Paranormalni Detektywi

Każdy, kto mnie choć trochę zna wie, że nie czytam instrukcji. Zawsze się rozpraszam, szybko nudzę i zniechęcam podczas poznawania nowych zasad. Jakież było zdziwienie mojego małżonka gdy zorientował się, że instrukcję pewnej gry – z własnej nieprzymuszonej woli! –  przeczytałam. Dodam jeszcze, że po lekturze byłam w tej grze zakochana i zaczęłam się zachowywać nieco irracjonalnie, jak to na początku gorących związków bywa. Dzień później w naszym domu pojawiła się (legalna!) grupka naszych najbliższych znajomych, która lekko oniemiała na mój widok. Otóż, przebrałam się za ducha… Po co?

Przybliżenie gry

… po to, żeby pomóc im wczuć się w klimat Paranormalnych Detektywów. Wcieliłam się w rolę zbłąkanej duszy, która właśnie opuściła swe doczesne ciało. Moi przyjaciele wcielili się w rolę detektywów, którzy na podstawie wyglądu mych doczesnych szczątków i moich drobnych podpowiedzi, mają ustalić okoliczności mojej śmierci. Oczywiście jak na ducha przystało nie oferowałam prostych odpowiedzi, a jedynie delikatne sygnały z zaświatów. Tabliczka ouija, karty tarota, rzucone na podłogę sznurki, delikatny dotyk, czy chwilowe wizje to wszystko, co mogłam zaoferować moim adeptom spirytystycznej detektywistyki. Czy podołali zadaniu?

Elementy gry

Cóż tu dużo mówić – gra jest przepiękna i bardzo dobrze wykonana. Michał Herman wykorzystuje w Lucky Duck Games swoje doświadczenie z FoxGames i po raz kolejny uraczył nas najwyższej jakości produktem. Nie wiem czy to jego zasługa, czy może zupełnie nie miał z wykonaniem nic wspólnego, ale jestem pewna, że ten Pan po prostu lubi dostarczać nam solidne i ładne zabawki. Grafiki są estetyczne i klimatyczne. Trzeba docenić funkcjonalny insert i grube, nie wymagające koszulkowania karty, co powoli zaczyna być ewenementem. Mamy nawet specjalne tabliczki i ścieralne markery, żeby nie niszczyć lasów. Wszystko bardzo mi się podoba, a współgracze podzielają moje zdanie.

Jak się w to gra?

Przygotowanie partii jest banalne. Detektywi otrzymują swoją talię kart, dostosowaną do liczebności składu osobowego. Ponadto mają ścieralna tabliczkę do wykonywania notatek, marker i zasłonkę, która ma ukrywać ich notatki przed wścibskimi konkurentami. Duch ma swoją tabliczkę do śledzenia postępów współgraczy i masę przedmiotów, które mają mu pomóc w porozumieniu się z nimi. Na środku stołu ląduje plansza, na której należy pobieżnie opisać ciało ofiary – płeć i widoczne urazy. Ponadto mamy tam duchomierz i tablicę ouija, których duch używa do odpowiedzi na zadawane pytania. Obok planszy ładują dwa sznurki i karty tarota służące temu samemu celowi.

Podczas swojej tury gracz musi zadać duchowi pytanie i zagrać jedną z kart z ręki. Te karty determinują w jaki sposób zjawa może odpowiadać. Przykładowo Dotyk Ducha pozwala nieboszczykowi odpowiedzieć za pomocą rysowania palcem po plecach ciekawskiego detektywa. Inna karta pozwala odegrać pantomimę, ułożyć trzy wybrane karty tarota, ułożyć coś z dwóch sznurków, czy wydać dźwięk lub coś pokazać. Następnie aktywny gracz może spróbować odpowiedzieć na 5 pytań – kto zabił, dlaczego, gdzie, czym i jak. Jeśli mu się to nie powiedzie duch zapisuje na jego karcie liczbę, symbolizująca ile poprawnych odpowiedzi udzielił i zaznacza to samo na swojej kartce. Paranormalni detektywi nie są grą kooperacyjna. Każdy z przyszłych Sherlocków chce pierwszy rozwikłać zagadkę śmierci ducha. Ten wygrywa, jeśli ktoś prawidłowo odpowie na 5 końcowych pytań. Jeśli nikomu się to nie uda, przeklęta dusza będzie się po wsze czasy pałętać po tym padole łez, a zwycięzcą zostaje detektyw, który był najbliżej prawidłowej odpowiedzi.

Podsumowanie

Mój zachwyt, który pojawił się podczas czytania instrukcji, trwa dalej. Jestem zauroczona Paranormalnymi Detektywami. Jako duch bawiłam się przednio. Może nawet zanadto wczuwałam się w rolę krążąc wokół biednych detektywów i wczuwając się w pokazywane odpowiedzi. Dla mnie była to genialna rozrywka. Ale ja grałam jedynie jako duch, nie poznałam gry z drugiej strony, więc zapraszam Was do zapoznania się ze zdaniem Sebastiana, który poznał ciężkie, detektywistyczne życie.

Ja z kolei grałem tylko jako detektyw i nie będę ukrywał – pierwotnie nie miałem pojęcia o co w tej grze chodzi. Jakieś dziwne, niezrozumiałe rysunki wykonywane przez Marysię, szalone dźwięki, absurdalne pantomimy… przecież to nijak nie przybliżało mnie do poprawnej odpowiedzi…  Wtedy koleżanka przede mną spróbowała strzelić, co takiego się duchowi przydarzyło i coś w mojej głowie przeskoczyło. Poczułem się niczym w przepowiedni Jerzego Brzęczka o przebudzeniu Piotra Zielińskiego. Miałem typowy moment olśnienia. Wszystko sobie poukładałem i udało mi się rozwikłać zagadkę!

Od tego czasu, rozumiejąc już w jaki sposób należy podejść do pracy paranormalnego detektywa, bawiłem się wprost wyśmienicie. Mam swoje ulubione karty, a kolejność ich zagrywania ma olbrzymie znaczenie i jest podyktowana taktycznym planem na daną rozgrywkę. Obserwowanie reakcji innych graczy i starań ducha jest ciekawe i nierzadko bardzo zabawne. Satysfakcja z odgadnięcia poprawnej odpowiedzi jest olbrzymia, ale największym szokiem jaki przeżyłem w grze było rozwikłanie zagadki pewnej śmierci przez naszego kolegę. Gdy usłyszałem co wymyślił uznałem, że totalnie się pomylił. Okazało się, że byłem w absolutnym lesie, a on rozwikłał zagadkę w 100%, łącząc ze sobą wszystkie informacje w sposób, na jaki ja bym nigdy nie wpadł. Genialna gra!

Werdykt