Poessenowe przemyślenia na koniec października

Październik jest miesiącem targów Essen Spiel. Jako klimaciarz i zwolennik gier amerykańskich nie sądziłem, że będzie mi dane jechać w tym roku na Essen. Było tak do 28.09 gdy Tomek Międzik zaproponował mi wspólny wyjazd z Lucrum Games do Niemiec. Nie da się ukryć, że było to bardzo ciekawe doświadczenie, choć mocno męczące. Poza tym świętuję pierwszą rocznicę istnienia bloga, a w kraju wybuchła spora dyskusja na temat jednej kampanii crowdfundingowej.

Rok bloga!

Trzeciego października 2016 roku na tym blogu, w tym serwisie, pojawił się mój pierwszy tekst. Parafrazując internetową maksymę – grałem w Star Realms zanim to było modne. Od tego czasu wrzuciłem dwadzieścia siedem recenzji, dwanaście unboxingów i dziewiętnaście różnych tekstów. Co ciekawe pierwszy napisany w celu umieszczenia na ZnadPlanszy tekst, nadal się nie ukazał. Jest to recenzja Twilight Imperium 3ed i nadal czeka na odpowiedni moment. Chciałem Wam za ten rok bardzo podziękować i mam nadzieję, że nadal zamierzacie mnie czytać.

Dodatek do INIS

INIS to jedna z najlepszych gier ubiegłego roku i z pewnością jedna z ulubionych gier pewnego blogera z Trójmiasta. Polskie wydanie od Portalu jest w planach, ale cały czas napotyka kolejne trudności. Na chwilę obecną jedyne co na pewno wiemy to to, że gra kiedyś wyjdzie w naszym języku. Tymczasem na twitterze zapowiedziany został dodatek rozszerzający zakres graczy do pięciu, wprowadzający nowe lokacje (porty!), karty sezonów, pory roku (na przykład latem każda karta może zostać wykorzystana do ruchu). Wygląda to bardzo dobrze, może Portal pójdzie za ciosem i od razu wyda podstawkę wraz z dodatkiem?

Dziwna kampania Mocarstw

W październiku głośno było o kampanii na wspieram.to, której celem było ufundowanie gry strategicznej Mocarstwa. Jest to rozbudowany klon Ryzyka, który zebrał bardzo średnie opinie w prasie branżowej i poza jednym znanym kanałem, został mocno skrytykowany zwłaszcza za swoją wszechobecną losowość. Próg finansowy był ambitny – sześćdziesiąt tysięcy złotych, a na dodatek okazało się, że część nakładu już się drukuje. Twórcy nie mogli sobie pozwolić w tym wypadku na nieufundowanie gry i pod koniec kampanii nastąpił wspieraczkowy cud – kilka grubych wsparć pozwoliło przebić próg graniczny. Autorzy natychmiast zostali oskarżeni o samowspieranie gry, a niektórzy jej sukces (pozorny lub realny) uznało za niemalże obrazę dla naszego hobby. Osobiście uważam, że nawet jeśli autorzy „pomogli szczęściu” to jest to ich sprawa. Słaba gra, która nie poradzi sobie na rynku sprawi, że stracą masę własnych pieniędzy i nie będą dobrze wspominać tej kampanii. Jeśli jednak gra odniesie sukces, zyska sympatię graczy, to znaczy że autorzy mieli rację i powinniśmy się tylko cieszyć. Rynek sam zweryfikuje Mocarstwa i nie ma co drążyć tego tematu.

Essen Spiel 17’ – wrażenia ogólne

Najlepszym określeniem targów Essen Spiel byłoby słowo olbrzymie.

Bez wątpienia było to dla mnie olbrzymie doświadczenie. Powierzchnia targowa była olbrzymia. Liczba wydawnictw i gier była olbrzymia. Olbrzymia była liczba zwiedzających, tłok był olbrzymi. Olbrzymia była też ilość (niepoliczalna wręcz), jak to się w języku starokorporacyjnym mówi, typowych gier crapów.

W Essen pojawiłem się dzięki uprzejmości Tomka Międzika z Lucrum Games. Szczerze – tylko przed Essen myślałem, że to uprzejmość. Pojechałem tam w charakterze „games huntera”, który miał testować gry oraz obserwować i chodzić na spotkania z zagranicznymi wydawnictwami. Trzy godziny snu nocą i dziesięć kilometrów chodzenia po targach dziennie nieco zmieniło mi optykę. Nie żebym narzekał, ale to nie była uprzejmość, a podstępne zaciągnięcie do ciężkiej, acz wielce satysfakcjonującej pracy w Niemczech ;).

Czwartek był dniem szoku. Ogrom targów odrobinę mnie przytłoczył, a wyprzedanie się nakładu The Expanse na stoisku WizKids negatywnie wpłynęło na nastawienie… Pierwszy dzień był typowym rozeznaniem na targach. Jeszcze nie wiedziałem jak się tam można zachowywać, co wypada, a co nie. Wypadałoby też ekspresowo nauczyć się niemieckiego, bo część wyprzedawanych w języku Goethego gier była śmiesznie tania. Zrealizowałem szybciutko misję jaką było dorwanie egzemplarza Transatlantica z autografem Maca Gerdtsa dla żony i ruszyłem w podróż. W czwartek nauczyłem się mniej więcej rozkładu stoisk w konkretnych halach, odbyłem pierwsze spotkania z wydawnictwami i rozegrałem pierwsze Essenowe partie. Do najciekawszych gier ciężko było się dopchać, ale bezproblemowo można było pogadać o tym jak w grę grać, o co w niej chodzi i dlaczego warto ją wypróbować.  Powrót do Dortmundu, gdzie nocowaliśmy, był koszmarem. Olbrzymi korek, później długie szukanie sklepu… Do tego całonocne granie i dyskusje nad planami wydawniczymi.

Po trzygodzinnym śnie trzeba było ruszać na piątkowe polowanie. Drugi dzień z rzędu nie mieliśmy żadnych problemów z wejściem na teren targów. Za dziesięć dziesiąta byłem już na stoisku WizKids i było tam The Expanse! Niewiele myśląc zakupiłem własną kopię. Nie była to ostatnia gra, którą pozyskałem tego dnia na tym stoisku, bo wieczorem zagrałem w WarTime i wiedziałem, że to jest moje bingo. Do wydania w Polsce raczej się nie nadaje, ale osobiście jestem zachwycony. W piątek wykorzystałem znajomość hal i relatywnie niewielką frekwencję na robienie zdjęć. Udało mi się ustrzelić fotkę z geniuszem planszowym – samym Vlaadą Chvatilem, uciąłem sobie krótką pogawędkę z Samem Healeym, a także z Polakami na Essen: Michałem Ozonem, Mariuszem Milewskim, Kubą Mannem, czy Pawłem Kaczmarkiem… Wszyscy byli zabiegani, więc nie były to długie rozmowy, ale zawsze fajnie jest poznać opinie innych o targach. Ogólnie piątek oceniam jako najlepszy dzień. Trochę czasu dla siebie miałem, wiedziałem już o co w tym wszystkim chodzi, a nie było jeszcze tłumów i absolutnie zawalonego spotkaniami terminarza.

Po kolejnej zdecydowanie zbyt krótkiej nocy, lekko spóźnieni ruszyliśmy do Essen. Musieliśmy zaparkować na dużo odleglejszym parkingu i wystać swoje w sporej kolejce do wejścia. Sobota była dniem, w którym w halach pojawiło się wiele niemieckich rodzin i ciężko było się gdziekolwiek przedostać. Problemem była też masa złodziei, która skorzystała na ogólnym zamieszaniu i okradała zarówno wystawców jak i zwykłych uczestników. Sam niewiele mogę o sobocie powiedzieć ponieważ mój dzień wyglądał w ten sposób: 10 – 10:30 spotkanie, 11-11:30 spotkanie i tak dalej. W międzyczasie trzeba się było dostać z hali do hali co zabierało czasem nawet dwadzieścia minut, więc wiele tego dnia prywatnie nie zrobiłem, ani nie zobaczyłem. Głównie zapamiętałem spotkania z potencjalnymi zagranicznymi partnerami, które były bardzo konkretne, ale także miłe i mogłem się na nich sporo nauczyć zarówno z punktu widzenia recenzenta, jak i pracownika instytucji finansowej ;). Ogólnie na targach nie miałem nawet czasu nic zjeść, zadzwonić, czy czasem po prostu chwilę przystanąć. Ciągle coś się działo, cały czas trzeba było być w ruchu. Nie spodziewałem się aż tak intensywnego wyjazdu, ale w gruncie rzeczy jestem z niego bardzo zadowolony.

W niedzielę odpuściłem już sobie wyjazd do Messe Essen. Powrót Bla Bla Carem miałem ustawiony na godzinę 12 i nie było sensu pakować się w korki. Droga do domu była niemalże bezproblemowa. Na autostradzie mało samochodów, kompletny brak tirów, warunki zmienne, ale niezagrażające bezpieczeństwu. Jedyna nieprzyjemna historia wiązała się z… kontrolą celną. Zaraz za Dortmundem zostaliśmy zatrzymani przez niemiecki Zoll, kazano nam oddać dowody osobiste i stanąć obok auta. Jeden celnik przeszukiwał auto i zawartość toreb, a drugi pilnował nas, trzymając cały czas dłoń przy kaburze pistoletu. Bardzo nieprzyjemne i stresujące, ale też absolutnie niespodziewane zdarzenie. Przy tak tolerancyjnej i otwartej na masową imigrację z południa polityce naszych sąsiadów, nie sądziłem, że będziemy tak gruntownie „trzepani” przez służbę celną. Oczywiście żaden z nas nic nie przemycał, więc po dwudziestu minutach puścili nas dalej, ale całej akcji długo nie zapomnę…

Wieści od Gale Force Nine

Na Essen udało mi się porozmawiać z pracownikiem Gale Force Nine i uzyskać odpowiedź na kilka frapujących mnie kwestii. Po pierwsze – tak, Chińczycy zatrzymali całą partię dodatków do Star Trek Ascendancy i zostały one od nowa wydrukowane w fabryce na Tajwanie. Co ciekawe, firma najpierw kupiła tę fabrykę. To jest właśnie rozwiązywanie problemów przez międzynarodowe korporacje. Naprawdę byłem w niemałym szoku, gdy się tego dowiedziałem. Co oznacza to dla graczy? Dalsze plany wydawnicze nie powinny już w takim stopniu zależeć od czynników losowych. Borg powinien pojawić się na rynku w pierwszym tygodniu grudnia 2017, a następnie rokrocznie powinniśmy otrzymywać dwa dodatki do Ascendancy. Na pewno będą Tholianie i na pewno będzie Dominium. Woleliby uniknąć Wolkan, traktując ich jako część Zjednoczonej Federacji Planet, ale Paramount robi duże problemy z wyborem ras i to on dyktuje tutaj warunki. GF9 docenia informacje zwrotne, pozyskiwane przy okazji GenConu i Essen Spiel i dlatego nie wydali jeszcze Borga, ponieważ nadal pracują nad balansem. Powiem szczerze – rozmowa utwierdziła mnie w przekonaniu, że Ascendancy jest flagowym produktem GF9 i jeszcze będzie o nim głośno.

Polskie wydawnictwa na targach Essen Spiel 17’

Wspomniałem już, że na targach rozmawiałem z kilkoma polskimi wydawcami i trochę podglądałem jaki jest odbiór ich działań. Zacznijmy od informacji o naprawdę dużej rzeczy, którą prawdopodobnie udało się wynegocjować Portalowi. Informator jest tajny, wiadomość jest ściśle tajna, ale warto podgrzać atmosferę. Jestem pewien, że gdy tylko odpowiednie papiery zostaną podpisane, to wszyscy o tym niezwłocznie usłyszycie. Więcej napisać na razie nie mogę.

Wydawnictwo Rebel miało świetny pomysł na urządzenie stoiska w stylu Domku. Przykuwało to uwagę i pozwalało zlokalizować ich z daleka. Ludzie byli oczarowani nie tylko wyglądem stoiska, ale także promowanym przez Adama Kwapińskiego Nemesisem. Gra wygląda bardzo dobrze i gracze świetnie się przy niej bawili. Szykuje się kolejny Kickstarterowy hit rodem z Polski, który zbierze masę funtów. Gdzieś w kuluarach mówiło się, że gra będzie tańsza od Lords of Hellas. Rebel prawdopodobnie wyda również ciekawą, lekką grę ze stajni znanej zagranicznej firmy, ale tutaj również nie mogę powiedzieć nic więcej.

Lucrum Games dzięki pracy swoich games hunterów, dotarło do masy ciekawych  i oczywiście jest na co czekać ;). Chodzi tu zarówno o małe jak i duże tytuły. W kwestii hitu poprzedniego Essen, czyli Clanka! – gra ma się pojawić i nic w tym temacie się nie zmienia. Chłopaki po swojej stronie zrobili już wszystko i teraz czekają na ruchy za oceanem. Premiera Clanka! jest zdecydowanie bliżej niż dalej.

Games Factory w ostatnich miesiącach mocno się rozwija. Niedługo na rynku pojawi się Projekt Gaia, a nauczeni doświadczeniem transportują swoje gry drogą lądową, a nie morską. Star Realms drukowany był w Krakowie i z pięciotysięcznego nakładu sprzedano już około 90% gier. Tytuł został naprawdę dobrze przyjęty, ale nie ma co się dziwić, bo jest to naprawdę dobra karcianka. Co więcej dodruk Obecności wyprzedał się jeszcze w przedsprzedaży, a niedługo na rynku pojawi się druga edycja Dominiona. Kampania Board Game Creative Kit idzie bardzo dobrze, a prezentacje w czasie targów przyniosły zauważalne wzrosty kwoty wsparcia. Co ważne wszystkie elementy są produkowane w Polsce, więc nie trzeba się stresować ewentualnymi problemami z transportem. To jeszcze nie koniec dobrych wieści. Prawdopodobnie w najbliższych tygodniach Games Factory powinno ogłosić dołączenie się do międzynarodowego druku głośnego tytułu na popularnej licencji.

Wydawnictwo Egmont zdecydowało się wydać Rajas of the Ganges. Grałem w nią na spotkaniu z Games Factory i osobiście nie widziałem sensu wydawać tego w Polsce. Ani to ładne, ani nie ma sprytnych mechanizmów – niemieckie euro jakich wiele. Sporo graczy jest jednak tą informacją zachwyconych, więc po prostu mogłem się mylić w swojej ocenie.

Phalanx Games było bardzo zadowolone z targów. Mieli naprawdę dobre miejsce i świetny, widoczny zewsząd banner nad stoiskiem. Na pytanie o Teutonów padła odpowiedź, że może kiedyś uda się to wydać, lecz na pewno nie dziś. Z drugiej strony Hannibal pokazał, że można iść z grą wojenną na Kickstartera i odnieść sukces.  Jest to nadzieja dla kolejnych ambitnych projektów, a pierwszym będzie imponujący UBOOT. Ludzie byli tą pozycją bardzo zainteresowani, tematyka jest ciekawa, a model w skali 1:72 wygląda naprawdę bardzo dobrze. Ja za Opolan trzymam kciuki i wierzę, że znowu im się uda.

W co grałem w tym miesiącu?

W październiku rozegrałem co najmniej trzydzieści siedem partii w dwadzieścia dziewięć gier. Co najmniej bo nie wszystko w co grałem na Essen zanotowałem. Ewidencja w przypadku takiego pośpiechu i tempa wydarzeń jest dość utrudniona. Najwięcej partii zagrałem w WarTime. Sześć bitew rozegranych w świecie Valyance Vale było niesamowicie intensywnych i emocjonujących. Idea na kilkuminutową rozgrywkę, napędzaną przez klepsydry jest genialna w swojej prostocie i działa fenomenalnie. Jestem WarTime totalnie zachwycony i nie mogę się doczekać rozegrania pełnej kampanii. Co ważne WizKids zapowiada dalsze rozwijanie tego systemu – dodatkowe bitwy do podstawki i kolejne gry oparte na tej mechanice.

Grą miesiąca zostaje The Expanse Board Game. Nie chciałem powtarzać WarTime, a egranizacja serialu od stacji SyFy zasługuje na wyróżnienie. Rozgrywka była świetna, mechanika jest mocno zbliżona do tej znanej z Zimnej Wojny, czy gier z systemu COIN. Dla fana serialu pozycja obowiązkowa, ale każdemu polecam spróbować. Na blogu dostępny jest już unboxing i pierwsze wrażenia z rozgrywki.

Grałem również w Transatlantic Maca Gerdtsa i mam mocno mieszane uczucia. Gra mi się naprawdę podobała, ale moim zdaniem nie ma nawet startu do Concordii. Jest to bardziej karcianka niż planszówka. Mechanika jest oparta na poprzedniej grze niemieckiego autora, ale odrobinę przekombinowana. Dużo czasu zajmuje przesuwanie statków i pierwsze wrażenie mam takie, że ciężko tutaj coś zaplanować. Grę należy gruntownie ograć, bo nie wierzę, żeby miała być słabsza od Hamburgum, czy Navegadora. Liczyłem jednak, że będzie to najlepszy tytuł tego autora, a na to jednak się nie zanosi.

Najgorszą grą targów Essen jest jak dla mnie GooaAAAal!: Junior Pack. Gra jest absurdalnie prosta. Rzucamy kostkami i kto będzie miał więcej piłek niż przeciwnik rękawic ten strzela gola. Innowacją jest wprowadzenie rzutów karnych! Na każdej kostce mamy ¼ piłki. Bierzemy cztery kostki i jednocześnie nimi rzucamy. Kto pierwszy zbierze cztery ćwiartki piłki ten krzyczy gooool i zalicza trafienie z rzutu karnego. Totalny absurd, a jeszcze ktoś życzył sobie za to dziesięć Euro plus kolejne dziesięć Euro za matę…

Rozczarowaniem miesiąca jest fakt, że na Essen nie było żadnej gry, którą można by ogłosić hitem targów. Nie było tytułu, o który każdy by pytał, czy już ktoś inny grał, bo musi to zobaczyć. Liczyłem na jakąś nową Terraformację Marsa, czy inny hit Essen z poprzednich lat, a tak nie ma jednej gry, którą moglibyśmy ogłosić królową targów. Ot równy poziom, ale bez żadnych szalenie popularnych tytułów. Główne premiery i zapowiedzi w tym roku odbyły się w okolicach GenConu, a tutaj mieliśmy do czynienia z typowym, niemieckim wyrobnictwem.

  • Świetna recka. Dzięki za relację! Za rok koniecznie się muszę wybrać. Faktycznie – nie było w tym roku żadnego hitu na hype’ie.

  • Niezła relacja, dzięki. Rozwiałeś też moje wątpliwości co do zakupu Transatlantic. Byłem o krok od kupienia, ale porównanie do Navegadora, który jest grą nie tyle lekką, co złamaną sprawił że sobie odpuściłem, mimo że graficznie oraz tematycznie (liniowce transatlantyckie) gra bardzo mi podeszła. Będę też czekał na pełną recenzję The Expanse i zabieram się właśnie za opis Twoich Pierwszych wrażeń tegoż tytułu. Gratulacje !

  • Rozbudziłeś moją ciekawość tą tajemniczą dużą rzeczą od Portalu, byleby nie Gloomhaven. 😉 Faktycznie w tym roku nie było jakiegoś wyraźnego lidera targów, ale szczerze mówiąc rok temu też nie odczułem takowego.
    ps. Gratuluję nowego zdjęcia tytułowego dla felietonu- w końcu porządny serial „na tapecie”. 😛