APERIODYK#19 Rozliczenie oczekiwań edycja 2019

Jak zwykle w styczniu, muszę rozliczyć swoje oczekiwania na ubiegły rok. W 2019 zamiast standardowej listy 10 tytułów, przybliżałem Wam najciekawsze zapowiedzi kilku największych polskich wydawnictw. Na naszym rynku miała pojawić się masa zagranicznych hitów, jak i wiele zupełnie nowych planszówek. Moje przewidywania na rok 2018 były w większości mocno nietrafione. Część oczekiwanych gier okazała się niewypałami, premiery większości zostały znacząco opóźnione i w efekcie tylko dwie stanęły na wysokości zadania. Czy w tym roku było lepiej? Ile z zapowiedzianych gier się ukazało i – a może przede wszystkim – które z nich spełniły pokładane w nich oczekiwania?

Wydawnictwo Rebel

W zeszłym roku Wydawnictwo Rebel zaszalało. Wprowadzili na polski rynek aż cztery bardzo głośne tytuły. Mieli kilka potknięć, ale chyba każdy się zgodzi, że 2019 to jeden z najlepszych okresów nadmorskiego wydawnictwa. Nikt nie może już powiedzieć, że wydają oni tylko małe, imprezowe gierki. W drugiej połowie roku dużym zmianom uległ również marketing firmy. Niektóre zmiany są dość kontrowersyjne, ale o tym w osobnym tekście.

Zacznijmy od tytułów, które nie zdążyły do nas dotrzeć w zeszłym roku. Na Everdell czekaliśmy już dość długo, ale w tym tygodniu dotarł do wszystkich zamawiających przedsprzedaż (m.in. mnie). Prawdopodobnie miał on być idealnym prezentem pod choinkę, ale niestety nie znalazł drogi do naszych kominów. Drugim spóźnialskim jest Harry Potter Hogwarts Battle, którego nie wspominałem w tekście, bo wtedy jeszcze nie wiedziałem, że się ukaże (pierwsze plotki pojawiły się w lutym). Ten tytuł rozminął się ze świętami o włos, ale już zadomowił się u graczy. My na razie nie zdecydowaliśmy się na zakup.

Teraz czas na rozczarowania. O Ostatnich Chwilach Billiego Kerra już pisaliśmy (link) – jest to jedno z największych rozczarowań w naszej planszówkowej karierze. Ciekawa historia, ubrana w złą mechanikę, nie mogła uratować tego tytułu. Na Skrzydłach miało świetny marketing i zostało ciepło przyjęte przez masę graczy, ale niestety my nie należymy do tego grona. Złośliwi stwierdzą, że krytykowanie tego tytułu stało się modne, ale cóż ja poradzę, że po prostu mi się on nie spodobał (link). Grafiki i tematyka są świetne, ale mechanicznie jest tu nijako i zbyt losowo. Ostatnim rozczarowaniem jest tak długo wyczekiwany Sherlock Holmes Detektyw Doradczy. Od razu zaznaczę, że nie jest to zła gra! Niestety albo coś nie zadziałało w tłumaczeniu, albo nie umiemy się przestawić na tryb rozumowania niezbędny do grania w ten tytuł. Rozegraliśmy dwa scenariusze, udało nam się je „przejść”, ale nie mamy ochoty siadać do kolejnego.

Był też tytuł, o którym w zasadzie… zapomnieliśmy. Twórcy odpowiedzialni za Troyes, ciekawy pomysł i piękne grafiki nie przełożyły się na silny marketing. Szczerze mówiąc nawet nie wiem kiedy była premiera Soleni. Przeszła po cichutku, nie trafiła do naszego zbioru planszówkowego i raczej się nie zapowiada, żeby miało się to zmienić.

Na osłodę zostawiliśmy gry, które dostosowały się do oczekiwań, a kilka ich było. Zacznijmy od Welcome to, które zawitało u nas na długo przed ogłoszeniem polskiej wersji i nadal plasuje się na szczycie naszego prywatnego rankingu Roll&Write’ów (link). Prostota połączona z dużą różnorodnością celów daje świetny i bardzo regrywalny tytuł. Szkoda tylko, że dodatki są średnie. W przypadku Nemesisa po kiepskim pierwszym wrażeniu było coraz lepiej, aż w końcu mnie zachwycił. Dostałby dychę (link), gdyby nie wygórowana cena, którą można było obniżyć rezygnując z części plastiku, bez szkody dla gry.

Władca Pierścieni Podróże przez Śródziemie musiał zmierzyć się z bardzo wysoko postawioną poprzeczką. Tytuł ten miał czerpać wszystko co najlepsze z mechaniki Posiadłości Szaleństwa 2ed i umiejscowić to w jednym z moich ulubionych uniwersów. Wielu narzekało na błędy w aplikacji, za dużo grania z komputerem i nieciekawą rozgrywkę. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia o co chodziło owym krytykom, bo my jesteśmy Władcą zachwyceni (link). Obecnie ogrywamy dodatek, więc jego recenzja powinna się niedługo pojawić na blogu.

Ostatnim tytułem w tej kategorii będzie zaskakująca premiera – Star Wars Zewnętrzne Rubieże. W styczniu jeszcze o niej nie wiedziałem, ale kupiłem ją kiedy tylko się pojawiła. Jest to kolejna rebelowa premiera, która spolaryzowała środowisko graczy. U nas w domu została ciepło przyjęta, ale nie odważyliśmy się w nią zagrać w więcej niż trzy osoby, z powodu dość dużego downtime’u. Radosne latanie po galaktyce bardzo nam się podoba, a losowość, która potrafi zdecydować o wygranej nie przeszkadza. W tym przypadku gramy nie dla zwycięstwa, a po to by przeżyć przygodę.

Portal Games

Portal w tym roku umocnił swoją pozycję wśród najważniejszych polskich wydawnictw. Firma dynamicznie się rozwija i znacząco zwiększyła swoją aktywność w mediach społecznościowych. Przeobrażeniu uległ nie tylko wizerunek, ale powstał również nowy sklep wydawnictwa. Zobaczymy, co szykuje dla nas wydawnictwo z Knurowa w 2020. Tymczasem podsumujmy tytuły, którymi Portal uraczył nas w 2019 roku.

Ponownie zacznijmy od opóźnień – Cthulu Death May Die i New Frontiers ukażą się dopiero w 2020 roku. Nie jest to dla mnie emocjonująca informacja, ponieważ na żaden z tych tytułów nie czekam z wypiekami na twarzy. Ten pierwszy to kolejny przedstawiciel gier z toną plastiku, za którymi nie przepadam. Drugi miałem już w swojej kolekcji i niestety mnie rozczarował. Szukałem Puerto Rico w kosmosie, a dostałem Race for the Galaxy z planszą. Dla niektórych to zaleta, dla mnie niestety nie.

Teraz zajmijmy się szczyptą dziegciu, czyli rozczarowaniami. Teotihuacan miał niespodziewaną prapremierę na zeszłorocznym Portalconie i właśnie wtedy go zakupiłem. Moja Małżonka jest fanką ciężkich euro, a ten przedstawiciel gatunku zebrał hurraoptymistyczne zagraniczne recenzje. Niestety okazało się, że mamy tu duży przerost formy nad treścią. Przygotowanie gry jest niepotrzebnie długie, zasady pogmatwane i całość sprawia wrażenie troszkę niedotestowanej. Delikatne wygładzenie zasad uczyniłoby z niego tytuł genialny, a tak mamy połączenie ciekawego pomysłu z irytującą obsługą gry.

Narcos trafiło do nas przez przypadek i również nie przekonało. Gry typu hidden movement powinny jednak zawierać element ruchu. Siedzenie w miejscu i czekanie na właściwe określenie pozycji Pablo przez ścigających jest po prostu mało ekscytujące. Za pierwszym razem zrobiło dobre wrażenie, ale w każdej kolejnej rozgrywce sprowadzało się do stopniowego ograniczania możliwych miejsc pobytu Escobara i ostatecznego wyboru z dwóch/trzech lokacji.

Osadnicy Królestwa Północy to zupełny niewypał. Asymetryczne frakcje zmuszają nas do określonego stylu grania i nie pozostawiają miejsca na zmianę strategii. Jeśli mamy plusy do podbojów to tylko w taki sposób możemy powalczyć o zwycięstwo, zbieracze surowców są skazani na ciągłe gromadzenie dóbr i wymianę ich na punkty itd. Nie tego się spodziewaliśmy i szybko pożegnaliśmy się z tym tytułem.

Osadnicy Narodziny Imperium poznałem już na etapie prototypu. Twisty z dołączeniem do gry mapy z zasobami do pozyskania i kostką oznaczającą liczbę możliwych akcji były ciekawostkami, ale sama rozgrywka nie przekonywała. Poprawny roll & write i nic ponadto. Obiecywano nam dalszą pracę nad prototypem i masę trybów rozgrywki, ale to, co trafiło do sklepów w zasadzie nie różni się od wersji prezentowanej na Portalconie, a trybów rozgrywki wyszło nie osiem, a dwa i pół.

Jedna premiera została zupełnie przeze mnie zignorowana. Tym razem padło na Reykholt. Pierwsze opinie zniechęcały, więc zdecydowałem się nie inwestować swoich pieniędzy w ten tytuł.

To teraz przejdźmy do gier, które nam się spodobały. Podwodne Miasta okazały się bardzo ciekawym worker placementem i zapracowały na optymistyczną recenzję (link). Z ciekawością czekamy na zapowiedziany dodatek, który ma uczynić ten tytuł jeszcze lepszym. Dodatek do Detektywa, czyli Zbrodnie L.A. okazał się solidnym rozszerzeniem genialnej gry. Mają swoje mankamenty (link), ale wprowadzenie nowych mechanik zadziałało na plus. Mam nadzieję, że doczekamy się większej liczby scenariuszy w podobnym klimacie.

Pret-A-Porter pierwszy raz ujrzało światło dzienne w 2011 roku. Tematyka zapowiadała prościutką rodzinną grę, a w rzeczywistości dostaliśmy kawałek ciężkiego euro. Reedycja stała pod znakiem zapytania, ale w końcu wydawnictwo zdecydowało się na bezpieczne wydanie gry za pomocą Kickstartera. Prawie pięć tysięcy graczy zdecydowało się zainwestować swoje pieniądze w grę o pokazach mody i po ograniu retailowej wersji myślę, że nikt się nie zawiódł.

Architekci Zachodniego Królestwa okazali się przyjemną rozrywką. Lubię poprzednią grę Shema Philipsa – Najeźdźców z Północy – i tutaj dostałem coś podobnego. Tym razem jednak zamiast jednego workera, mamy ich masę i im więcej wyślemy na jedno pole, tym większy będziemy mieć z tego pola zysk. Balansowane jest to mechaniką porywania pracowników i zdobywania za nich okupu. Bardzo silna negatywna interakcja w worker placementach jest rzadkością i trzeba ją docenić.

Na koniec prawdziwa perła w portalowej koronie – Root. Nie ma sensu się tutaj zbytnio rozpisywać. 10/10 w recenzji (link) mówi samo za siebie. Idealny przedstawiciel gier weuro (war euro game). Asymetria godna COINów, niesamowite emocje w każdej rozgrywce i niezapomniane historie. Piękno gier planszowych w czystej postaci.

Fox Games

Warszawski FoxGames przebojem wdarł się do czołówki polskich wydawnictw. Świetny marketing i masa ciekawych tytułów to przepis na sukces. muszę tu jednak podkreślić, że w przeciwieństwie do reszty wspominanych dzisiaj firm, lisy celują zdecydowanie w graczy rodzinnych i nie biorą się za poważniejsze tytuły. Rynek jest dla nich nieco łatwiejszy, zwłaszcza, że są częścią grupy, do której należy Empik, co zapewnia im dobrą dystrybucję. Nie umniejsza to jednak ich roli w popularyzacji planszówkowego hobby i dostarczania graczom wielu bardzo dobrych pozycji.

Opóźnienie dotknęło niestety najpoważniejszego z zapowiadanych przez FoxGames tytułu, czyli Londynu. Bardzo chciałbym go wypróbować i z niecierpliwością czekam na polską wersję. W zeszłym roku nie dotarła do nas również Iluzja autorstwa Wolfganga Warscha. Autor słynący z nietypowych pomysłów po raz kolejny zaproponował nam grę o zgadywaniu tego, co niezgadywalne. Mam na koncie jedną grę i niestety zupełnie mnie ona nie zachwyciła. W skrócie mamy na kartach różnorodne wzory w czterech barwach i mamy odgadnąć, który obrazek ma większą zawartość procentową danego koloru. Trochę jak Timeline, tylko zamiast testowania wiedzy sprawdzamy… Właściwie nie wiem co sprawdzamy. Zaletą jest to, że nawet daltoniści rozróżniają użyte tu kolory. Wadą – Iluzja nikomu w naszym towarzystwie się nie spodobała.

Przy takiej liczbie wydawanych tytułów rozczarowań nie dało się uniknąć. W zeszłym roku trafiły do nas trzy gry spod znaku rudej kity, które niestety nie zachwyciły naszych współgraczy. Dodatek Sagrada: Jeszcze Więcej Szkła popsuł nam podstawkę. Z opisów wynikało, że wszystko co było problemem bazowej wersji gry (link), zostanie w rozszerzeniu naprawione. Prywatny zasób szkła po prostu w naszym wypadku nie zadziałał i rozstaliśmy się z portugalską katedrą.

Kolejnym rozczarowaniem był Reef (link). Grało się przyjemnie, ale jest to zdecydowanie zbyt powtarzalna i prosta gra jak na nasze potrzeby. Doceniam poziom wykonania i łatwość wprowadzania nowych graczy, ale szybko z Reefem się rozstaliśmy. Ostatnim tytułem, z którym wiązaliśmy duże nadzieje, a ostatecznie coś nie zaskoczyło był chwalony Klub Detektywów. Ten Dixit ze zdrajcą okazał się nie znaleźć w naszym gronie żadnego zwolennika. Ja bawiłem się przy grze chyba najlepiej, a oceniam ją jako mocnego średniaka. W mniejszym składzie osobowym od razu widzieliśmy kto kłamie, a w większych wszystko zależało od szczęścia w doborze kart. Nie powiem – mam dobre wspomnienia z kilku momentów w naszych rozgrywkach, ale ostatecznie gra nie podbiła naszych serc.

Ponarzekałem, więc teraz czas na zdecydowane plusy. Zacznijmy od Dziennika 29, który zawładnął Marysią na kilka dni. Była absolutnie zachwycona zagadkami, które Dziennik przed nami stawiał, a cała rozgrywka jest jednym z najlepszym doświadczeń 2019 roku. Do pełnych wrażeń odsyłam do recenzji (link).

Ostatnio Marysia opublikowała swoją opinię o ogranych przez nas roll & write’ach (link), a w nim dobrą opinię uzyskał Kolejowy Szlak. Do dziś gramy w czerwoną wersję gry, choć to od niebieskiej zaczynaliśmy naszą przygodę. Przyjemny roll & write o rozwijaniu połączeń drogowych i kolejowych na danym obszarze (link).

Grą genialną w swojej prostocie jest Queendomino. Dodanie do standardowego Kingdomino budynków, wprowadziło rozgrywkę na wyższy poziom. Piękna i fantastycznie wykonana gra nadal cieszy oczy, a przy okazji stawia na sensowną i przystępną mechanikę. Z gatunku familijnego to właśnie ona, razem z Kingdomino z Gigantami, stanowi mój ulubiony tytuł. Nie zamierzamy się z Queendomino rozstawać i utrzymujemy świetne zdanie wyrażone w recenzji (link).

Będąc fanem Downforce’a nie spodziewałem się, że na rynku pojawi się w 2019 roku gra, która okaże się lepszym podejściem do prostych wyścigów. Wielka Pętla wygrywa jednak z Bolidami zarówno w kategorii prostoty, jak i emocji. W Bolidach chodzi o blokowanie przeciwników i odpowiednie obstawianie zwycięzcy, tutaj mamy świetne przeniesienie wyścigu kolarskiego na planszę. Pętla zasłużyła na wysoką ocenę w recenzji (link), dodatek Meteo jest bardzo dobry, a w 2020 czeka nas większe rozszerzenie. Przyszłość maluje się w radosnych barwach.

Recenzji Sonar Family jeszcze na blogu nie ma, ale nie oznacza to, że gra mi się nie spodobała. Jest to pojedynek dwóch dwuosobowych drużyn, które nawzajem próbują odnaleźć i zatopić okręt podwodny przeciwników. W zasadzie są to statki na sterydach, ale podejście do tematu jest na tyle świeże, że koniecznie trzeba się z Sonarem zapoznać. Żelazna Kurtyna z kolei to najlepszy z tytułów, który próbował przenieść Twilight Struggle w przystępniejsze ramy. Za pomocą prostej i szybkiej mechaniki, wzorowanej na hicie Matthewsa i Gupty, możemy odtworzyć Zimną Wojnę w dwadzieścia minut. Każdy zainteresowany historią gracz powinien zainwestować w to kompaktowe pudełeczko.

Za najlepszy tytuł w katalogu FoxGames 2019 uznałem Kroniki Zbrodni: Noir! Już podstawowa wersja gry nam się spodobała, ale dodatek wprowadził niesamowity klimat lat Ameryki lat pięćdziesiątych i zaserwował nam fantastyczne, wciągające scenariusze, składające się na dłuższą historię Sama Spadera. Do tego poprawione zostały drobne problemy z aplikacją i wprowadzono nowe mechaniki, takie jak wymuszenie, włamanie, czy przekupstwo. W porównaniu do zbyt skomplikowanego Sherlocka i odrobinę rozczarowującego dodatku do Detektywa, to właśnie Noir zostaje naszą detektywistyczną grą roku. Zainteresowanych tytułem odsyłam do recenzji (link).

Wydawnictwo Phalanx

Londyńskie wydawnictwo o polskich korzeniach po ogromnym sukcesie U-Boot’a zasypało nas zapowiedziami, nowych świetnych tytułów. Wiele z nich pojawi się dopiero w tym roku, ale zaznaczę, że wydawnictwo od razu zapowiadało, że ich plany dotyczą lat 2019/2020. Opolanie skupili się na rynku międzynarodowym, więc większość ich tytułów trafia na Kickstartera. Polskie wersje są uzależnione od zainteresowania graczy.

Phalanx jednak nie zapomina skąd pochodzi i właśnie dzięki nim możemy zagrać w polskie wersje wielkich hitów, takich jak Brass, czy Zimna Wojna. Ten pierwszy to moim zdaniem najlepsze euro, które zostało wydane w polsce w zeszłym roku. Jest to świetna symulacja prowadzenia biznesu w epoce rewolucji industrialnej w Wielkiej Brytanii. Musimy zadbać o logistykę dostaw węgla i stali do naszych przedsiębiorstw, a następnie zyskownie sprzedać wyprodukowane towary. Brzmi standardowo i oklepanie, ale Brass Birmingham posiada w sobie „to coś”, wszystkie elementy idealnie ze sobą współgrają i ostatecznie otrzymujemy grę genialną. Co ciekawe zanim poznaliśmy wersję Birmingham, to zagraliśmy partię w Lancashire, które totalnie nas do siebie nie przekonało. Gry są do siebie bardzo podobne, ale zmiany w zasadach wprowadzone przez Roxley wyniosły Brass Birmingham na zupełnie nowy poziom, podczas gdy Lancashire jest tylko odświeżoną wersją hitu z 2007 roku.

Do ogólnej sprzedaży trafił też wielki hit Kickstartera, czyli U-Boot. Jak wiecie ogrywałem prototyp tej gry i pomysł na kierowanie niemieckim okrętem podwodnym bardzo mi się spodobał (link). Wersja sklepowa wprowadziła możliwość grania w czasie rzeczywistym, opcję aktywnej pauzy i misję wprowadzającą, czyli twórcy poprawili wszystko na co narzekałem na etapie prototypu. Finalne komponenty również stoją na dużo wyższym poziomie niż to co miałem okazję ogrywać. Nadal jest to jednak bardzo ciężka gra symulacyjna, której trzeba się poświęcić, żeby móc w pełni korzystać z jej możliwości. Właśnie z powodu ogromnych nakładów czasu, które musiałbym przeznaczyć na naukę U-Boota, nie zdecydowałem się na posiadanie własnego egzemplarza i musi mi wystarczyć gościnny występ na okręcie kolegi.

Nie miałem okazji zagrać w Nanty Narking. Kilka lat temu posiadałem oryginalny Świat Dysku Ankh Morpork i choć doceniam odtworzenie klimatu pratchettowskiego świata, to mechanicznie gra była niestety przeciętna. Przeniesienie jej w wiktoriańskie klimaty pozbawia największego atutu jakim była licencja Świata Dysku, a 400 zł to zbyt wygórowana cena, żebym przekonał się, czy ewentualne zmiany w zasadach naprawiły największe problemy Ankh Morpork.

Głośną premierą 2019 roku była kolejna edycja Zimnej Wojny. Tradycyjnie już nie uniknięto błędów w tłumaczeniu zasad Twilight Struggle, ale sama gra została dobrze przyjęta na rynku. Phalanx zorganizował nawet oficjalne Mistrzostwa Polski! Tak legendarnej gry, byłej jedynki rankingu BGG, chyba nie trzeba przedstawiać. Z kronikarskiego obowiązku napiszę, że jest to gra typu Card Driven Game, która pokazuje kilkudziesięcioletnie zmagania między USA a ZSRS, gdzie obie potęgi przejmują kontrole polityczną nad neutralnymi państwami, ścigają się na księżyc i balansują na krawędzi wojny atomowej.

W 2020 roku wyjdzie kilka gier, których miałem okazję ograć prototypy lub poprzednie edycje. Europe Divided to nieoficjalny sukcesor Zimnej Wojny, w którym przyjdzie nam po raz kolejny stoczyć wojnę wschodu z zachodem, ale tym razem w dużo bliższych nam realiach (link). Wyścig do Moskwy to pod każdym względem lepsza wersja oryginalnego Wyścigu do Renu (link). Mini WWII posiadam oryginalną azjatycką wersję i gorąco wierzę, że Phalanxom uda się poprawić zasady gry i poprawić drastycznie zachwiany balans rozgrywki. W Sukcesorów grałem raz w życiu – była to jeszcze edycja Gołębiewskiego – i zapamiętałem jako świetne przedstawienie „gry o tron” na planszy.

Podsumowanie

Wbrew obiegowej opinii uważam 2019 rok za bardzo dobry dla naszej branży wydawniczej. Jak zauważyliście większość gier, z którymi wiązałem większe lub mniejsze nadzieje, okazały się sprostać oczekiwaniom. Oczywiście zdarzyły się wielkie rozczarowania jak Ostatnie Chwile i Na Skrzydłach. Wydano jednak też gry, które przebojem wbiły się na czołowe miejsca mojej prywatnej listy najlepszych gier wszechczasów. Nemesis i Root są dla mnie wyjątkowe – łączą zalety eurogier i – odpowiednio – ameritrashy i gier wojennych. Moim odkryciem roku jest niewątpliwe Brass Birmingham. Klasyczny Brass mnie nie olśnił, ale jego nowsza wersja jest przejawem geniuszu Martina Wallace’a i Gavana Browna!

Gracze rodzinni również otrzymali wybitne tytuły, wspomnieć wystarczy choćby Queendomino. Książeczka z zagadkami Dziennik 29 trafiła szeroko poza hermetyczne środowisko geeków planszowych i znacząco przyczyniła się do popularyzacji naszego hobby. 2020 zapowiada się równie dobrze, czego sobie i Wam życzę. Teksty o oczekiwaniach na następny rok niedługo się pojawią, a z pewnością za 12 miesięcy po raz kolejny rozliczę się z moimi oczekiwaniami.