Escape Tales Low Memory

Rodzaj gier zagadkowo-detektywistycznych to hit ostatnich lat. Począwszy od wielkiego objawienia jakim było T.I.M.E. Stories, przez stawiające na immersję Detektywa i Kroniki Zbrodni, aż po typowo escape roomowe gry w stylu Unlocków, Escape’ów, czy małych Sherlocków, wszystkie te tytuły znalazły swoich zwolenników na rynku. W 2018 roku pojawiła się gra z zagadkami w escape roomowym stylu, ale starająca się przemycić ciekawą i ambitną historię. Był to Escape Tales Rytuał Przebudzenia, oceniłem ją wysoko, a na jej kontynuację czekałem z niecierpliwością.

Przybliżenie gry

Escape Tales Low Memory to kolejna gra w serii, ale nie bezpośrednia kontynuacja Rytuału Przebudzenia. Realia rozgrywki są zupełnie inne, choć mechaniki pozostały w gruncie rzeczy te same. Od premiery Rytuału na rynku pojawiło się sporo nowych gier podobnego typu, a przykładowy Detektyw zaproponował nam skomplikowaną i wciągającą historię kryminalną. Low Memory od pierwszych zapowiedzi obiecywało fabułę w stylu Czarnego Lustra, więcej zagadek niż w pierwowzorze, więcej historii i ogólnie więcej wszystkiego. Czy twórcy dotrzymali słowa? Tak, ale nie wiem czy wyszliśmy na tym dobrze…

Elementy gry

Po raz kolejny otrzymujemy średniej wielkości pudełko z ładną grafiką okładkową i zestaw kart w różnych rozmiarach. Tym razem zamiast jednego story booka otrzymujemy jednak aż trzy książeczki, co zapowiada kilku rozdziałową kampanię, która według zapowiedzi powinna opowiadać jedną spójną historię. W pudełku znajdziemy jeszcze zestaw żetonów niezbędnych do rozgrywki i to w zasadzie wszystko. Poziom wykonania jest ten sam co w poprzedniej wersji, ale jeśli chodzi o grafiki to te z Rytuału podobały mi się bardziej.

Jak w to się gra?

W Low Memory gra się w zasadzie tak samo jak w Rytuał Przebudzenia, więc polecam sprawdzić moją recenzję tamtego tytułu i akapit „Jak się w to gra?”. Jedyną istotną nowością są Karty Opowieści, przechodzące do kolejnych opowieści i stanowiących – nazwijmy to umownie – element legacy w tej grze.

Klimat

O ile w Rytuale Przebudzenia historia wydawała mi się bardzo ważna, grafiki immersyjne, a sam klimat bardzo wyczuwalny, to w Low Memory… wszystko mi się rozmyło. Grafiki jak już wspomniałem mnie nie porwały, klimat uciekł gdzieś przy męczących zagadkach, a historia… Twórcy obiecywali fabułę rodem z Czarnego Lustra. Taka rzeczywiście jest. Szkoda tylko, że znajomość tego serialu pozwoliła mi w połowie drugiej opowieści domyślić się o co dokładnie chodzi w fabule Low Memory, co odebrało mi radość z dalszego jej poznawania. Nie ma nic złego w inspirowaniu się dobrymi pomysłami twórców seriali, czy filmów, ale tutaj chyba ktoś przesadził…

Podsumowanie

Escape Tales Low Memory na pierwszy rzut oka stanowi ewolucję systemu znanego z Rytuału Przebudzenia. Jak już wspomniałem wszystkiego jest tutaj więcej. Wydawałoby się, że wprowadzenie ograniczenia zagadek do jednej lokacji, kart opowieści i rozpisanie historii na trzy „scenariusze” to przepis na olbrzymi sukces kolejnej iteracji Escape Tales. Niestety to co otrzymujemy jest zbyt przekombinowane i rozbudowane. Jest tego po prostu za dużo.

Zacznijmy od zagadek. Na początku naprawdę mi się podobały i uznałem, że po raz kolejny jest to poziom trudności który lubię. Jednak im dalej w las tym twórcy kombinowali coraz bardziej, a na sam koniec próbowali mi chyba udowodnić, że nie powinienem grać w gry escape roomowe. Ocena zagadek to zawsze rzecz subiektywna, ale grałem w Low Memory w składzie wieloosoobowym i nie byłem w tym odczuciu odosobniony.

Zdjęcie pochodzi z https://portalgames.pl/pl/low_memory

Szalenie irytującą rzeczą, powtórzoną po poprzedniej części, jest system punktów akcji przeznaczanych na eksplorację. Zwłaszcza w końcowej fazie gry zdarzały się sytuację, że obrazek nijak nie sugerował nam gdzie znajdziemy rzeczy potrzebne do kontynuowania rozgrywki i byliśmy zmuszeni do szukania po omacku. Nie dość, że powodowało to stratę czasu (realnego), to jeszcze zabierało nam te drogocenne żetony i powodowało niepotrzebną nerwowość.

W Rytuale Przebudzenia bardzo chwaliłem sobie historię. Miała – jak sam ująłem – niewykorzystany potencjał, ale wyczuwalny klimat i niezapomniana… postać drugoplanowa tworzyły coś wartego zapamiętania. Low Memory naprawdę się starało, ale według mnie poszło zbyt zdecydowanie w konkretny pomysł z Czarnego Lustra. Nawet gdybym pominął ten zarzut, uznając że w życiu tej brytyjskiej antologii nie widziałem, to rozbicie historii na trzy długie opowieści nie wyszło według mnie najlepiej. Kilka przecięć było ciekawych, ale ostatecznie wolałem koherentną historię Rytuału Przebudzenia.

Niestety zakończenie po raz kolejny w historii Escape Talesów jest skrótowe, prowadzone przez gracza odrobinę na oślep i nie pozwala zakończyć rozgrywki dokładnie tak jakby się chciało. Choć przyznam, że tym razem jest wykonane dużo bardziej kreatywnie i policzę je twórcom na mały plusik.

Werdykt

Escape Tales Low Memory to tytuł, który zawiódł moje oczekiwania. Po naprawdę udanej przygodzie z Rytuałem Przebudzenia liczyłem na więcej tego samego, w klimacie Czarnego Lustra. Dostając właśnie to, po raz kolejny przekonałem się o prawdziwości sentencji „uważaj czego sobie życzysz”. Jest to gra ze zbyt rozwleczoną fabułą, opierająca się bardzo mocno na konkretnym pomyśle ze wspomnianego serialu, a mechanicznie ze zbyt przekombinowanymi zagadkami. Ostatecznie daję Low Memory ocenę 4 – bardzo ostrożnie podejdę do kolejnego tytułu z tej serii, a jeśli dam jej szansę to ze względu na wspomnienie Rytuału, a nie przygodę z Low Memory.

  • Wykonanie: +/-

    + solidne wykonanie elementów

    – grafiki mnie nie porwały

    – wciąż wolałbym system skanowania aplikacją

  • Klimat: -

    – oparcie się na konkretnym pomyśle Czarnego Lustra

    – zauważalnie mniej klimatu niż w Rytuale Przebudzenia

    – technicznie ciekawszy niż poprzednio, ale nadal rozczarowujący finał

  • Ocena końcowa: 4

    + techniczne rozwiązanie finału

    + momentami ciekawe zagadki i na pierwszy rzut oka ciekawy pomysł z podzieleniem historii na trzy…

    – … co jednak rozwodniło całą historię

    – wszystkie minusy z akapitu Klimat

    – irytujący system eksploracji

    – męczące zagadki w drugiej połowie rozgrywki

Dziękuję wydawnictwu Portal Games za przesłanie egzemplarza do recenzji. Zdjęcie plików opowieści pochodzi ze strony wydawcy.