Pierwsi Marsjanie – ostatnie wrażenia

Pierwsi Marsjanie to jedna z najgłośniejszych premier tego roku. Następca Robinsona Crusoe, który według wielu jest jedną z najlepszych gier planszowych w historii, miał łatwo podbić rynek i z miejsca zdobyć wszystkie możliwe nagrody Gry Roku w kraju i na świecie. Choć fanem poprzednika nie byłem, to Przygody na Czerwonej Planecie zamówiłem w przedsprzedaży bez wahania, dzięki czemu mogliście oglądać zdjęcia z unboxingu już w lipcu. Sprawdzona mechanika w klimatach bazy NASA na Marsie? To musiało się udać! Jak się okazuje nie do końca…

Zacznę od wytłumaczenia czemu tekst nazywa się ostatnie, a nie pierwsze wrażenia. Zwykle gdy rozegram kilka partii, jestem gotowy z czystym sumieniem wrzucić moje odczucia w formie pierwszych wrażeń, będących wstępem do późniejszej recenzji. Wiem, że będę w nią dalej grał, ale chcę się już podzielić z Wami moją opinią. Tutaj jest inaczej. Zagrałem w Pierwszych Marsjan cztery rozgrywki, w trzy pierwsze scenariusze i absolutnie nie mam zamiaru mojej „przygody” z tym tytułem kontynuować. Po co się męczyć…

Z czym kojarzy Wam się Robinson Crusoe? Z przygodą, szalonymi scenariuszami, sensowną mechaniką i walką o rozbudowę swojego obozu. Niektórzy twierdzą też, że była to ciężka gra, ale ja się z tym zgodzić nie mogę. Nie żebym grał w nią jakoś dużo, bo też tylko trzy scenariusze, ale wszystkie na spokojnie wygrane w dwuosobowym składzie. Dobra optymalizacja była kluczem do sukcesu.

W Pierwszych Marsjanach nie znalazłem nic z powyższych zalet Robinsona. Przygoda? Gdzie tam, jest sucho jak na powierzchni Marsa. Szalone scenariusze? Konwencja jest taka, że ma być naukowo i nie ma co się spodziewać ataku nazistów z ciemnej strony księżyca. Sensowna mechanika? Instrukcja była ciężka do przetrawienia, ale niby wszystko działa, choć eleganckim systemem bym tego nie nazwał. Rozbudowa obozu? Raczej walka z bublem rodem z Chin, a nie zaawansowaną bazą NASA. Optymalizacja kluczem do sukcesu? Raczej liczenie na łaskę aplikacji…

W każdej z czterech rozgrywek Pierwszych Marsjan zamiast sensownie rozbudowywać naszą bazę, wybieraliśmy mniejsze zło. Ta gra jest symulatorem strażaka na Marsie. Albo pogotowia wodociągowego. Tutaj nie jesteś architektem, który planuje jak ustawić system rurek z wodą, żeby sensownie doprowadzał H2O do całego domu i dał radę w wypadku jakieś katastrofy. Tutaj na początku połowa rur ci pęka, ty próbujesz to łatać, ale jednocześnie widzisz jak pękają kolejne rury, wali się dach, a w ogóle piekarnik się zapala i podpala ulatniający się gaz…

To naprawdę nie jest fajne, gdy gra cały czas rzuca Ci „fortepianina” na głowę i w ten sposób zwiększa poziom trudności. Momentami nie miało znaczenia, czy gramy optymalnie, czy robimy jakieś błędy. Aplikacja po prostu rzucała w nas kolejnymi dramatami, na kostkach wychodziły nam kolejne awarie, a dociągane karty miały dla nas straszne konsekwencje. Optymalizacja? Co tu mamy optymalizować kiedy cała ta gra każe mi po prostu reagować na pożary i mieć nadzieję, że starczy czasu na osiągnięcie celu fabularnego?

Oczywiście Trzewik broni gry, że przecież to nie przygoda na bezludnej wyspie, a naukowa wyprawa na Marsa. Dobrze, ja to akceptuję i naprawdę cieszyłem się na takie realia. Niestety klimat przez te wszystkie wydarzenia strasznie siada. Serio ktoś uważa, że baza będąca najważniejszym projektem kosmicznym w historii ludzkości, będzie taka wadliwa? To nie jest realne.

Najbardziej w Pierwszych Marsjanach nie przeszkadza mi sztuczne podnoszenie poziomu trudności, brak klimatu, ani ciężka instrukcja. Na Marsie jest po prostu przeraźliwie nudno. Całe to przesuwanie znaczników, wybieranie co ma działać, a co nie, eksploracja powierzchni planety… Nic tutaj nie porywa, nic nie angażuje emocjonalnie. Wszyscy gracze, z którymi testowaliśmy ten tytuł mieli podobne odczucia. Tutaj jeszcze dodam, że gra jest bardzo podatna na syndrom lidera i na mój gust jest „wieloosobową grą solo„.

Wystawiając tej grze ocenę na BGG jak zwykle kierowałem się definicjami podawanymi na tej stronie. Przy trójce jest napisane – „Raczej w to nie zagram, ale można by było mnie przekonać. Zła gra.„. Dość dobrze oddaje to moje ogólne odczucia. Niejako na zachętę i żeby docenić Marsjan względem SeaFalla wystawiłem na BGG ocenę 3.5. Nasza Przygoda na Marsie jest już zakończona. Raczej tam z Portalem nie wrócimy, a szkoda.

0 Udostępnień