TOP 10 gier granych w 2017 roku

W poprzednim tekście zapowiedziałem listę gier, w które grało mi się w 2017 roku najprzyjemniej. Chciałem się ograniczyć do dziesięciu tytułów, ale nie było to łatwe… Za nami naprawdę dobry rok, który przyniósł sporo ciekawych premier. Z drugiej strony w mojej ścisłej czołówce znalazła się tylko jeden tytuł z 2017 i to też tylko połowicznie, a średni wiek gry na tak wysokim miejscu to ponad 5 lat. Czyżbyśmy najbardziej lubili to co znamy?

Poczekalnia

Na początku chciałem wspomnieć pięć gier, które miały dużą szansę załapać się do rankingu ale muszę je jeszcze lepiej ograć, żeby wyrobić sobie ostateczną opinię na ich temat. W kolejności alfabetycznej:

  • Clank! (wydany w języku angielskim w 2016 roku) –  bardzo ciekawe połączenie deck buildingu z grą planszową. Emocje podczas schodzenia w głąb smoczego lochu są spore, a mechanicznie wszystko ładnie działa. Szkoda, że z uwagi na problemy z oryginalnym wydawcą, Lucrum Games nie zdążyło wydać tej gry w 2017 roku po polsku.
  • Inis (2016) – do Cyklad żywiłem zawsze mieszane uczucia, ale Kemeta uwielbiam. Inis ma dużą szansę przebić oba te tytuły i stać się najlepszą grą z mitologicznej trylogii Matagota. Podoba mi się szybkość i prostota rozgrywki, przy jednoczesnym zachowaniu masy miejsca do kombinowania. W Polsce w 2018 roku wyda ją Portal, ale będzie to wersja pomniejszona względem oryginału, który zarówno na półce jak i rozłożony na stole wyglądał imponująco.
  • Semper Fidelis (2017) – małe odkrycie roku. Świetna gra wojenna autorstwa rodzimego projektanta Łukasza Wrony. Zacięte walki o Lwów z czasów wojny polsko-ukraińskiej zostały podane w bardzo przystępnej formule. Powinni się tutaj odnaleźć zarówno wytrawni stratedzy jak i ludzie, którzy dopiero chcieliby poznać taki typ gry. Mam nadzieję, że autor pójdzie za ciosem i już niedługo będziemy mogli stoczyć walki o Wilno, Grodno, czy Warszawę z czasu Przewrotu Majowego.
  • Star Trek Ascendancy (2016) – o tej grze 4X na blogu pisałem więcej niż miałem okazję w nią grać… Wielka szkoda bo jest to tytuł o najlepszym elemencie eksploracyjnym, ze wszystkich przedstawicieli tego gatunku. Klimat Star Treka jest mocno wyczuwalny, dodatki wprowadziły ciekawe frakcje i tylko bardzo długi czas rozgrywki stoi na przeszkodzie, w rozkoszowaniu się kolejnym świetnym produktem Gale Force Nine. Oby w 2018 roku dodatki wychodziły terminowo i nie kazano nam na nie zbyt długo czekać.
  • This War of Mine (2017) – jako przeciwnik gier kooperacyjnych i wieloosobowych gier solo muszę przyznać, że nie sądziłem, iż TWoM zdobędzie moje serce. Tymczasem moja pierwsza – i jak na razie jedyna – rozgrywka w tę grę szalenie mi się podobała i nie mogę przestać analizować co bym zrobił inaczej w kolejnej partii. Świetna „planszoizacja” gry komputerowej, która broni się ciekawą mechaniką i zgrabnie przedstawionym klimatem. Mam wątpliwości co do regrywalności, ale wyśrubowany poziom trudności z pewnością ją wydłuży.

Najlepsze gry w jakie grałem w 2017 roku

Mamy już za sobą przedstawienie ławki rezerwowych, teraz czas na prezentację podstawowego składu. Pierwsze miejsce jest zajmowane przez tytuł, którego wszyscy się spodziewali, ale kilka zaskoczeń jednak jest.

  1. The Godfather: Imperium Corleone (2017)

Miałem nadzieję, że nowa gra Erica Langa będzie dobrze oddawać klimat kultowego filmu. Pamiętając egranizacje od Gale Force Nine, można było liczyć na masę nawiązań do pierwowzoru, pierwsze informacje nastrajały optymistycznie – każdy etap rozgrywki miał odtwarzać konkretny akt filmu, a Don Corleone miał czuwać nad pozostałymi mafijnymi rodzinami w Nowym Jorku. Niestety gra absolutnie nie oddaje wydarzeń z filmu, a wykorzystanie licencji jest na bardzo marnym poziomie. Okazało się jednak, że świetnie broni się mechanicznie, a jednocześnie jest na tyle prosta, że można ją wręcz traktować jak gateway!

  1. The Expanse Board Game (2017)

Jestem olbrzymim fanem serialu The Expanse. Po latach posuchy stacja SyFy wyprodukowała wreszcie serial science-fiction na wysokim poziomie. Gdy dowiedziałem się o planowanej grze w tym uniwersum wiedziałem, że muszę to mieć. Cena nie zachęcała, ale udało mi się zdobyć własny egzemplarz w promocji na Essen. Dla samej tej gry warto było jechać na targi. Wyczuwalny klimat, świetna mechanika nawiązująca do systemu COIN, dobre tempo rozgrywki i poczucie rozegrania strategicznej potyczki. Mam nadzieję, że w nadchodzącym roku częściej będzie trafiać na stół.

  1. Great Western Trail (2016)

Dla mnie GWT jest lepszą grą z 2016 roku niż tak chwalona przez wszystkich Terraformacja Marsa. Świetnie pomyślany deck-building połączony z planszówką, w której występuje masa różnych dróg do zwycięstwa. W grze mamy sporo miejsca do kombinowania, a każda partia jest inna. Co najciekawsze naprawdę wyczuwam w niej klimat dzikiego zachodu. Zasady nie są ciężkie, a regrywalność olbrzymia. Ciekawie wygląda też sprawa z czasem rozgrywki, otóż mocno zależy od stylu grania danej grupy. Czasem trafiały nam się powolne rozgrywki, pozwalające się spokojnie wszystkim rozwinąć, a innym razem mieliśmy do czynienia z wielkim wyścigiem do Kansas City!

  1. Wartime: The Battle of Valyance Vale (2017)

Prostota i szybkość rozgrywki, która wreszcie pozwoliła błyszczeć planszowemu bitewniakowi na moim stole. Zawsze lubiłem ten typ gier. Nie zapomnę wielkiej potyczki Lannisterów i Starków z Bitw Westeros. Stoczyłem też wiele bitew w czasie antyku, drugiej wojny światowej, czy w przestrzeni kosmicznej, ale dopiero WarTime okazał się być tytułem, w który mogłem wciągnąć innych graczy na dłużej. Co najważniejsze każdy z kim grałem bawił się przy niej przednio, a na samym Essen gra cieszyła się olbrzymią popularnością. Na pewno warto spróbować, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że pierwszy scenariusz (wraz z rozłożeniem i tłumaczeniem zasad) powinien Wam zająć góra dziesięć minut.

  1. Flow of History (2017)

Uwielbiam Cywilizację Poprzez Wieki, ale z uwagi na czas rozgrywki od dawna nie grałem w jej papierową wersję. Flow of History jest bardzo solidnym tytułem, który czerpie z gry Vlaady pełnymi garściami, ale jest jednocześnie na tyle oryginalny, że nie można nikogo posądzić o plagiat. Czas przygotowania gry i samej rozgrywki jest dużo krótszy niż w wypadku TTA, a poczucie rozwijania własnej cywilizacji i kierowania nią na przestrzeni wieków jest bardzo silne. Gra nie ma takiej głębi jak Poprzez Wieki, ale też jej nie potrzebuje.

  1. Imperial 2030 (2009)

Czytając, że Imperial 2030 jest połączeniem Monopolu i Ryzyka jest mi autentycznie przykro. Mac Gerdts stworzył fenomenalną strategię, która dobrze pokazuje, że za wszystkimi konfliktami na świecie stoją ludzie, którzy po prostu mają w nich interes. Gra wymusza na nas przestawienie się ze standardowego myślenia planszowego, gdzie kierujemy własnym stronnictwem, na tok myślenia inwestora. Należy dywersyfikować swoje udziały, doprowadzać do korzystnych konfliktów i zamieszania na świecie i nie bać się skakania z kwiatka na kwiatek. Gra daje masę możliwości, a rondel jak zwykle działa bardzo dobrze.

  1. SmallWorld (2009)

Kolejna gra, która według niektórych jest na poziomie Ryzyka – totalnie losowa i bezsensu. Nie mógłbym się bardziej nie zgodzić. Każda partia, którą rozegrałem w SmallWorlda, a było ich naprawdę wiele, była emocjonująca i zabawna. Zasady są banalne („dwa więcej na pole”), skaluje się on świetnie, a regrywalność jest olbrzymia. Jest to gra, która króluje na naszym stole od wielu lat i pewnie długo się to nie zmieni. Uwielbiam występującą w niej negatywną interakcję, szalone komba i napuszczanie na siebie przeciwników. Dodatkowo jest pięknie wykonana i pomimo upływu lat nadal rozwijana.

  1. Zakazane gwiazdy (2015)

Zakazane Gwiazdy kupiłem gdy tylko dowiedziałem się, że dodruków nie będzie i trzeba w to zainwestować teraz albo nigdy. Wbrew pozorom nie jest to 4X, a raczej prosta gra wojenna, oparta na mechanice Starcrafta, ale z dużo lepszym systemem bitew. W każdym składzie osobowym grało mi się dobrze, nawet w tak nielubianym przeze mnie wariancie trzyosobowym. Figurki są przepiękne, gra aż kipi klimatem i ogromem możliwości rozwoju swojej frakcji. Tylko żal człowiekowi się robi, że dodatek wprowadzający Gwardię Imperialną, Dark Eldarów, Tyranidów i Necronów nigdy nie ujrzy światła dziennego…

  1. Concordia (2013)

Uwielbiam Maca Gerdtsa. Opisywałem już Imperiala 2030, lubię Antike, Navegadora, a Hamburgum jest ok. Nie miałem jeszcze okazji gruntownie ograć Transatlantica, ale Concordia wbiła się przebojem na osiągalny szczyt listy moich ulubionych gier. Jest to najlepsza euro gra w jaką grałem. Bałem się przeniesienia rondla na karty, ale okazało się, że działa to świetnie. Jest to najlepsza mechanika deck-buildingu jaką widziałem. Nie dość, że sami decydujemy o kolejności zagrywania kart i momencie ich dobrania, to jeszcze budując rękę rozwijamy mnożniki punktów zwycięstwa na koniec gry. Element planszowy jest równie dobrze zrobiony i Concordia wydaje się takim małym ideałem, w którym niewiele można poprawić.

  1. Twilight Imperium 3ed/4ed (2005/2017)Perła w koronie gier planszowych doczekała się nowej edycji. Na razie udało mi się w czwóreczkę zagrać tylko jeden raz, ale trójka gościła na mym stole częściej w pierwszej połowie roku. Gra o której powiedziano już wszystko, stała się jeszcze lepsza. Niesamowicie klimatyczna, świetna mechanicznie, wymuszająca na graczach planowanie na kilka kroków w przód. Nowa edycja wygładziła sporo zasad i usunęła (w większości zbędne) moduły dodatkowe dzięki, czemu dużo łatwiej będzie wdrażać nowych graczy do Twilighta. Tak długo jak będę grał w TI, tak długo będzie pojawiał się w takich zestawieniach i zajmował pierwsze miejsce. Oby w tym roku wyszedł pierwszy dodatek, który wprowadzi nowe elementy, spójne z odnowioną podstawką.

25 Udostępnień