Obłędny Rycerz

Myślę że wielu z Was w dzieciństwie bawiło się labiryntami z kulkami. Tym, których takie zabawy ominęły spieszę z wyjaśnieniem. Były to zazwyczaj plastikowe labirynty, które przechylaliśmy, żeby pokonać je jedną, lub kilkoma metalowymi kuleczkami. Prosta, mała zręcznościówka bez fabuły. Co by było gdyby dodać do niej historię, zmieniające się mapy i różnorodne przeszkody? To pytanie zadali sobie twórcy Obłędnego Rycerza, którego polskim wydawcą jest FoxGames. Czy udało się zachować ducha zabawek naszego dzieciństwa? A może dzięki tej grze kulkowe labirynty odejdą do lamusa? Zapraszamy do zapoznania się z naszym zdaniem.

Przybliżenie gry

Obłędny Rycerz to gra-zabawka, w której będziemy mieli za zadanie przebrnąć naszym dzielnym rycerzem przez 20 poziomów, by odnaleźć i uratować księżniczkę. Jak to zrobimy? Na ściankach spodu pudełka znajdują się cztery wcięcia, w których umieszczamy dźwignie przechylające planszę. Na niej będziemy układać kolejne mapy, które ma pokonać nasz obłędny rycerz. Jego figurka jest zaopatrzona w kulkę, które sprawia, że przechylanie mapy skutkuje ruchem postaci. Wydaje się to banalnie proste, ale w istocie wymaga od nas skupienia, zręczności i dobrej kooperacji ze współgraczami.

Wykonanie

Powiem szczerze, że chyba napiszę jeden uniwersalny akapit, który będę wrzucała do wszystkich recenzji gier od FoxGames. To już się robi nudne. Wykonanie standardowo jest świetne. Grafiki cieszą oko, Gandalf ukryty w pudełku wywołuje natychmiastowy uśmiech na twarzy. Konstrukcja z pudełka, dźwigni i planszy działa bez zarzutu. Może tylko mapy mogłyby być wydrukowane na grubszej tekturze, ale to zupełnie nie przeszkadza w grze. Świetnym dodatkiem jest wskaźnik postępu, dzięki któremu możemy zaznaczyć, na której mapie i z jakim poziomem żyć skończyliśmy, jeśli nie możemy zagrać całej kampanii na raz. Lisy to pod względem wykonania planszówkowe kujony. Ciekawe, czy zeszyty w szkole też mieli tak wzorowo prowadzone.

Jak się w to gra?

Zasady są banalne, ale sama rozgrywka wymaga od nas nabrania wprawy i ogrania. Naszego rycerza możemy poprowadzić w dwóch do czterech graczy. Ktoś kiedyś usiłował grać solo, ale to podobno prawdziwy obłęd. Każdy z graczy, w zależności od liczebności składu, kontroluje jedną lub dwie dźwignie. Będziemy je naciskać, żeby przechylać planszę i wprawiać naszego bohatera w ruch.

Żeby nie było zbyt łatwo to na naszej drodze staną przeszkody. Mogą to być złowieszcze doły, do których za żadne skarby nie chcemy wpaść. Czasami tereny prowadzące do księżniczki będą usiane laskami dynamitu. Przecież logiczne jest to, że złoczyńcy chcą nam uniemożliwić dotarcie do celu za pomocą pola minowego. Taki dynamit zabierze nam życie za każdym razem gdy celowo, lub przypadkowo go przewrócimy, albo wrzucimy do jednego z dołów. Napotkamy też pozornie niewinne przeszkody, czyli płoty, kamienie, bramy, które jednak niejednokrotnie zdrowo namieszają.

Mapy są różnorodne. Niektóre to łatwe ścieżki wymagające od nas jedynie płynnego przejścia po z góry wytyczonej trasie. Każde jej opuszczenie trzeba nadrobić wracając do punktu, w którym zabłądziliśmy. Na swojej drodze poza dynamitem możemy spotkać również złoczyńców i Złego, których należy wepchnąć do pułapki (dowolnej, lub o właściwym numerze). Dwie mapy wymagają specjalnego użycia dynamitu (wysadzenia bramy, lub upewnienia się, że Zły już nie powstanie).

Na początku rozgrywki możemy wybrać poziom trudności na planszetce z życiami. Niektóre mapy skrywają dodatkowe życie w swych zakamarkach, co może bardzo pomóc w przejściu całej kampanii. Tracenie żyć jest jasno opisane w instrukcji. Warto pamiętać, że jeśli nasz bohater się przewróci, lub wpadnie w pułapkę to musimy wrócić na pozycję startową.

Dla spragnionych mocniejszych wrażeń powstała aplikacja, która odmierza czas, w jakim należy pokonać każdą z map.

Klimat

Wbrew pozorom w Obłędnym Rycerzu jest całkiem sporo klimatu. Może nie do końca wczujemy się w postać dzielnego bohatera… Spójrzcie na to błędne spojrzenie. Idealnie do niego pasuje snucie się po mapie niczym pijana kaczka. Znajdziemy tu odczucia towarzyszące nam przy kulkowych labiryntach z dzieciństwa. Czasem nieźle się zestresujemy, czasami zirytujemy, a innym razem, wraz ze współgraczami wybuchniemy gromkim śmiechem.

Podsumowanie

Obłędny Rycerz to świetna zabawa. Celowo użyłam tu tego słowa, bo trudno go nazwać grą. Mamy życia i poziomy, ale tutaj głównie chodzi o miłe spędzenie czasu. Każde rozstawienie tej gry kończyło się u nas przejściem wszystkich poziomów, choć im bliżej końca, tym bardziej byliśmy zmęczeni. Proponowałabym dawkowanie emocji i używanie systemu zapisu gry.

Autorzy Obłędnego Rycerza świetnie ujęli najlepsze cechy zabawki naszego dzieciństwa i ją ulepszyli. Zastosowanie prostych, ale świetnych pomysłów poskutkowało stworzeniem fascynującej zabawki dla dzieci i dorosłych. Niestety ma ona pewne wady. Po dwukrotnym przejściu całej kampanii zupełnie nie czujemy potrzeby do gry wracać. Może, gdyby poleżała trochę na półce, to zmienilibyśmy zdanie. Na pewno, gdybyśmy grali z dziećmi, miałaby ona dłuższą żywotność. Niestety dla dwóch do czterech dorosłych regrywalność zapewni tylko ograniczenie liczby partii rozgrywanych naraz.

Werdykt

Trudno mi jednoznacznie ocenić Obłędnego Rycerza. Z jednej strony rozgrywanie tej kampanii było świetną przygodą, ale z drugiej czuję, że ją już „przeszłam”. Przednia zabawa, ale z ograniczoną regrywalnością dla dorosłych. Nowości od FoxGames daję 7 – nadal z ogromną przyjemnością pokazuję Obłędnego Rycerza nowym graczom, ale w swoim stałym gronie nie będę po niego raczej sięgać.

  • Wykonanie: +

    +świetna jakość elementów

    +miłe dla oka grafiki

  • Ocena końcowa: 7

    +angażująca rozrywka

    +świetne wykonanie

    +uchwycony duch zabawek z dzieciństwa

    -dla dorosłych raczej jednorazowa

Gra otrzymana w ramach patronatu serwisu Znadplanszy.pl