APERIODYK#24 Przemyślenia na koniec roku pandemicznego

2020 – to był ciekawy rok, nie zapomnę go nigdy. Czego sobie życzę w 2021? Czegoś zupełnie innego… Kojarzy mi się on nieodłącznie z czołówką czwartego sezonu Babylon 5: „It was the year of fire… the year of destruction (…) the year of great sadness… the year of pain (…) It was the year everything changed.”. Ten – dosłownie – chory rok, który jest już za nami, miał też niewątpliwy wpływ na branżę planszową, ale także na każdego z nas osobiście. Widać to w życiu codziennym, widać to po naszej aktywności blogowej w tym roku, widać po aktywności niektórych znanych kanałów YouTubeowych pod koniec 2020… 2021 zapowiada się podobnie ciężko, ale nie możemy załamywać rąk. Czas zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Zacznijmy od rozliczenia roku pandemicznego.

Brak napędu do działalności blogowej

Nie ma co ukrywać – końcówka roku była wręcz fatalna w naszym wykonaniu, jeśli chodzi o dostarczanie nowych treści naszym czytelnikom. Lub słuchaczom, bo przecież zaczęliśmy nagrywać podcast, który przez moją absolutną niechęć do składania kolejnych odcinków został na razie totalnie porzucony i odłożony na półkę zapomnienia… W przypadku tekstów pisanych, w ostatnim kwartale 2020 roku pojawiło się ledwie pięć recenzji. Żadnego Aperiodyka, żadnej topki. Nie udało się też opublikować żadnego z nowo wymyślonych formatów, nawet takich co do których wystarczyło wykonać ostateczny szlif. Nie będę ukrywał – słynna druga fala pandemiczna uderzyła nas nie tyle fizycznie co psychicznie. Do tego należy dołożyć powrót Marysi do pracy w szpitalu, co pozbawiło blog prezesa zarządu, edytora i kreatywnego autora. Ja sam musiałem łączyć Home Office’ową pracę z opieką nad trzylatkiem. Nie miałem głowy do prowadzenia bloga, nie miałem siły do narzucania sobie kolejnego obowiązku, a półka wstydu i nienapisanych tekstów tylko rosła…

Mam nadzieję, że w nowym roku uda się odwrócić ten negatywny trend. Styczeń na pewno będzie lepszy od poprzedniego kwartału, ale co przyniosą kolejne miesiące… Nie muszę Wam tłumaczyć tego, że sytuacja nie jest psychicznie komfortowa. Pseudogodzina policyjna w sylwestra, apelowy zakaz zgromadzeń, lockdown bez lockdownu i narodowa kwarantanna w żółtych strefach, zamieszanie związane ze szczepionkami. Jest tego po prostu za dużo. Chaos informacyjny, chaos w działaniach rządu i policji, chaos w statystykach Covidowych. Nauczeni doświadczeniem mam nadzieję, że poradzimy sobie lepiej niż w ubiegłych miesiącach. Bo mimo, że prowadzimy bloga za darmo i dla zabawy, to jednak jesteśmy winni Wam – stałym czytelnikom, ale także tym którzy okazjonalnie pojawiają się na ZnadPlanszy – zapewnienie odskoczni od problemów pandemicznych, które większość z Was pewnie odczuwa.

W tym miejscu życzymy Wam szczęśliwego nowego roku i zapraszamy do kilku przemyśleń na koniec 2020, a także zaległych podsumowań comiesięcznego grania w naszym wykonaniu.

Zmierzch Ery Fantasy Flight Games

Kiedy wchodziłem na poważnie w świat gier planszowych w 2009 roku, grałem na okrągło w trzy posiadane przez siebie gry. W kolejności nabywania tych tytułów były to Gra o Tron, Twilight Imperium 3ed i Battlestar Galactica. Wszystkie były wydane przez Fantasy Flight Games, a firma ta jawiła się jako gwarant jakości zarówno mechanicznej jak i produkcji. Dziś FFG zajmuje się głównie odcinaniem kuponów od swojej wyrobionej przez lata marki. Po odejściu ze stanowiska CEO Christiana T. Petersena polityka firmy skupiła się na rozwijaniu linii produktów do swoich serii kolekcjonerskich i ewentualnie dodatkach oraz reedycjach starszych tytułów. 2020 był jednak rokiem wyjątkowo fatalnym w wykonaniu FFG. Skandalicznie słabym. Oczywiście fani Arkham Horror LCG, czy Marvel Champions mają prawo być zadowoleni, a grający w Twilight Imperium 4ed dostali tak długo wyczekiwany dodatek. Cieszę się z tego bardzo. Tyle tylko, że z nowych tytułów w 2020 roku ze stajni FFG wyjechało jedynie Fallout Shelter. Ewentualnie można za taką nowość uznać też Cosmic Encounter Duel. Jak na firmę, która przecierała szlaki, która wskazywała kierunek rozwoju całej branży, która posiada 12 tytułów na liście TOP 100 BGG… jest to wynik fatalny, zawstydzający i pokazujący jak bardzo w ciągu kilku lat może zmienić się wizerunek i sposób działania firmy tak wielkiej jak Fantasy Flight Games.

„Euroizacja” GMT Games

Wiatr zmian jest też coraz bardziej wyraźnie widoczny w działaniach firm znanych z produkcji gier wojennych. Od lat widać, że takowe coraz częściej wypuszczają produkty skierowane do… niekoniecznie konserwatywnych graczy wojennych, a bardziej casualowych, którzy cenią sobie historyczną tematykę, ale nie chcą przekopywać się przez ogrom tabelek i masę żetonów. W latach ubiegłych przykładem takiego podejścia było Time of Crisis, choć oczywiście moglibyśmy cofnąć się aż do 2005 roku i pierwszego wydania Twilight Struggle. Wydaje mi się jednak, że nigdy wcześniej nie było to aż tak widoczne. Przeglądając sobie listy najlepszych gier 2020 roku wydanych przez GMT Games gracze najczęściej wspominają pięć tytułów. Caesar: Rome vs. Gaul (oparte na mechanice Hannibala) można uznać za pełnoprawną grę wojenną, ale już All Bridges Burning (będące nową grą w serii COIN) za skomplikowaną, ale abstrakcyjną hybrydę. Apocalypse Road jest grą o wyścigach w postapokaliptycznym świecie, ciężko to nazwać ciężką grą wojenną. Imperial Struggle to XVIII wieczny następca duchowy Zimnej Wojny, konflikt i historia są w nim niewątpliwie obecne, ale jest to tytuł który spokojnie można sprezentować zaawansowanym eurosucharzystom. Versailles 1919 – zaliczany do serii Great Statesman razem z Churchillem i Peryklesem – jest już pełnoprawną grą euro. Klimaty są jak najbardziej historyczne, gdzieś w umowny sposób toczą się w tle pomniejsze konflikty zbrojne, ale tak naprawdę jest to gra licytacyjna o przewagi w kosteczkach na kartach dających nam punkty zwycięstwa. Wiatr zmian, upraszczanie zasad, wprowadzanie coraz większej liczby mechanik euro do hybryd to coś, co czeka nas również w nadchodzących latach. Szczerze mówiąc bardzo się z tego cieszę.

Wojna celna, czyli gry planszowe a relacje USA – UE

ROZPORZĄDZENIE WYKONAWCZE KOMISJI (UE) 2020/1646
z dnia 7 listopada 2020 r.
w sprawie środków polityki handlowej dotyczących niektórych produktów ze Stanów
Zjednoczonych Ameryki w następstwie rozstrzygnięcia sporu handlowego w ramach Uzgodnienia
w sprawie zasad i procedur regulujących rozstrzyganie sporów w Światowej Organizacji Handlu

Artykuł 1
W następstwie rozstrzygnięć w sporze WTO DS353 Stany Zjednoczone – Środki wpływające na handel dużymi cywilnymi
statkami powietrznymi oraz po udzieleniu upoważnienia przez Organ Rozstrzygania Sporów WTO Unia Europejska
zawiesza stosowanie w handlu Stanów Zjednoczonych koncesji celnych przywozowych na mocy GATT 1994 w odniesieniu
do produktów wymienionych w załącznikach I i II do niniejszego rozporządzenia.
Artykuł 2
W konsekwencji Unia zastosuje dodatkowe cła na przywóz do Unii produktów wymienionych w załącznikach I i II do
niniejszego rozporządzenia i pochodzących ze Stanów Zjednoczonych Ameryki („Stany Zjednoczone”).

Dalej w dokumencie można znaleźć informacje, że gry planszowe sprowadzane ze Stanów Zjednoczonych będą objęte cłem w wysokości 25%. Dodajmy do tego VAT i zwiększoną aktywność polskich celników i mamy za progiem niebotyczną podwyżkę cen gier sprowadzanych z USA. Nie mówimy tu tylko o GMT Games. Academy Games, Compass Games, Worthington Games… Dotknie to nie tylko graczy wojennych, bo przecież Leder Games też wysyła gry z Ameryki, a w swoim portfolio mają popularne, a niewydane w Polsce, gry w stylu Vastów, czy nadchodzącego Oath. Jako osoba posiadająca dużo gier, które trafiają do Europy ze Stanów Zjednoczonych jestem wprost załamany… Przy i tak rosnącej inflacji, zwiększanych cenach nominalnych gier, które przebijają kolejne bariery psychologiczne… Nasze portfele czekają ciężkie czasy.

Międzynarodowy wydawca – PHALANX

Niedawno szukałem informacji o dodatku do Quartermaster Generala. Wszedłem na stronę Aresgames, a tam znalazłem informację, która uświadomiła mi ile znaczy dziś Phalanx w światowych planszówkach.

The PHALANX Games section is now updated with information and images of four new games expected to release in March 2021: Rocketmen, Successors, 1941: Race to Moscow, and Fire in the Sky.

To właśnie firma rodem z Opola, odpowiada za światowe reedycje takich hitów jak Sukcesorzy, czy Fire in the Sky. To oni odpowiadają za najnowszą grę Martina Wallace’a. Na listach top 10 zeszłego roku wśród recenzentów ze Stanów Zjednoczonych można znaleźć Europe Divided, a również docenione zostało Freedom. Sukces U-Boota dał Phalanxowi drogę na światowe salony, z czego skrzętnie skorzystali. Nie zapominają jednak o polskim rynku. Rodzima edycja Brassa, czy Dominant Species przez lata wydawała się być czymś nieosiągalnym, a jednak się doczekaliśmy. Wisienką na torcie będzie nowa edycja gry wojennej autorstwa doktora Jarosława Flisa, czyli 1920. W 2020 mieliśmy dwie gry traktujące o tematyce Bitwy Warszawskiej, obie o tej samej nazwie, obie ciekawe, ale to ten tytuł będzie jednak pełnoprawną grą wojenną, a nie logiczną o tematyce historycznej. Trzymam kciuki za równie udany rok 2021 dla Phalanx i ich fanów, do których sam należę.

Polacy rządzą na Kickstarterze

Do sukcesów Awaken Realms na Kickstarterze zdążyliśmy się przyzwyczaić. Kolejna kampania Nemesis przyniosła tym razem ponad 5 milionów funtów. ISS Vanguard na Gamefound zebrał prawie 5 milionów dolarów. Niesamowite liczby, które przekraczają wszelkie wyobrażenia, a Awakenów plasują wśród absolutnych królów planszowego crowdfundingu. Wspomniany już wcześniej w tym tekście Phalanx nie może pochwalić się milionowymi kwotami zbiórek w ostatnich dwunastu miesiącach, ale łącznie ponad ćwierć miliona funtów zebranych przy kampaniach Rocketmena i Domination to wyniki dobre, a w skali kraju nawet bardzo dobre. 50 tysięcy euro zebranych przez Redi Games na ich najnowszą grę w świecie Penny Dreadfun to, przynajmniej dla mnie, spora niespodzianka. Wydaje mi się, że największym osiągnięciem zeszłego roku, jest jednak imponujący debiut Glass Cannon Games i ich kampanii Frostpunku. Kooperacyjna gra Adama Kwapińskiego, w świecie znanej gry komputerowej, zebrała aż 2,5 miliona euro, trafiając do koszyka klientów od Australii, przez Niemcy i Francję, aż po USA i Kanadę. W Glass Cannon Games pracuje, będący dla mnie przez wiele lat „twarzą Phalanxu”, Michał Ozon i liczę na to, że firma pójdzie w kierunku gier, do których nawiązuje jej nazwa. Udany rok polskich firm na KS, ale nie wiadomo na ile będziemy w stanie powtórzyć tak dobre wyniki w kolejnym roku pandemii.

Lucky Duck Games na polskim rynku

Jeśli obecność na polskim rynku wydawniczym zaczynasz od nowej gry Uwe Rosenberga (jakkolwiek byśmy jej nie oceniali) i genialnego Watergate (tutaj akurat byliśmy z gry bardzo zadowoleni) to wiadomo, że mamy do czynienia z nowym, mocnym graczem. Kolejnym krokiem Lucky Duck Games było wypuszczenie pięknego Calico, serii gier kieszonkowych (fantastyczni Pionierzy!) i – a dla Marysi nawet przede wszystkim – imprezowi Paranormalni Detektywi. Nie zapominajmy o kolejnej wersji uwielbianych w Polsce Kronik Zbrodni – 1400 – godnego następcy pierwowzoru wydawanego w kraju przez FoxGames. Prawdziwa bomba czeka nas jednak w ciągu najbliższych miesięcy. Dune Imperium zbiera zachwycające opinie w Stanach Zjednoczonych. Na BGG może się poszczycić oceną 8.5, co przy ponad 1,2 tysiącach głosujących oznacza miejsce w pierwszej 700-ce rankingu. Kwestią czasu jest kiedy Dune pójdzie zdecydowanie wyżej, a stawiam dolary przeciwko orzechom, że już niedługo wyląduje w pierwszej setce. Premiera Dune Imperium jest najbardziej oczekiwanym przeze mnie momentem pierwszego półrocza w polskim świecie planszówkowym.

Top gier ostatniego półrocza

Przez ostatnie pół roku zanotowaliśmy 350 partii w 74 tytuły. Pod względem grania był to okres zdecydowanie lepszy od pierwszej połowy 2020. Co wygenerowało tak wysoki wynik? Oczywiście zrobiły to Fantastyczne Światy, które odpowiadają za niemalże jedną trzecią łącznej liczby rozgrywek, gdyż zagraliśmy w nie aż 115 razy! Na drugim miejscu, pod względem liczby partii, uplasowali się niespodziewanie Paranormalni Detektywi. 20 rozgrywek nie odbywa się przypadkiem, czego powodu łatwo doszukać się w miłości Marysi do roli ducha w tym tytule. Na ostatnim stopniu podium znalazła się „ostatnią nadzieja gier Legacy”, czyli Dylematy Króla. Recenzja pojawi się na blogu, ale  – jak to zwykle wygląda przy grach legacy – uczucia po finałowej rozgrywce mam mieszane…

Nie będę tutaj rozliczać najlepszych premier 2020 roku. Na takie podsumowanie musicie poczekać do osobnego aperiodyku. Udało nam się jednak zagrać w tyle nowych gier z lat ubiegłych, że i tak mam aż nadto tytułów, które chciałbym pochwalić. Zaczynając od tytułu, który przeleżał zawstydzająco długo na półce wstydu, wreszcie wypróbowaliśmy Tyrants of the Underdark. Mechanicznie jest to zdecydowanie najlepsza gra Gale Force Nine i z miejsca stała się stałym bywalcem naszych planszowych spotkań. Jest to wprost genialne połączenie deckbuildingu z planszą, chyba najlepsze w jakie dotychczas miałem okazję zagrać. Przyjemnie spędzało nam się czas przy Castles of Tuscany, które dają mi podobne odczucia co Zamki Burgundii, przy zauważalnie krótszym czasie rozgrywki. Jednakże zdecydowanie lepszym Feldem ostatnich miesięcy jest według mnie Bonfire. Marysia mogłaby się ze mną nie zgodzić, ona do tego tytułu specjalnej sympatii nie poczuła, ale dla mnie to druga (pierwszą pozostają nadal Zamki Burgundii) najlepsza gra Stefana Felda w jaką miałem okazję zagrać.

W ubiegłym roku udało nam się nadrobić trochę zaległości z rodzimego rynku wydawniczego. W grudniu gruntowanie ograliśmy trylogię Zachodniego Królestwa. Architekci są dla mnie odrobinę zbyt prostą i krótką grą, Wicehrabiów z kolei postrzegam jako zbyt przekombinowanych. Najbardziej podobają mi się Paladyni, którzy są bardziej skomplikowani od Architektów, ale wydają mi się lepiej zoptymalizowani od Wicehrabiów. Co warte podkreślenia wszystkie tytuły trylogii ogrywaliśmy w czteroosobowym składzie. W 2020 roku zacząłem również grać solo! Tytułem który mnie do tego przekonało było Arkham Horror: Gra Karciana. Zachwyt mój tym tytułem symbolizują trzy zamówione cykle i dumnie stojąca na półce dedykowana skrzynia z insertem od reDrewna. Muszę jeszcze wspomnieć o grze dość nietypowej jak na standardy tego bloga. Podaj Dalej, bo o tym tytule mowa, to idealny produkt imprezowy. Ta ulepszona wersja głuchego telefonu szturmem podbiła nasze (niestety nieliczne i skromne z uwagi na ograniczenia pandemiczne…) imprezy, sprawdzając się w każdym testowanym gronie.

Czas przejść do segmentu gier wojennych, czy też gier historycznych opowiadających o konkretnym konflikcie. Bez wątpienia najlepszym tytułem w jaki graliśmy w 2020 roku, typowym ukrytym diamentem, był Quartermaster General Second Edition. W grupie moich przyjaciół stanowi największe planszówkowe odkrycie od 12 lat! To wtedy ostatni raz tak zachwyciliśmy się Grą o Tron, grając w nią non-stop w trakcie każdego wspólnego wyjazdu. Tutaj zadziało się dokładnie to samo, a przyznam że przy takim doświadczeniu planszowym, nie spodziewałem się, że coś takiego jest jeszcze w ogóle możliwe. Szkoda że QMG jest grą, która najprawdopodobniej nigdy nie zostanie wydana w naszym języku… Plotki głoszą, że zupełnie inny los czeka Pax Pamir Second Edition. Sam otrzymałem swój kickstarterowy egzemplarz i – jak na razie jedyną – rozgrywką jestem zachwycony. Cole Wehrle to klasa sama w sobie i jeden z najzdolniejszych autorów ostatnich lat. Po odbiciu się od Eklundowego Pax Transhumanity miałem obawy co do inwestowania w kolejne Paxy, ale Pamir jest świetnie skrojoną grą zarówno dla fanatyków gier historycznych jak i euroentuzjastów. Polska edycja byłaby niesamowitą niespodzianką, ale trzymam kciuki, żeby któreś z wydawnictw rzeczywiście się na wydanie Pamira odważyło. Ciekawe, czy ktoś zechciałbym zaproponować rodakom rodzimą edycję Versailles 1919? Jest to na tyle atrakcyjna eurogra, że osoby lubiące przesuwać kosteczki i zdobywać przewagi na punktujących kartach bawią się nią wyśmienicie. Ja z kolei pomagam stworzyć „wersalskiego bękarta”, ku niezadowoleniu pokonanych Niemców i rodzącej się sowieckiej potęgi i kształtuję losy powojennego świata, starając się nie powtórzyć błędów sprzed 100 lat. Przyznam, że Churchill to to nie jest, ale przystępność Versailles powoduje, że dużo łatwiej jest zebrać drużynę do zagrania w ten tytuł.

Standardowo na sam koniec zostawiłem sobie największe rozczarowania analizowanego okresu. Niewątpliwie na takie miano zasługuje Black Angel. Twórcy genialnego Troyes, wysłali swój pomysł w kosmos, jednocześnie wysyłając tam jakąkolwiek radość z rozgrywki… Black Angel zamiast bawić to irytuje, przede wszystkim dziwnymi pomysłami mechanicznymi, masą elementów, którymi trzeba zarządzać i zbyt długim czasem rozgrywki. Najprościej nazwać to rzeczywiście Troyes, tylko zrobionym źle… Kolejnym rozczarowaniem jest T.I.M.E. Stories Revolution: The Hadal Project. Wszystko na co niegdyś narzekali przeciwnicy oryginalnego TS, czyli brak decyzyjności, nudne i powtarzalne przeglądanie wszystkich kart lokacji, liniowa rozgrywki i nieekscytująca fabuła, uderzyło nas w twarz z siłą huraganu. Hadal Project wylądowało na półce po zakończeniu połowy scenariusza, a powrotu do serii już nie planuję. Ostatnim, dość niespodziewanym rozczarowaniem, uznaję Załogę. Nie żeby nagrody Spiel des Jahres coś dla mnie znaczyły, ale jednak masa hurraoptymistycznych opinii, kosmiczny klimat i bardzo ciekawy pomysł na rozgrywkę jawiły się jako pewny hit naszego wakacyjnego wyjazdu. Ostatecznie przy grze totalnie się wynudziłem, czując się jak przy grach Wolfganga Warscha… Rozumiem co chciał osiągnąć autor, widzę co podoba się innym recenzentom, ale dla mnie to po prostu nie działa i w tej „mechanice” wolę pograć w klasycznego tysiąca.