Viticulture

W 2010 roku premierę miały dwie gry o wytwarzaniu wina. Ponieważ w tamtych czasach premiery nie były aż tak liczne, a i dostęp był do nich był bardziej utrudniony, to przywiezione z Essen przez kolegę Grand Cru ogrywaliśmy do przesytu. Z tego powodu nigdy nie zagrałem w Vinhos, a pojawienie się w 2013 roku Viticulture skwitowałem wzruszeniem ramion. Ile można grać w gry o tej samej tematyce? Od tego czasu nazwisko Jamey’ego Stegmaiera stało się rozpoznawalne dla każdego fana planszówek, a samo Viti pięło się coraz wyżej w rankingu BGG. Wraz z wydaniem polskiej wersji tego tytułu uznałem, że czas wrócić do sadzenia winogron i sprzedawania chętnym butelek wina.

Przybliżenie gry

Jamey Stegmaier jest znany jako twórca gier przystępnych. Bierze z pozoru ciężki mechanicznie temat i ubiera go w zasady przejrzyste nawet dla początkujących graczy. Jestem zachwycony prostotą i sprytem zasad Tapestry, czyli jednej z lepszych gier cywilizacyjnych. Większość graczy chwali jego podejście do 4X zaprezentowane w Scythe, choć na nas akurat ten tytuł nie zrobił najlepszego pierwszego wrażenia, jednak teraz rozważamy danie jej drugiej szansy.  Wydawałoby się, że Viticulture będzie wielogodzinnym, skomplikowanym euro traktującym o prowadzeniu przedsiębiorstwa winiarskiego. Tymczasem jest to prosty worker-placement z realizacją kontraktów i używaniem kart akcji. Czy w moim odczuciu bliżej temu do geniuszu Tapestry, czy rozczarowania jakim było dla mnie Scythe?

Elementy gry

Viticulture to według mnie świetnie wykonana gra. Jedynym problemem jest niestandardowy wymiar pudełka, który nijak nie pasuje do całej reszty naszej kolekcji. Poziom wykonania jest jednak bardzo wysoki. Karty niewymagające koszulkowania w dzisiejszych czasach zdarzają się naprawdę rzadko. Pionki budynków wyglądają dobrze i są wykonane z wytrzymałego materiału. Plansza jest ładna i przejrzysta, a karty pól uprawnych idealnie się z nią komponują. Figurki naszych robotników są bardzo porządne, a przezroczyste znaczniki zawsze poprawiają ogólny odbiór gry. Wykonaniem jestem zachwycony, ale wiąże się ono niestety z wysoką ceną gry. Jakość komponentów w pewien sposób ją usprawiedliwia, ale nowa rzeczywistość cenowa w jakiej się znaleźliśmy z naszym hobby nadal mnie smuci.

Jak w to się gra?

Viticulture to, jak już wspomniałem, prosty worker placement. Posiadamy trzy pola, na których będziemy sadzić winorośle, a także dysponujemy pewną pulą pracowników, którą w trakcie gry będziemy powiększać. Celem gry jest zdobycie 20 punktów zwycięstwa i nie jest to długotrwałe, mozolnie realizowane zadanie, tylko właściwie wyścig po punkty. Niezrozumienie tego prostego faktu może powodować pewne tarcia, o czym szerzej w podsumowaniu.

Gra składa się z rund (lat), każda dzieli się na cztery pory roku:

  1. Wiosna – tutaj wybieramy bonusy i kolejność w jakiej będziemy wykonywać akcję w danym roku.
  2. Lato – w czasie trwania tej pory roku będziemy wykonywać akcje letnie, które w skrócie pozwalają rozwijać naszą winnicę pod kątem infrastrukturalnym.
  3. Jesień – dostajemy nowe karty gości (tutejszy odpowiednik kart akcji).
  4. Zima – w czasie trwania tej pory roku będziemy wykonywać akcje zimowe, czyli czerpać zysk z naszych inwestycji – to w tym momencie zbieramy winogrona, tworzymy wino i realizujemy drogocenne kontrakty.

Ciekawą mechaniką jest zastosowanie wspólnej liczby pracowników dla całego roku. Jeśli wykorzystamy zbyt wielu pracowników latem, to zimą zabraknie rąk do zbierania dojrzałych gron, czy wytwarzania wina. Co więcej każde pole akcji posiada konkretną liczbę pracowników, która w danym roku może je wykorzystać i jest ona zależna od liczby graczy.

Jak można się domyślić, w grze będziemy sadzić winorośle, zbierać z nich białe i czerwone winogrona, produkować białe, czerwone, różowe i musujące wina, a następnie wymieniać je na punkty poprzez realizację zamówień z kontraktów. Co ważne, realizacja tychże daje nam dodatkową produkcję pieniędzy na koniec każdej rundy, co powoduje – zaplanowany przez autora – efekt kuli śnieżnej.

Gra kończy się w roku, w którym dowolny gracz przekroczy barierę 20 punktów zwycięstwa.

Podsumowanie

Viticulture to fenomenalna gra do wprowadzania nowych graczy w zaawansowane planszówki. Uwielbiam gry, które spodobają się geekom, a nowicjuszy łatwo wprowadzą w kilka nowych mechanik. Za pomocą Viticulture nauczę nowych graczy jak działa worker placement, jak optymalizuje się działania w grze, żeby wykonać wysoko punktowane kontrakty, a także jak zarządzać wspólną ręką kart kilku różnych rodzajów. Często chwalę prostotę i przystępność zasad, ale tutaj mamy do czynienia z idealnym gatewayem+, czyli grą „drugiego rzutu” dla poznających nasze hobby.

Co najważniejsze, Viticulture sprawia mi olbrzymią przyjemność. Zaawansowany gracz może odnaleźć tutaj duże pole do popisu. Czy zdecyduje się iść w masę pracowników, czy ograniczoną produkcję i konsekwentną realizację kontraktów już od pierwszych rund? Będzie dążył do szybkiej produkcji win niskiego poziomu, a może rozbuduje piwnicę i skieruje swoje działania w kierunku bardziej wykwintnych produktów? Kartami gości będzie wspierać swoje letnie, czy zimowe akcje? Decyzji jest sporo, a każda ma olbrzymie znaczenie, ponieważ miejsca na pomyłkę jest wbrew pozorom bardzo niewiele.

Duże tempo rozgrywki jest spowodowane dość krótkim czasem partii i możliwością skończenia gry, gdy część graczy dopiero zaczyna budować swój „silniczek”. Jeśli jesteście stałymi bywalcami bloga to wiecie, że jestem graczem uwielbiającym rushować rozgrywkę. Dla mnie Viticulture jest niemalże wyścigiem i pozwala mi grać w moim ulubionym stylu. Premiuje agresywną grę, choć wymaga ona odrobiny szczęścia przy dociągu pierwszych kontraktów. Mam też wątpliwość, czy rozgrywka powinna być zbudowana w ten sposób, że od 1/4 partii nie opłaca mi się wysyłać pracowników do działań letnich. Przez to nie mam potrzeby posiadać ich dużej liczby, a jednocześnie połowa planszy jest dla mnie zwyczajnie niepotrzebna.

Wspomniana olbrzymia losowość w doborze kart, która ma diametralny wpływ na całą rozgrywkę, jest największą wadą tytułu. Jeśli kontrakty podpasują nam do posiadanych przez nas winorośli to zyskujemy znaczącą przewagę nad przeciwnikami. Wcześniej oczywiście trzeba zasadzić winorośle i tutaj wspiera nas szczęście przy doborze kart zielonych. Kto szybko zdobędzie wartościową kombinację, pozwalającą zbierać sensowną liczbę winogron ze swoich pól, ten znowu zyskuje przewagę. To samo tyczy się kart gości. Są goście sytuacyjni, ale też ewidentnie lepsi od reszty i dający punkty zwycięstwa relatywnie niewielkim kosztem. Wszystko byłoby do wybaczenia, gdyby ta losowość była w jakimkolwiek stopniu kontrolowana. Niestety nie jest.

Werdykt

Proste zasady, zazębiające się mechaniki, gra do zagrania w niemalże każdym gronie graczy planszowych. Viticulture kupiło mnie od pierwszej partii. Dla mnie tempo rozgrywki, poziom skomplikowania, czas pojedynczej partii – wszystko jest idealnie wyważone i skrojone pode mnie. Moim współgraczom przeszkadzały jednak szybko kończące się rozgrywki i brak możliwości mozolnego rozwoju swojej winnicy. Sam uważam za wadę słabość letnich akcji po skończeniu początkowej fazy rozgrywki i bolesną losowość dociągu kart. Ponieważ jest to moja recenzja, a nie efekt pracy zbiorowej, to Viticulture dostanie mocne 8 – jest to kolejna bardzo dobra gra Jamey’ego Stegmaiera, którą niewątpliwe warto poznać.

  • Wykonanie: +

    + Szata graficzna gry

    + Wszystkie drewniane elementy

    + Jakość kart

    – Niewymiarowe pudełko

  • Ocena końcowa: 8

    + Prostota zasad

    + Mnogość możliwości

    + Wysokie tempo rozgrywki…

    – … które dla Marysi jest największą wadą gry

    – Losowość kart, mająca znaczący wpływ na końcowy wynik partii

Gra otrzymana w ramach patronatu serwisu Znadplanszy.pl