Pulsar 2849

Pulsar to – według definicji z Wikipedii – obiekt astronomiczny wyróżniający się tym, że wysyła w regularnych, niewielkich odstępach czasu impulsy promieniowania elektromagnetycznego. Według najpopularniejszych teorii to rodzaj gwiazdy neutronowej, czyli obiektu powstałego po wybuchu supernowej. Fantastyka naukowa teoretyzuje o możliwości ujarzmienia tej energii i wykorzystania jej w celach szerzenia wartości Ziemskich w całej galaktyce. Właśnie w takiej konwencji Vladimir Suchy z CGE wydał swoją najnowszą grę.

Przybliżenie gry

Pulsar 2849 to eurogra, tak sucha jak nazwisko autora i ten oklepany żart, w której od dwóch do czterech osób eksploruje kosmos… porusza się rakietkami po ciemnej mapie, buduje żyrostacje… kładzie żetony kontroli nad Pulsarami, rozwija technologie… zdobywa dodatkowe akcje i punkty zwycięstwa, a także buduje bazy na planetach… oznacza ile planet udało mu się odwiedzić podczas rozgrywki. Czy kosmiczna gra, totalnie pozbawiona klimatu i oparta o – rzadko spotykaną w planszówkach – mechanikę mediany ma szansę na sukces w dzisiejszym świecie?

Elementy gry

Pierwszym, co rzuca się w oczy jest wykonane z wyjątkowo wątłej tektury pudełko, które przypomina trochę te z poprzedniej dekady. Duża dwustronna plansza jest dobrej jakości, ale za to grafika ją pokrywająca jest ciemna i ponura. Z drugiej strony taki jest kosmos i był to chyba specjalny zabieg twórców. Gracze którzy mieli okazję grać w poprzednie tytuły CGE z pewnością rozpoznają część znaczników, czy rakietki znajdujące się w pudełku. Znajdziemy tam również planszę kości, żyrostacji, modyfikatorów kości, nagród konstruktorskich, centrali, technologii, kafle celów i transmiterów. Zajmuje to olbrzymią ilość miejsca i gdyby nie stół kupowany pod Twilight Imperium to chyba bym się z tym wszystkim nie pomieścił. W pudełku znajdują się jeszcze całkiem przyjemne kości, kafelki systemów planetarnych, zestawy elementów dla czterech graczy, kostki inżynierów i premie eksploracyjne. Do gry dołączono także całkiem dobrze napisaną instrukcję, arkusze pomocy i podręcznik technologiczny. Z jednej strony na pierwszy rzut oka widać, że gra jest wydana budżetowo, ale z drugiej mamy sporo elementów, które można otrzymać za naprawdę atrakcyjną cenę, zwłaszcza jak na dzisiejsze standardy.

Jak w to się gra?

Gra trwa osiem rund, każda z nich została podzielona na trzy fazy.

  1. Faza kości – pierwszy gracz rzuca siedmioma, lub – w zależności od liczby uczestników – dziewięcioma kośćmi, a następnie wyznacza medianę. Po wykonaniu tej prostej czynności, pierwszy gracz wybiera swoją kość, następnie drugi, trzeci i czwarty. Drugą kość wybieramy w odwrotnej kolejności. Tutaj pojawia się sens wyznaczania mediany. W zależności od odległości danej kości od mediany, musimy przesunąć się na torze kolejności lub inżynierów odpowiednio w lewo albo w prawo, o daną liczbę pól. W ten sposób zmienia się kolejność graczy w grze i otrzymywanych na koniec rundy bonusów. Gra dwuosobowa rządzi się odrobinę innymi zasadami, ale sens jest identyczny.
  2. Faza akcji – począwszy od pierwszego gracza z początku rundy, wszyscy wykorzystują obie swoje kości. Wygląda to podobnie do Zamków Burgundii, ponieważ interesuje nas dokładna wartość na kostce, którą wykorzystujemy do wykonania konkretnej akcji z planszy lub ruchu stateczkiem. Możemy kupować żyrostacje, uruchamiać żyrostacje, kupować transmitery, uruchamiać transmitery, kupować technologie, uruchamiać technologie itd. Oczywiście dla zniwelowania wpływu losowości w grze pojawiają się modyfikatory kostek.
  3. Faza produkcji – ustalamy nową kolejność graczy, otrzymujemy bonusy z toru inżynierów i z naszych transmiterów, a także zdobywamy punkty na koniec rundy.

Gra kończy się po ośmiu rundach i na koniec zdobywamy punkty za większość rzeczy, które rozwijaliśmy i zdobywaliśmy w czasie rozgrywki, a także za wykonane cele.

Klimat

Klimatu w Pulsarze nie ma. Twórcy nawet nie silili się na udawanie, że ta gra ma być czymś więcej niż suchym euro od Vladimira Suchego.

Podsumowanie

Pulsar 2849 to kolejny sukces w portfolio wydawniczym Czech Games Edition. Podobno Czesi wydali kiedyś słaby tytuł, ale ja nie miałem okazji w niego grać. Kiedyś myślałem, że jedynym poważnym autorem w tej firmie jest Vlaada Chvatil, ale okazuje się, że Vladimir Suchy również jest utalentowanym twórcą.

Mechanika gry jest przystępna i dość łatwo ją wytłumaczyć. Wiem, że część osób w internecie narzeka na mało intuicyjne rozwiązania, z medianą na czele, ale dla mnie to właśnie jest wyróżnikiem tego tytułu, na tle pozostałych gier. Według mnie wszystkie mechaniki są proste i świetnie działają. Co ciekawe – choć nie można zupełnie pominąć w rozgrywce pewnych elementów – dróg do zwycięstwa jest wiele, ale końcowe wyniki graczy są zwykle bardzo porównywalne.

Rozgrywka jest szybka i przyjemna w każdym składzie osobowym. Dokooptowywanie nowych graczy do Pulsara nie nastręcza większych problemów i po pierwszej rundzie każdy już wie o co w tej grze chodzi. Oczywiście gra jest w stylu easy to learn hard to master, więc trochę czasu jej trzeba poświęcić, ale naprawdę warto.

Pulsar 2849 jest dość budżetowo wykonany, ale za tę cenę nie ma co narzekać. Większym – i to dosłownie – problem jest ilość miejsca, którą zajmuje. Jak na grę, którą spokojnie możemy rozegrać w godzinę, konieczność zajęcia całego stołu jest małym absurdem. Może to miało wyglądać monumentalnie, może chodziło o czytelność, ale naprawdę nie wyobrażam sobie grania w Pulsar w warunkach niedomowych.

Werdykt

Pulsar 2849 to naprawdę dobra gra. Mogę narzekać na wykonanie, ale cena jest bardzo zachęcająca. W Pulsara gra się bardzo przyjemnie, a losowe przygotowanie elementów rozgrywki zwiększa jego żywotność. Z każdą gra ten tytuł pokazywał mi coraz więcej możliwości i mnogość dróg prowadzących do zwycięstwa. Moja ogólna ocena to 8 – chętnie w Pulsar zagram i namawiam innych do tego samego.

Dziękuję Wydawnictwu Rebel za przesłanie gry do recenzji
14 Udostępnień