This War of Mine – pierwsze wrażenia

Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku wybuchła wojna w Bośni i Hercegowinie. Najbardziej znanym epizodem czteroletnich walk jest oblężenie Sarajewa. Podczas walk o miasto liczba mieszkańców zmalała o 36%, w stosunku do stanu z 1992 roku. W Sarajewie gwałtownie wzrosła liczba samobójstw i aborcji. Głód i choroby były na porządku dziennym, a ostrzał snajperski, czy artyleryjski skierowany w stronę cywili stojących po chleb nie był niczym szokującym.

W takich realiach umieszczono grę komputerową This War of Mine i o tym samym traktuje jej planszowy odpowiednik od znanego i lubianego Michała Oracza. Czy przenoszenie tak specyficznej gry komputerowej na planszę może okazać się sukcesem?

Wykonanie i opłacalność

Wersja Kickstarterowa kosztowała około 275-300 zł, w zależności od zastosowanego przelicznika w tamtym okresie. Dziś w sklepach wystarczy wydać około 165 zł, żeby móc się cieszyć wersją retailową. Oferuje nam ona znaczną część zawartości wersji KS. Dwanaście postaci z figurkami, dziennik wprowadzający w grę, księga skryptów, dwa scenariusze, karty (wydarzeń, przybyszów, znalezisk, intruzów, mieszkańców itd.), żetony zasobów, drewienka i zębatki komponentów, kostki walki, kość K10. Mojej żonie najbardziej przeszkadza brak psa w wersji sklepowej. Poza tym brakuje figurek bandytów, żołnierzy, czy kilku dodatkowych modułów. Pudełko swoje waży i cena jest naprawdę atrakcyjna. Gra jest ładnie wykonana, elementy są  przejrzyste i czytelne. Cała oprawa graficzna jest żywcem przeniesiona z komputerowego pierwowzoru i była to dobra decyzja. Figurki są dobrej jakości, choć nie jest to poziom gier bitewnych.

Instrukcja i gra po otwarciu pudełka

Twórcy od dawna chwalili się brakiem typowej instrukcji w swojej grze i możliwością natychmiastowej rozgrywki zaraz po rozfoliowaniu pudełka. Wiele osób zastanawiało się, czy rozwiązanie to będzie dobrze działało i czy zrewolucjonizuje branżę. Zdecydowaliśmy się zagrać dokładnie w taki sposób i… nie wiem do końca jak to wszystko ocenić. Z jednej strony byliśmy w stanie bez zaglądania do internetu i bez większych trudności nauczyć się gry w sposób jaki zaproponowali nam twórcy. Z drugiej strony nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że normalna instrukcja i – przede wszystkim FAQ wyjęty z księgi skryptów – przyśpieszyłyby naszą pierwszą turę, która trwała co najmniej półtorej godziny. Długi czas nauki powodował też sposób spisania zasad. Michał Oracz chciał prawdopodobnie udzielić odpowiedzi na każde możliwe pytania i przez to musicie się przebić przez masę tekstu tłumaczącego na przykład co w języku polskim znaczą słowa „lub” i „aby”… Z trzeciej strony patrząc na część pytań o zasady na grupie Facebookowej to może i jest dla pewnej części graczy konieczne…

Mechanika

Po rozegraniu pierwszej tury wiadomo już jak grać i muszę przyznać, że choć poziom trudności rozgrywki jest bardzo wysoki, to same zasady są proste do zrozumienia i dalsze tury szły nam bardzo sprawnie. Podział na pory dnia jest sensowny, przekazywanie sobie lidera działa bardzo dobrze, a wspólna pula postaci była świetnym wyborem twórców. Podobnie jak w Pierwszych Marsjanach tak i tutaj wszystkie wydarzenia dają nam w kość, wszystko się wali, psuje, a na dodatek na każdym kroku coś lub ktoś próbuje nasze postacie pozabijać. Tyle, że tutaj mnie to tak nie irytuje, a nawet mi się podoba. Nie potrafię tego do końca wytłumaczyć, ale tutaj postrzegam to jako zaletę, a nie wadę. Zarządzanie własnym schronieniem jest dobrze pomyślane, wyprawy choć proste mechanicznie, są naprawdę ciekawe, a ochrona naszego domu przed bandytami pokazuje naszą bezradność wobec całej wojennej zawieruchy. Nie do końca odpowiadają mi się czysto fabularne wstawki skryptów, które nic mechanicznego nam nie dają, a jedynie mają opowiadać historię oblężonego miasta.

Klimat

Z klimatem sprawa jest specyficzna. Z jednej strony czuć, że jesteśmy mieszkańcami oblężonego miasta, wszystkie mechanizmy starają się symulować naszą ciężką sytuację i rzucają nam pod nogi kłody z sensownych powodów. Naszym priorytetem jest zadbanie o nasze schronienie, a następnie wyprawy do miejsc takich jak stary supermarket, czy zbombardowana szkoła, w celu pozyskania jakichkolwiek użytecznych zasobów i przedmiotów, tak bardzo potrzebnych nam do przeżycia. Najciekawszy był dla nas moment gdy spotkaliśmy obwoźnego handlarza, z którym dokonaliśmy olbrzymiej wymiany, oddając niemalże wszystko co posiadaliśmy za leki i alkohol. Ten alkohol i tak nam w nocy ukradziono…

Z drugiej strony sporo osób mówiło o przytłaczającym klimacie, który niektórym wręcz nie pozwala cieszyć się z gry. Czegoś takiego zdecydowanie nie zaobserwowałem. Nie jest to gra nastawiona na opowiadanie historii tak bardzo jak Tales of The Arabian Nights, nie jest to także gra legacy, w której mamy większe szanse związania się z naszymi postaciami. Ja wiem, że gra opowiada o ciężkich i smutnych wydarzeniach, że pokazuje wojnę oczyma cywila, ale tak jak nie płaczę po straconych żołnierzach w Conflict of Heroes, tak nie rozpaczałem po śmierci Borisa z rąk nożownika… Najlepiej aspekt ten podsumowała koleżanka, która z nami grała w This War of Mine:

Żeby mnie ta gra smuciła to absolutnie nie… Okradłam staruszkę i mnie to bardzo rozbawiło…

Podsumowanie

W kategorii gier opowiadających historię, This War of Mine nie ma moim zdaniem startu ani do Tales of The Arabian Nights, ani do T.I.M.E. Stories. Tamte robią to po prostu lepiej bo są nastawione tylko i wyłącznie na ten aspekt. Jednakże jeśli chodzi o ciężkie gry kooperacyjne, to jest to dla mnie nowy lider w tej kategorii. Pierwsi Marsjanie jak wiecie totalnie mi nie podeszli, tak samo Pandemic, czy Robinson Crusoe. This War of Mine ma w sobie to coś, dzięki czemu chętnie usiądę do kolejnej rozgrywki. Jest ciężko, jest to wieloosobowa gra solo, ale daje naprawdę masę satysfakcji. Największym problemem jest czas rozgrywki. Rozegranie pełnego scenariusza podstawowego zajmuje na oko 5-7h. W tym czasie można zagrać w Twilight Imperium… This War of Mine polecam sprawdzić. Nie jest to gra dla każdego, ale jeśli lubicie ciężkie kooperacje, lub gry opowiadające historię to powinniście być zadowoleni.

  • jaroslawczajaZnadPlanszy

    5-7 godzin… Ekmhmm.

  • „Żeby mnie ta gra smuciła to absolutnie nie… Okradłam staruszkę i mnie to bardzo rozbawiło…” z takim nastawieniem, to i strzelanie do bezbronnych, samobójstwa, kradzieże, które powodują śmierć okradanych będą niczym specjalnym. Widać koleżance ciężko wczuć się w opowieść o brutalności i bezsensowności wojny, o której TWoM stara się opowiedzieć (komputerowa i planszowa) lub po prostu tego od gier nie oczekuje i interesuje ją granie dla grania. Obie wersje są do przyjęcia, bo każdy jest przecież inny, ale na pewno nie jest to argument, że gra nie porusza ciężkich i poważnych tematów. Trzeba tylko poczuć o czym ona jest. TWom raczej nie aspirował do tytułu, który ma zagrozić takim grom jak Tales of The Arabian Nights, czy T.I.M.E. Stories. To od początku miała być mocna mechanicznie gra kooperacyjna o mocnym i dającym do pomyślenia tytule. Oba te elementy miały być mocnymi filarami gry. „Jednakże jeśli chodzi o ciężkie gry kooperacyjne, to jest to dla mnie nowy lider w tej kategorii” z tym coraz bardziej się zgadzam 🙂

    • Tycjan, ale ja napisałem w kilku miejscach, że gra porusza ciężkie tematy.

      Dodam, że w wyżej wymienionych tytułach jak T.I.M.E. Stories i Tales taki poziom „wczucia” osiągało się bez problemu. Nie jest to wada gry, ale jak sam napisałeś TWoM do tego nie aspirował. Jednakże czytając opinie innych myślałem, że jednak ta historia będzie na pierwszym planie.

      • Odniosłem się do cytatu koleżanki.
        Ja podczas gry już w kilku momentach zapomniałem o mechanice i historia (wydarzenie) była jedyny co miałem w głowie, a ręka zastygła mi nad planszą…