Detektyw – wrażenia po pierwszych dwóch scenariuszach

Jedna z najbardziej oczekiwanych przeze mnie gier 2018 roku (możecie je sprawdzić tutaj) – Detektyw Kryminalna Gra Planszowa – miała we wrześniu swoją polską premierę. Udało mi się zmobilizować swoją Time Stories’ową ekipę od rozwiązywania zagadek i niezwłocznie przeszliśmy pierwsze dwa scenariusze. Jak nam się podobała praca detektywistyczna? Czy było jak w amerykańskich filmach? A może umarliśmy pod stertą papierkowej roboty? Czy zablokowały nas układy, na które nie ma rady? Po części wydarzyło się to wszystko… Wrażenia w tym tekście są pozbawione spoilerów. Powinny też odpowiedzieć Wam na pytanie na ile ta gra jest regrywalna – Sprawę I rozegrałem po razu drugi, osiem miesięcy po ograniu jej na Portalkonie.

Czym jest Detektyw?

Detektyw jest przedstawicielem kooperacyjnych gier dedukcyjnych w stylu Sherlock Holmes Consulting Detective. W kampanii promocyjnej Portal stawiał duży nacisk na połączenie gry planszowej z systemem komputerowym i koniecznością wyszukiwania informacji w internecie. Brzmiało to dość enigmatycznie, ale po ograniu prototypu na Portalkonie (wrażenia tutaj) przekonałem się do tej idei.

Mechanika gry jest bardzo prosta. Każdy z graczy dostaje swoją postać, ale wszystkie umiejętności, żetony, czy karty są tak naprawdę wspólne. Posiadanie swojego awatara w Detektywie jest totalnie pomijalne, bo gra jest stuprocentową kooperacją. Każdy scenariusz posiada dwustronicowy wstęp w Księdze Scenariuszy i talię kart, które będziemy mogli odkryć. Jak? Odkrywając Dalsze Tropy!

Jak to odkrywając tropy? Mamy oglądać karty i dedukować, która była trzymana przez osobę leworęczną? Nie no, aż tak to nie, ale system jest zaprojektowany ciekawie. We wstępie do scenariusza dostajemy podstawowe tropy, które możemy przeanalizować. Jeśli wygląda to w stylu Miejsce: #000 to jeśli nasza grupa pójdzie do danego miejsca (tak jak w T.I.M.E. Stories – chodzimy tutaj całą drużyną), możemy odkryć kartę z danym numerem i dowiedzieć się nowych rzeczy. Czy coś nas to kosztuje? Czas. W grze Detektywi pracują od 8 do 16 i wszystko kosztuje konkretną liczbę godzin. Oczywiście możemy zostać po godzinach, ale to zmusza nas do przyjęcia punktów stresu. Jeśli przekroczymy poziom stresu dla danego scenariusza, to ten natychmiast się kończy.

Dobra ale gdzie te komputery? Otóż poza tropami w stylu Miejsce: #000, mamy również na kartach symbole wi-fi (wtedy musimy sprawdzić daną informację w internecie), ale także TYP@INFORMACJA. Wtedy wpisujemy taki kod w wyszukiwarkę specjalnie postawionego systemu dla Detektywa (Baza Danych Antares) i to właśnie tam dowiadujemy się większości ważnych informacji dla danego scenariusza.

Scenariusz kończy się po upływie konkretnej liczby dni, z góry narzuconej dla danej przygody, lub w momencie, gdy nasi detektywi zbyt się zestresują. Na koniec rozgrywki rozwiązujemy test w bazie Antares, który sprawdza co udało nam się ustalić i – przede wszystkim – na co udało nam się zebrać dowody.

Wrażenia ze Sprawy I: Człowiek ze złotym zegarkiem

Tak jak pisałem we wstępie, sprawę skradzionego złotego zegarka rozegrałem już w styczniu w Gliwicach. Choć od czasu prototypu w grze zaszły pewne zmiany, to sama historia się nie zmieniła. Winnym przecież jest ten sam człowiek co wtedy, dowody są również te same. Graliśmy w stu procentach optymalnie, przecież teraz ta sprawa potoczy się tak samo – prawda? No niezbyt. Moja ekipa już przy pierwszej karcie podjęła inną decyzją, czegoś się nie dowiedziała i weszła w zupełnie inny ciąg tropów. Dzięki temu poszło nam dużo lepiej niż w Gliwicach! Wiedząc mniej, dowiedzieliśmy się więcej.

Oczywiście główne decyzje, tam gdzie pamiętałem rozwiązanie musiałem zostawić swojej ekipie. Moja opinia byłaby w oczywisty sposób skrzywiona poprzez wiedzę zdobytą przy poprzednim przejściu scenariusza. Tak czy siak bawiłem się dobrze, ale gdybyśmy mieli ograć tę sprawę w dokładnie tym samym składzie drugi raz… No raczej tego nie widzę. Mimo wszystko znam szkielet scenariusza, pamiętam gdzie popełniliśmy błędy i co trzeba tutaj zrobić koniecznie. Uważam, że Detektyw to kampania jednorazowa, którą ewentualnie można rozegrać ze znajomymi, których chcemy wprowadzić w ten typ gry, ale nie będziemy ich prowadzić za rączkę.

Tak czy siak mojej grupie poszło świetnie. Udało się zebrać dowody, poznać odpowiedzi na najważniejsze pytania. Niestety gra skończyła się dla nas o godzinie 11 ostatniego dnia, ponieważ przekroczyliśmy poziom stresu. Wydaje nam się, że było warto, gdyż zdobyliśmy kilka kart tła (są to karty, które uruchamiają się na początku kolejnych scenariuszy), ale przekonamy się o tym dopiero w przyszłości. Po drugim przejściu scenariusza oceniam go tak wysoko jak w styczniu, przy ogrywaniu prototypu. Dobra rozgrzewka przed bardziej skomplikowanymi sprawami.

Wrażenia ze Sprawy II: Żołnierz o złotym sercu

Druga sprawa jest bezpośrednią kontynuacją pierwszej. Szefostwu coś się nie zgadza, ale nikt nie jest pewien o co chodzi. Zbliża się audyt i trzeba spróbować szybko zamknąć sprawę. Dostaliśmy ścisłe polecenia czym się najpierw zająć i… Zrobiliśmy coś zupełnie innego. Spokojnie przeglądaliśmy akta i informacje w archiwach i w Bazie Antares. Straciliśmy masę czasu na rzeczy poboczne. Dowiedzieliśmy się bardzo dużo, zdobyliśmy mnóstwo informacji, które powinny nam się przydać w przyszłości. Problem w tym, że zabrakło nam czasu na wykonanie podstawowego zadania… Nie uważam, że to błąd scenariusza! Był to błąd, który popełniliśmy grając w Detektywa tak, jak w T.I.M.E. Stories. Tutaj po prostu nie da się sprawdzić każdego tropu, pójść wszędzie i dowiedzieć się wszystkiego. Trzeba się zdecydować na jakąś ścieżkę i konsekwentnie nią podążać. Przydaje się też wykonywanie poleceń szefa…

Sprawa II wydaje się ciekawsza niż ta pierwsza. Poszło nam lepiej niż poprzednio. Dowiedzieliśmy się wszystkiego, potrafiliśmy odpowiedzieć na każde pytanie zadane w teście końcowym. Wydawałoby się, że jest to idealna sytuacja, wszyscy w firmie będą nas klepać po plecach, a my dumnie wypniemy pierś po wszelkie możliwe ordery i odznaczenia od samego prezydenta Trumpa. Problem w tym, że nie zebraliśmy koniecznego dowodu i mając masę żetonów stresu skończyliśmy z wynikiem około 5 punktów… Najgorsze jest to, że wiemy jak ten dowód trzeba było zdobyć, ale niestety zabrakło nam na to czasu, gdyż na ten konkretny trop trafiliśmy dopiero o godzinie 12 ostatniego dnia.

Część naszej grupy oburzyła się, że jest to mało realistyczne. Według nich w prawdziwym świecie dostalibyśmy więcej czasu na rozwiązanie sprawy, dodatkowe środki i możliwości. W końcu jesteśmy agentami FBI! Osobiście uważam, że tak nie jest i że Detektyw dobrze przedstawia realia prowadzenia dochodzenia. Po prostu czasem na układy nie ma rady, a realizacja zakładanego planu w konkretnym przedziale czasowym jest dla szefów ważniejsza, niż realne rozwiązanie sprawy. Możemy się na to oburzać, ale tak niestety działa świat.

Podsumowanie i oczekiwania

Osobiście jestem Detektywem zachwycony. Podoba mi się jego mechanika, podoba mi się system Antares i wreszcie podoba mi się połączenie gry z informacjami ze świata realnego. Zagadki są ciekawe, sprawa nie jest oczywista od samego początku. Trzeba się trochę przestawić z myślenia znanego z innych gier (nie na wszystko jest czas!) na sposób rozwiązywania sprawy w Detektywie (trzeba zebrać dowody!). Nie widzę też tutaj problemu lidera. Sprawy są tak wielowątkowe, że nikt się nie nudzi i głos każdego ze współgraczy pomaga w rozwikłaniu zagadki.

Na jakie problemy można się natknąć? Przede wszystkim trzeba być skupionym. Moja żona jest najmniej entuzjastycznie nastawiona do Detektywa i z pewnością miał na to wpływ mały Filip, który cały czas ją rozpraszał, chciał być brany na ręce i dzielić się zabawkami. Dodatkowo nie można się zamykać na możliwe rozwiązania i pomysły na prowadzenie sprawy podsuwane przez współgraczy. W drugiej sprawie dwie osoby bardzo upierały się na konkretny styl grania. Okazało się, że to właśnie on uniemożliwił nam przejście scenariusza z wysokim wynikiem punktowym. Wbrew temu co ta dwójka twierdzi, problemem nie była konstrukcja sprawy, co po prostu upór przy jednym stylu grania.

Nie mogę doczekać się kolejnych spraw. Detektyw to dla mnie gra wyjątkowa. Chcę w niego grać i grać. Ma on olbrzymi potencjał i nadal namawiam Portal na wydanie kampanii w stylu „Z Archiwum X”. Przecież stawiacie na rynek amerykański, a tam fanów Foxa Muldera i „The Truth Is Out There” jest masa. Na razie pozostaje nam delektowanie się sprawą nazistowskich uciekinierów, bohaterskich amerykańskich chłopców, mniej bohaterskich amerykańskich chłopców, lombardów i złotych zegarków. No i oczywiście tajemniczego… Tego Wam już nie powiem, zagrajcie i odkryjcie to sami. Dla mnie na chwilę obecną Detektyw to mocne 9,5 i liczę na to, że kolejne sprawy tego entuzjazmu nie zgaszą.

 

0 Udostępnień