślemy tego niewolnika na arenę, ale przecież musi się jakoś prezentować. Nie mówię tu o ubraniu, a o sprzęcie! Zbroje, hełmy, miecze, siatki, lance – wszystko to można kupić na targu. Trzeba mieć tylko na to fundusze. Co ważne zasady działania ekwipunku są logiczne – w tym sensie, że miecz rzeczywiście działa w mechanice tak jak powinien miecz, a topór jak topór. Olbrzymi plus dla twórców.

W całym tym interesie najważniejsi są jednak gladiatorzy. Każdy jest inny, każdy ma swoje zalety, Gannikus nie ma wad. Na każdej karcie mamy krótki cytat, który z pewnością docenią fani serialu. Statystyki są czytelne, umiejętności nie wymagają wielostronicowych FAQ. Naprawdę porządnie wykonana praca.

Pierwsze wrażenia

Jak już wspomniałem, wielokrotnie miałem okazję zagrać w angielską wersję Spartakusa. Tytuł posiada proste zasady, ale wymaga sporo kombinowania i umiejętności wbijania noża w plecy. Serio – Gra o Tron to przy tym igraszka.

Gra jest podzielona na fazy.

  • W fazie utrzymania odświeżamy karty, leczymy obrażenia i podliczamy bilans finansowy.
  • W fazie drugiej intrygi dobieramy po trzy karty, zagrywamy plany i wykorzystujemy zasady specjalne Rodów i naszych Dóbr.
  • W fazie Targu możemy wymieniać się między sobą, następnie licytujemy karty z aukcji i wreszcie wykładamy pieniądze by zostać Gospodarzem najbliższej walki.
  • W fazie Areny Gospodarz otrzymuje jeden punkt wpływów i zaprasza dwóch graczy na arenę. Po otrzymaniu trybutu i zebraniu zakładów rozpoczyna się walka. Zwycięzca otrzymuje punkt wpływów i żeton zaszczytu, rozliczane są również zakłady.

Świetnie wypada zarówno walka nad stołem, dyskusje, przekupstwa, które są solą fazy intrygi jak i licytacje podczas targu. Żeby wygrać należy odpowiednio lawirować między prawdą i fałszem, a także odpowiednio inwestować swoje złoto. Sama arena jest emocjonująca i niejednokrotnie wynik walki odwraca się o 180 stopni po błędzie gracza posiadającego inicjatywę. Można zwyciężyć w grze ani razu nie wygrywając na arenie, ale jednak mocny gladiator ułatwia sprawę.

12 punktów wpływów potrzebnych do zwycięstwa w grze to dużo i mało. Nie mówię nawet o różnych poziomach startowych (w zależności od tego, czy chcemy wydłużyć, czy skrócić naszą rozgrywkę możemy startować od jednego, czterech, lub siedmiu punktów wpływów), a o syndromie bicia lidera. Jest to tutaj mocno odczuwalne, bo gracz który zbliża się do zwycięstwa może spodziewać się szybkiego spadku na ostatnią pozycję. Nie jest to może aż tak skrajny przypadek jak Munchkin, ale potrafi zaboleć.

W tym momencie dochodzimy do sporej wady Spartakusa – czasu rozgrywki. Niestety czteroosobowa rozgrywka w składzie znającym planszówki potrafiła nam zająć pięć godzin. W tym czasie spokojnie skończylibyśmy Twilight Imperium grając również w cztery osoby…

Mimo wszystko Spartakus to tytuł świetny. Niesamowicie klimatyczny, wyciskający z licencji wszystko to co najlepsze i dodając naprawdę ciekawą i pomysłową mechanikę. Osobiście bardzo polecam. A dodatki… O nich już niedługo!

PS.Jak ktoś jest zainteresowany to pod całym tekstem znajdują się zdjęcia kart 17+.

 

UWAGA ZDJĘCIA 17+

 

 

  • Krzysiek

    Gra jest genialna, zdecydowanie mój numer jeden. Co do czasu rozgrywki no cóż… Czasem 3 a czasem 5h. Różnie to bywa, ostatnio rozegraliśmy w 4h od 4pkt na 4 osoby. Ani minuty się nie nudziliśmy także czy ten czas rozgrywki to aż taki minus 😉 ?

    • Czas rozgrywki jest o tyle problematyczny, że można w analogicznym okresie rozegrać pełną partię w Twilight Imperium. Biorąc pod uwagę, że TI3 nadal niepodzielnie rządzi na szczycie mojej listy ulubionych gier to po prostu Spartakus nie ląduje na stole tak często jak na to zasługuje.