Aperiodyk#5 Co się działo w styczniu i na początku lutego?

Wydawało się, że styczeń minie dość spokojnie. Odbył się oczywiście Portalcon, o którym możecie poczytać tu i tu, było kilka większych zapowiedzi gier na 2019 rok, ale ogólnie cisza. Przerwano ją dopiero pod koniec miesiąca na Facebooku, kiedy użytkownicy zaczęli biegać z widłami, Czacha wystartowała z nową kampanią na zagramw.to, a Galakta ogłosiła nowe-stare partnerstwo z ważnym zagranicznym wydawcą. Chcąc nie chcąc tekst podsumowujący miesiąc musiał się pojawić, a siedemdziesiąt partii na pewno dodatkowo do jego napisania mnie zmobilizowało. Zanim wypuściłem ten aperiodyk otrzymaliśmy jeszcze konkretniejszą, słodko-gorzką informacje dla fanów Zakazanych Gwiazd.

Czacha Games na zagramw.to z kampanią Feudum

31. stycznia wystartowała najnowsza kampania na zagramw.to. Czacha Games postanowiła wydać za pomocą crowdfundingu dużą, skomplikowaną eurogrę – Feudum. Gra ufundowała się w ciągu pierwszych trzynastu godzin kampanii i… licznik sprzedanych egzemplarzy zatrzymał się na siedem dni. Kwota wsparcia odrobinę rosła, ponieważ Czacha zaoferowała wspierającym dedykowane koszulki na karty i specjalne drewniane znaczniki, a teraz pojawił się nawet drewniany insert. Podobnie wyglądało to w wypadku jednej z poprzednich kampanii tego wydawnictwa – Klanach Kaledonii. Czym może być spowodowane małe zainteresowanie kampanią? Czacha Games nie ma najlepszej opinii wśród polskich graczy. Czarę goryczy przelało niedawne wysłanie obiecanych do Klanów Kaledonii naklejek – delikatnie rzecz ujmując nie do końca wyglądały jak te w materiałach promocyjnych. Największym grzechem wydawnictwa jest jednak fatalne podejście do klienta. Jak zareagowano na krytykę w mediach społecznościowych? Butnym postem o ufundowaniu się Feudum… Złośliwi odpowiedzieliby, że cel finansowy był bardzo zaniżony jak na standardy kampanii crowdfundingowych. Nie jestem też pewien na ile efekty wspieraczek Czachy są zgodne z deklarowanymi wartościami platformy zagramw.to, ale to już chyba problem jej właścicieli.

List otwarty Stegmaiera do dystrybutorów i sprzedawców

The overall issue is demand forecasting. Publishers don’t know the demand for a new game until they announce it, reviewers discuss it, and people play it. And most importantly, demand is uncertain until people can actually buy it. Until then, the demand is purely hypothetical.

Yet, by the time you know what the demand is for a new game, it’s too late! The first printing of the game has been made, and it’ll be 3-4 months before the reprint arrives. So if demand is higher than supply, retailers and distributors aren’t happy. If supply is higher than demand, the publisher isn’t happy–especially if supply is WAY higher than demand and you have thousands of games gathering dust in your warehouse.

Jamey Stegmaier z wydawnictwa Stonemaier Games opublikował na swoim blogu list otwarty do dystrybutorów i sprzedawców, choć tak naprawdę, próbował przybliżyć sytuację rynkową także zwykłym klientom. Autora kojarzycie na pewno z nagradzanej gry Scythe, wydanej na naszym rynku przez Phalanxów. O co chodzi w samym liście? O brak możliwości oszacowania wymaganego nakładu gry, w momencie jego zamawiania. Nikt – ani wydawnictwo, ani dystrybutorzy, ani sprzedawcy nie potrafią wiarygodnie oszacować ostatecznej liczby potrzebnych pudełek. Jako, że nikt nie chce zostać z tysiącami egzemplarzy magazynowanymi przez lata w ciemnej piwnicy, wydawcy muszą ograniczać ryzyko. W przywołanym przypadku Wingspana, Stegmaier zamówił więcej egzemplarzy niż proponowali dystrybutorzy, a i tak popyt zdecydowanie przerósł podaż. Od razu zaznaczę i zgodzę się z autorem – Kickstarter nie jest rozwiązaniem tego problemu. Skutecznego rozwiązania nikt nie zna, a na naszym rynku również mieliśmy ostatnio podobną sytuację – Twilight Imperium 4ed od Galakty rozszedł się zaraz po premierze. Problem pojawia się w momencie, w którym gracze kupili preorder w jakimś mniej znanym sklepie (było taniej!) i w efekcie gry nie otrzymali – wydawnictwo nie było w stanie wysłać do sklepu wymaganej liczby egzemplarzy, a wcześniej takiej liczby ze sklepem nie ustaliło. Moja rada na przyszłość dla konsumentów – jeśli nie chcecie kupować gier w przedsprzedaży u wydawcy (gdzie zapłacicie SCD, ale będziecie mieli gwarancję otrzymania swojego egzemplarza) to polecam zrobić to przynajmniej w renomowanym, uznanym sklepie. Różnice cenowe zwykle są niewielkie, a przynajmniej macie pewność, że grę dostaniecie na czas i wszystko w papierach będzie w najlepszym porządku.

Western Legends w Polsce od Funiverse

Funiverse wyda w Polsce Western Legends! Byłem pewien, że żadne polskie wydawnictwo się na tego westernowego sandboxa nie porwie, więc zainwestowałem w kickstarterową wersję – dzięki temu mogliście się już zapoznać z moimi pierwszymi wrażeniami z rozgrywki. Co się od tamtego czasu zmieniło? Sprzedałem tę grę… Od razu zaznaczę, że to nie jest zły tytuł, pod względem klimatu jest wręcz znakomity. Na mój gust jest to jednak gra trochę za prosta, gdzie część mechanik idzie zbytnio na skróty. To nie jest sandbox, którego szukałem. Z punktu widzenia polskiego rynku wydanie Western Legends w naszym języku to jednak świetna wiadomość. Tytuł ten jest bardzo ładny, tematyka westernu jest teraz na topie, a sama gra powinna spokojnie znaleźć wystarczająco dużą grupę odbiorców. Funiverse w jednym roku wydaje dwie „figurkowe” gry czyli Kemet i Western Legends. Wygląda to bardzo interesująco, ciekawe jak potoczą się dalsze losy tego młodego wydawnictwa.

Talisman wraca do Galakty

Wydawnictwo Galakta z przyjemnością informuje o nawiązaniu bezpośredniej współpracy z firmą Games Workshop, dzięki której możemy przekazać doskonałą wiadomość dla wszystkich miłośników gry Talisman 4. edycja – jeszcze w tym roku na sklepowe półki powróci polskie wydanie tej legendarnej gry fantasy!

Dzięki podpisaniu umowy licencyjnej, Galakta uzyskała prawa do wydawania gry w polskiej wersji językowej. Umowa dotyczy zarówno gry podstawowej jak i rozszerzeń

Talisman. Magia i Miecz. Któż z nas nie zna tego tytułu? Prawdopodobnie każdy kto miał przyjemność grać w „nowoczesne” planszówki w latach dziewięćdziesiątych zetknął się z Magią i Mieczem, lub jego podróbką, czyli Magicznym Mieczem. Choć dziś gra jest uznawana za ubogą mechanicznie, za długą i słabszą od konkurencji, to nadal – czy to z powodu sentymentu, czy jakości wykonania – cieszy się olbrzymią popularnością i ma swoje, wciąż powiększające się grono sympatyków. Po rozstaniu się Games Workshopu z Fantasy Flight Games, dodruki gry zostały zawieszone i nie było wiadomo co dalej z tym tytułem w Polsce. Osobiście spodziewałem się umowy Brytyjczyków z innym polskim wydawcą, ale jednak Talisman zostaje u Galakty! To bardzo dobra wiadomość dla firmy i wszystkich fanów polujących na coraz ciężej dostępne dodatki. Ciekawe czy współpraca z GW pójdzie dalej i jak to się ma do umowy na linii Games Workshop – WizKids. Ciekawi mnie też jakość nowego wydania Talismana, bo jeśli będzie on produkowany w fabrykach, z którymi współpracują wspomniani Amerykanie to… Jak już kiedyś wspomniałem po otwarciu pudełka można się zdziwić jakością elementów.

Powrót Zakazanych Gwiazd!

Good news everyone! I have signed a contract with łni Games to design and develop a spiritual successor to Forbidden Stars.

I know some will be disappointed that it is not a straight remake, but such is impossible without the cooperation of both FFG and GW. I am committed to making sure this new game does FS justice and actually gets some kickass expansions as well!

Likely sometime in 2020/2021. I signed two games with them, and we are likely to focus on the other one „Deep” first as it is pretty much complete. But both myself and PSC are excited to get started working on it and to people’s game tables quickly!

Autor Zakazanych Gwiazd, Samuel Bailey, ogłosił podpisanie kontraktu na wydanie duchowego spadkobiercy tytułu Fantasy Flight Games. Z oczywistych powodów gra nie będzie osadzona w świecie Warhammera 40k, a raczej autorskim IP. Uważam, że zmiana tematu nie jest olbrzymim problemem, ponieważ gra broniła się mechanicznie. Zupełnie inną kwestią jest jakość produkcji. Zakazane Gwiazdy słyną z pięknych figurek. Firma, która wzięła Bailey’ego pod swoje skrzydła to PSC Games – do niedawna wydawcy Quartermaster Generala. Kampania Kickstarterowa zimnowojennej wersji tej gry była fatalnie przeprowadzona, a jakość figurek… Posiadam QMG1914 i fabrycznie połowa moich żołnierzy straciła bagnety, druga połowa stała krzywo, a w Europie wszyscy walczyli w strojach armii brytyjskiej lub niemieckiej. Mam nadzieję, że tym razem PSC Games przyłoży większą wagę do produkcji figurek. Dodać trzeba, że wydadzą także inną grę tego autora – Deep. Nie wchodząc zbyt głęboko w szczegóły, miała ona pierwotnie zostać wydana przez Leder Games, ale w atmosferze oskarżeń o plagiat, Samuel Bailey musiał szukać innego partnera. Według słów autora, wydawana w tym roku przez Portal Games gra Root jest wzorowana na Deep i mamy do czynienia z podobnym przypadkiem co kilka miesięcy temu we Francji z Alien USCSS Nostromo The Board Game. Jeśli ktoś chce wyrobić sobie własną opinię na temat sporu między Leder Games a Samuelem Baileym polecam przeczytać ten temat na BGG.

O „Januszach biznesu” słów kilka

Chwilowy brak Talismana – i permanentny Zakazanych Gwiazd – na rynku spowodował skok ceny egzemplarzy używanych. Jest to naturalny proces – jeśli popyt na coś jest większy niż podaż to cena tego produktu szybko zaczyna iść do góry. Naturalny mechanizm rynkowy jest bardzo krytykowany w grupach sprzedażowych i traktujących o grach planszowych na Facebooku. Wystawienie czegoś drożej niż SCD ustalone kilka lat temu, naraża sprzedającego na bycie określonym „Januszem biznesu”,  czy „Cebulakiem”.

Nie mam pojęcia skąd ludziom się wzięło przekonanie, że gry używane muszą być tanie. To nie są samochody, które tracą 25% wartości chwilę po wyjechaniu z salonu. W wypadku gry, której druk został zakończony i nigdy nie wróci, wzrost ceny jest rzeczą normalną. Nie rozumiem czemu ludzie krzyczą, że wystawianie takiego tytułu z – załóżmy – dwukrotną przebitką jest złodziejstwem. Pamiętajcie też, że to nie jest tak, że każdy ma PRAWO do posiadania Chaosu w Starym Świecie, Bożego Igrzyska, czy Ankh Morpork. Natomiast większość gier używanych jest co najmniej dwadzieścia złotych tańsza niż w sklepie. Może to niewiele, ale większość ludzi dobrze traktuje swoje egzemplarze, w związku z czym stan takiej gry jest niemalże identyczny z nowiutką sztuką od wydawcy. Odchodzi konieczność wypychania żetonów z wyprasek, segregowania elementów (przypomnijcie sobie Twilight Imperium 3ed…) , czy naklejania naklejek (pozdrawiam nabywców C&C: Ancients).

Każdemu po równo już było i to na szczęście nie wróci. Każdy ma prawo wystawić grę za taką kwotę za jaką chce i tylko potencjalni kupcy mogą zweryfikować jego żądania. Oczywiście jeśli ktoś łamie prawo – kupuje kilkadziesiąt sztuk Pana Lodowego Ogrodu z Niemiec i profesjonalnie drukuje do tego instrukcje, to już jest inna kwestia. Tak samo sprzedawanie towaru, którego się nie ma, co uparcie robi jedna znana w środowisku osoba. Jeśli jednak wszystko odbywa się legalnie, to dajcie działać mechanizmom rynkowym. Sam posiadałem Chaos z Rogatym Szczurem, gra mi się nie podobała i czekałem na dobry moment na sprzedaż. Rynek się napełnił i sprzedałem grę na początku szybowania cen w dół. Niedługo cena znowu wzrośnie, ponieważ nowi gracze będą chcieli w to zagrać, ale później znowu spadnie. Tak to się będzie kręciło i jest to sytuacja jak najbardziej zdrowa. Jedynym co może to przerwać jest dodruk, lub ponowne wydanie tego tytułu.

Ogólnie można zauważyć, że temat w komentarzach na Facebooku poruszają nie sprzedający, nie potencjalni kupujący, tylko osoby niezaangażowane w transakcje i broniący… W sumie nawet nie wiem czego. Marzy im się sprzedaż gier z cenami centralnie sterowanymi przez Urząd Planszówkowy? Mogliby się pewnie dogadać z osobami będącymi za cenzurą tematów gier planszowych i rugowaniem „niepoprawnej” historii z tytułów wojennych…

Jak ktoś tęskni do czasów cenzury, równości i socjalizmu – na koniec zostawię tu mój ulubiony cytat z twórczości Aleksandra Fredry:

Socjalizm nierówności wszelkie prędko utrze,
Szlachtę powiesi jutro, nie szlachtę pojutrze.

W co grałem w tym miesiącu?

W styczniu rozegrałem 70 partii w 29 tytułów. Najwięcej partii – 12 – zagrałem w Queendomino. Nadchodząca nowość od FoxGames podbiła nasz stół i nasze serca.

Grą miesiąca zostaje Concordia Venus. Odświeżenie Concordii, danie jej świetnej nowej dwustronnej mapy i nowego rodzaju kart to jedno, ale wprowadzenie wariantu drużynowego to majstersztyk Maca Gerdtsa. Gra w zespołach dwuosobowych działa perfekcyjnie i jeśli ktoś planuje zakup Concordii, to wybrałbym dziś wersję Venus jako samodzielnej podstawki.

W styczniu aż pięciokrotnie na stole wylądował Szklany Szlak i stał się chyba moim ulubionym tytułem Uwe Rosenberga. Nie zgadzam się z opiniami, że ta gra wypala mi mózg w pół godziny. Dla mnie jest w miarę prosta, kierat jest sprytny, ale łatwy do zarządzenia. Nie zmienia to faktu, że gra się w to bardzo przyjemnie i chętnie usiadłbym do tego tytułu nawet w tej chwili.

Wyróżnić muszę Mini WWII. Wbrew opiniom jest to jak najbardziej gra czteroosobowa, choć rzeczywiście mógłbym zagrać w nią w wariancie pojedynkowym. Mamy tu bardzo prosty tytuł wojenny, który przypomina w założeniach Quartermaster Generala. Jest ona chyba bardziej przystępna od starszego kolegi, ale tak samo, jak w przypadku ogrywanego w grudniu QMG1914 – mam olbrzymie wątpliwości co do balansu rozgrywki.

Długo myślałem nad tym, który tytuł uznać za najlepszą grę poznaną przeze mnie na Portalconie. O dziwo postawię na Narcos: The Board Game. Niby gier Draculopodobnych nie lubię, ale obława na Pablo Escobara jest świetna. Klimat serialu, na którym bazują autorzy jest oddany dużo lepiej niż w przypadku Godfathera, co trzeba uznać za niewątpliwy postęp jaki poczynił w tym zakresie CMON.

Rozczarowanie miesiąca ląduje za to u Cryptid. Wiem, że ktoś nam zawalił rozgrywkę, zdaję sobie sprawę, że byliśmy w nocy weseli i zmęczeni, ale totalnie nie czuję co takiego niesamowitego jest w tej grze.

– Czy potwór tutaj jest?

– No mógłby być…

No i tak całą rozgrywkę. Nie jest to tytuł dla mnie.