Ostatnie chwile. Burzliwe życie Billy’ego Kerra – ostatnie wrażenia…

Większość gier ma obecnie dość oklepaną tematykę. Prościej zrobić kolejną grę o wikingach, czy malowaniu obrazków, niż wymyślić coś świeżego i nietypowego. Kiedy usłyszeliśmy o tytule symulującym opiekę nad terminalnie chorym pacjentem skrywającym tajemnicę, którą będziemy się starali odkryć, to z miejsca byliśmy nim zainteresowani. Wreszcie coś nowego! Mechanika na papierze wydawała się troszkę za prosta, ale przecież to historia miała tu grać główną rolę. Z dużym entuzjazmem zasiedliśmy do partii… Czy ten entuzjazm przetrwał? Tytuł tekstu już sugeruje jaka jest odpowiedź na to pytanie…

Wykonanie jest bardzo solidne. Pudełko ma niestandardowy wymiar, ale ładnie prezentuje się na półce. Całość jest utrzymana w pastelowej kolorystyce, przywodzącej na myśl oddział szpitalny, co działa w tym przypadku na plus. Karty są solidne, nie potrzebują koszulkowania i dzielnie znoszą tasowanie. Grafiki są ascetyczne, a ikonografia jest czytelna i łatwo się w niej odnaleźć. Nieco więcej fantazji widać na kartach wspomnień, które są pokryte świetnymi ilustracjami i okraszone cytatami Billy’ego. Wykonanie i wygląd gry dobrze wprowadza nas w nastrój. Z jednej strony szpitalna powściągliwość, z drugiej sugestywne i emocjonalne wspomnienia głównego bohatera.

Instrukcja jest niestety kiepska. Po pierwszym przeczytaniu nie wszystkie zasady były jasne, a umówmy się, sama gra jest dość prosta. Co gorsze, jest skonstruowana w taki sposób, że trudno jest na szybko znaleźć odpowiedź na nurtujące nas w czasie partii pytanie. Szkoda, że tak mechanicznie nieskomplikowana gra, nie ma równie przystępnej instrukcji.

Teraz może chwilę skupmy się na wspomnianej mechanice. Podstawą gry jest worker placement. Gracze mają do dyspozycji pionki lekarzy, pielęgniarek i pomocników medycznych. W trakcie tury będziemy wyciągali i układali na planszy trzy karty pacjenta, symbolizujące trzy zmiany w ciągu doby. Na każdej widnieje wymagana obsada i wydarzenie, które ma miejsce. Czasami występują tu dwie możliwości – zapewnienie Billy’emu opieki medycznej, co zapobiega pogorszeniu jego stanu zdrowia, lub go poprawia oraz zapewnienie opieki paliatywnej – wtedy nasz pacjent dzieli się z nami wydarzeniami z przeszłości. Innym razem możemy mieć do czynienia z nagłym pogorszeniem stanu zdrowia, które wymaga od nas zapewnienia pełnej obsady i wydania masy cennych żetonów opieki.

Jaki jest cel gry? W Ostatnich Chwilach znajdziemy dziesięć powiązanych scenariuszy, które będziemy sukcesywnie rozgrywać. Każdy z nich ma określone warunki wygranej, zazwyczaj wiążące się z odnalezieniem właściwych wspomnień. Każdy wprowadza również mniejsze, lub większe zmiany w mechanice. Przegrywamy, kiedy pionek Billiego dotrze do końca toru stanu zdrowia, lub nasi pracownicy otrzymają dwa ostrzeżenia od dyrektora szpitala, z powodu złego obsadzenia zmiany.

Historia, którą poznamy w czasie dziesięciu scenariuszy Ostatnich Chwil bazuje na prawdziwych wydarzeniach. Nie chcę Wam tutaj rzucać spoilerami, więc ograniczę się do stwierdzenia, że jest ona smutna, ale bardzo dobrze skonstruowana. Miała być sercem tej gry i faktycznie jest jej najmocniejszą stroną. Niestety odkrywanie jej pozostawia wiele do życzenia. Mgliste wspomnienia dobieramy losowo, kiedy pozwoli nam na to karta pacjenta. Zawierają one cytat, który wprowadza nas w przedstawiane zdarzenie i częściową ilustrację. W dalszej części rozgrywki będziemy starali się znaleźć wyraźne wspomnienie, pasujące do wcześniej dobranego mglistego. Ponownie odbywa się to za pomocą dobierania kart z taką różnicą, że szukamy karty oznaczonej konkretnym przedziałem czasowym. To nieco zmniejsza losowość tego poszukiwania. Niestety w obu taliach znajdują się karty wydarzeń, które mogą skutkować pogorszeniem stanu naszego pacjenta lub przerwaniem wypytywania.

Z jednej strony dobrze symuluje to rozmowę z ciężko chorym człowiekiem, który błądzi myślami między swymi wspomnieniami, dzieli się jedynie strzępkami wiedzy i trudno go nakłonić do skupienia się na jednym temacie. Z drugiej, nie sądzę żebym jako gracz, potrzebowała takiej symulacji w wolnym czasie. Już pierwszy scenariusz polega na tym, żeby losowo dobrać wspomnienia z określonych okresów i znaleźć ich wyraźne odpowiedniki. Jest to wyjątkowo losowe i nużące.

Element worker placementu jest tu również bardzo losowy i zaskakująco trudny. Niestety ta trudność nie wiąże się ze zmuszeniem nas do lepszego planowania. Po prostu czasami przegramy scenariusz, bo mamy pecha i nie możemy lepiej rozlokować pionków. Losowość pozyskiwania wyraźnych wspomnień jest trochę ograniczona, ale nadal bywa bolesna. Żetonów opieki, które nie tylko pomagają ratować życie Billy’ego, ale również pozwalają nam z nim rozmawiać, jest zawsze za mało.

Podsumowując, Ostatnie Chwile Billy’ego Kerra mimo zdobycia naszego zainteresowania i początkowego entuzjazmu, okazały się tytułem absolutnie nie dla nas. Z trudem przebrnęliśmy przez trzy pierwsze scenariusze. Kolejne zdecydowaliśmy się tylko przeczytać, bo nie mieliśmy ani czasu, ani chęci ich rozgrywać. Z tej przyczyny ten tekst nie jest recenzją i nie zostanie zakończony oceną. Mogę tylko doradzić wszystkim zainteresowanym tym tytułem, żeby go najpierw przetestowali. Może Wy znajdziecie tam coś, na co ja się nie natknęłam.

Tym razem to ja muszę zgłosić zdanie odrębne. Niestety nie dlatego, że Ostatnie Chwile mi się spodobały. Wręcz przeciwnie – uważam, że Marysia była dla nich wręcz zbyt łagodna. Dla mnie ten tytuł to kandydat do planszowej maliny roku. Mechanika tej gry leży po całości. Worker placement jest niekontrolowalny. Kolejne etapy opieki nad pacjentem pojawiają się losowo, więc ciężko cokolwiek zaplanować. Ratujemy się więc nadgodzinami, wydajemy cenne żetony opieki, ale nie ma w tym żadnej strategii. Jedynie reagujemy na kolejne problemy generowane przez grę. Jeszcze gorzej pomyślany jest mechanizm zbierania wspomnień. Po wydaniu żetonu opieki losowo dobieramy karty wspomnień. Gdy poszukujemy konkretnego elementu historii, to gra zamienia się w nudne dociąganie kart jak w wojnie. Rozwinięciem tego absurdu jest (uwaga mały spoiler!) mechanika dzwonienia do rodziny pacjenta, która pojawia się jako obligatoryjne zadanie w kilku scenariuszach. Marnujemy na to akcję lekarza i losujemy kartę z oddzielnej talii. W pierwszym scenariuszu, w którym się z tą akcją spotkaliśmy, w tej talii znajdował się jeden sukces i kilka porażek. Mieliśmy szczęście? Przeszliśmy bezproblemowo scenariusz i możemy bić sobie brawo. Mieliśmy pecha? Nie było najmniejszych szans na przejście tego etapu…
Podsumowując – wszechobecna, niekontrolowalna losowość, szczątkowe mechaniki będące połączeniem prymitywnego worker placementu z memory i wojną, a na dodatek mało odkrywcza (choć chwytająca za serce) historia – to wszystko składa się dla mnie na jedną z najgorszych „głośnych” gier 2019 roku. Oceny nie będę publikował, ale w prywatnym rankingu planszowych malin Ostatnie Chwile detronizują nawet SeaFalla… ~ Sebastian

Dziękuję wydawnictwu Rebel za przesłanie egzemplarza do recenzji.