Czy warto kupić nową edycję Zamków Burgundii?

Zamki Burgundii to jedna z moich ulubionych gier. Właściwie to obecnie są moim numerem jeden. Zdarzają mi się chwilowe romanse, ale to do Zamków zawsze wracam. Mam na koncie mnóstwo partii i nadal nie mam dość. Bardzo ucieszyła mnie wieść o reedycji, z poprawionymi grafikami i dodatkami. Nie ukrywajmy, że oryginalne Zamki są po prostu brzydkie. Po latach przyzwyczaiłam się do nich i nawet polubiłam te szarości i pastele. Nie zmienia to faktu, że pokazywanie ich nowym graczom skutkowało salwami śmiechu i krytyki względem kiepskiego wykonania. Teraz trafiła do nas nowsza wersja. Czy wreszcie nie będę się musiała wstydzić swojej ukochanej gry?

Poprzednia edycja Zamków doczekała się bardzo optymistycznej recenzji na naszym blogu (klik). Otrzymała ona w niej 9,5/10 w skali BGG i dzisiaj byłaby równie wysoko oceniona. Niestety te 0.5 punktu traciła przez okropne wykonanie. Grafiki są niewyraźne, tektura cienka, okładka okropna, a pudło łatwo uległo porysowaniu i prezentuje się już bardzo źle.

Zapraszam Was na dokładny przegląd wszystkich elementów tworzących nowe wydanie – Zamki Burgundii: BIG BOX. Na końcu znajdziecie podsumowanie zmian i moją opinię, czy warto je kupić, czy może lepiej pozostać przy starej.

Nowe pudło bardzo mi się podoba. Jest solidne, minimalistyczne i ma piękny, burgundowy kolor.

Stara wersja miała swój urok, skutecznie niszczony przez absurdalną brązową ramkę. Wyobraźcie sobie jak by wyglądało wieko, gdyby rozciągnąć na całość tę zepchniętą w kąt, sielską grafikę.

Na dnie widzimy zapowiedź totalnej rewolucji, która dotknęła elementy schowane wewnątrz. Mój entuzjazm trochę zmalał, ale przynajmniej wydaje się, że będzie wyraźniej…

Elementów jest mnóstwo. Tutaj są one już przełożone do woreczków strunowych, których było niestety za mało na nasze potrzeby. Za to od razu było widać, że tektura jest zdecydowanie grubsza. Mam tylko jedno pytanie…

Gdzie jest mój insert?! W starej wersji było plastikowe wypełnienie wnętrza, może kiepsko przemyślane, może niezbyt ładne, ale jednak było. Tutaj mamy tylko, mogącą wywołać epilepsję, grafikę, charakterystyczną dla wydawnictwa Alea.

Przejdźmy teraz do planszy. W nowych Zamkach jest ona nieco większa i wreszcie ktoś wymyślił, jak usunąć szalony zygzak na torze punktacji. Tyle jeśli chodzi o zalety.

Co się porobiło z grafikami? Te poprzednie były średnie, ale przynajmniej nie przeszkadzały w grze. Nowa pstrokacizna jest straszna i utrudnia grę. Dodatkowo tor statków zmienił się w jakiś dziwny, nieoznaczony most.

Stara wersja była dużo bardziej praktyczna i przede wszystkim przejrzysta.

Teraz może weźmiemy na tapet planszetki gracza. Znowu ktoś wpadł na dziwny, „genialny” pomysł i usunął z nich kartę pomocy, obecną we wcześniejszej wersji. Taki ruch powinien poprawić czytelność całości, ale tak się nie stało. W efekcie dodatkowe tekturki zajmują jeszcze więcej miejsca i są dwustronne, więc jeśli nie znamy zasad na pamięć to musimy je w czasie gry obracać.

Przy tej grafice prawdopodobnie powtórzenie układu wersji podstawowej sprawiłoby, że zupełnie nic nie dałoby się odczytać, więc ruch był trafny. No, ale skoro stara, brzydka wersja pozwalała na takie rozwiązanie, to szkoda, że nie udało się tego powtórzyć w nowej.

Jak na prawdziwy bigbox przystało mamy tu trochę nowości. Między innymi dostajemy więcej różnorodnych posiadłości z ciekawymi rozkładami terenów. Poniżej znajdziecie zdjęcia wszystkich planszetek nieobecnych w wersji podstawowej. Uprzedzając pytanie – tak są tu też absolutnie wszystkie plansze z podstawki.

Powyżej widzicie nowy zestaw czterech jednakowych planszetek, innych niż w podstawce. Na tamtych graliśmy już tyle razy, że zupełnie nam się przejadły, a czasami miło wyrównać szanse dając wszystkim graczom takie same tereny.

W pudle znajdziemy również plansze z posterunkami granicznymi (widoczne powyżej). Dodają one nowe punktowanie – bonus punktowy zgodny z bieżącą fazą (czyli jak za zamknięcie terenu) za połączenie żetonami dwóch posterunków, niekoniecznie w linii prostej. Dodatkowo pierwszy gracz, który połączy wszystkie trzy dostanie punkty, jak za duży żeton bonusowy, a drugi jak za mały. Szkoda tylko, że nie dostaliśmy dwóch dodatkowych żetonów do gry w tym wariancie.

Kończąc temat planszetek – znajdziemy jeszcze trzy nowe konfiguracje terenów i dwustronną planszę do gry solo.

Zamki Burgundii to przede wszystkim masa żetonów włości. To one tworzą tę grę. Oczywiście nie ominął ich zupełny lifting, którego efekty możecie zobaczyć poniżej. Poukładałam obok siebie odpowiadające sobie budynki z obu wersji – po lewej nowej, po prawej starej.

Podoba się? Przyznam, że mi zupełnie nie. Może to kwestia przyzwyczajenia i na pewno po większej liczbie partii będzie lepiej, ale bardzo ciężko jest mi rozróżniać te budowle. W starej wersji z daleka widzę jaki to budynek i pamiętam jego działanie. Tu muszę się uczyć wszystkiego od nowa. Na tę chwilę nie jestem w stanie powiedzieć, czy kiedykolwiek te nowe grafiki będą dla mnie tak oczywiste.

Im dłużej na to patrzę, tym bardziej się przekonuję, że  stara wersja była… ładna.

Nawet statki, zamki i kopalnie mniej mi się podobają. Zwierzęta też ucierpiały, a kurczaki przeistoczyły się w kozy. Te wszystkie zmiany da się przeżyć i można się do nich przyzwyczaić. Nie zaakceptuję za to tych okropnych, nowych żetonów technologii. Dodano na nich jakąś dziwną grafikę, symbole zmniejszono i zmieniono. Jest to dla mnie całkowicie nieczytelne, brzydkie i bezsensowne.

Wśród technologii znalazły się dwie nowe. Most sprawiający, że nasz żeton kolejności graczy będzie zawsze na wierzchu stosu. Robotnicy – technologia pozwalająca kupować żetony robotników za srebrne monety.

Czarne żetony z rynku centralnego spotkał ten sam los. Pojawiły się tu też gęsi – nowe zwierzątko, które możemy przygarnąć, dające nam 2 punkty przy podliczaniu wybranego innego gatunku panoszącego się po tym samym pastwisku. Znajdziemy tu też żurawia, którego nie ma na zdjęciu. Jest to nowy budynek pozwalający natychmiast aktywować dowolny, wybrany przez gracza, rodzaj (beżowego) budynku.

Wiem, że strasznie marudzę, ale znalazłam jakąś zmianę na lepsze! Żetony towarów zostały zindywidualizowane i mają różne grafiki, w zależności od koloru. Wygląda to lepiej niż te dziwne skrzynie i wory z wersji podstawowej. Za to żetony bonusów, za ukończenie terenów jednego rodzaju wpadły pod szalone nożyczki. Kształt ze standardowego kwadratu przemienił się w jakiś dziwny twór.

A jak dodam, że układamy je na planszy na sobie – mniejszy na dole i większy na górze to już zupełnie nie ma to sensu. Tak, ciągle się przesuwają i uciekają ze swoich miejsc.

Dobrze, że kości i znaczniki zostały takie same, bo chyba bym nie poznała gry.

Teraz może przejdziemy do instrukcji. Nad nią już się nie będę znęcać, bo w zasadzie się nie zmieniła. Pozostała wyczerpująca, dobrze napisana i teraz zawiera w sobie opisy wszystkich dodatków.

Przejdźmy do tego, co w nowych Zamkach najlepsze, czyli do dodatków. Wcześniej już opisałam dodatkowe plansze graczy i żetony. Pominęłam plansze wariantu drużynowego, które kupiliśmy też do starszej wersji.

O grze drużynowej już pisaliśmy, porównując ją do Concordi Venus. Nie jest ona naszym ulubionym wariantem, bo trwa zdecydowanie za długo, nie oferując nic rewolucyjnego.

Ciekawym dodatkiem są karczmy, które pojawiają się obok rynku centralnego. Zdobywamy je standardowo – płacąc monetami. Możemy je wykładać na wolnym polu dowolnego koloru. Pomagają w zamykaniu terenów i dodatkowo zwiększają jego rozmiar przy podliczaniu o 1 (czyli region o rozmiarze trzy liczymy, jakby był czwórką). Nie możemy umieścić w jednym regionie więcej niż jednej karczmy.

Białe zamki działają, jak normalne włości i pozwalają natychmiast wykonać dodatkową akcję, używając wyniku białej kości.

Tarcze umieszczamy losowo na polach towarów w sześciu magazynach na planszy na początku gry. Ich liczba zależy od liczby graczy. Możemy je uzyskać po wyrzuceniu dubletu na kościach (standardowo mogąc modyfikować wynik za pomocą robotników). Wtedy pobieramy tarczę z magazynu odpowiadającego liczbie widocznej na kościach. W tej turze rezygnujemy z akcji z kości, ale możemy nadal kupować włości z magazynu centralnego. Zdobytą tarczę musimy położyć na jednym z naszych zamków, a na koniec tury każdą musimy opłacić srebrną monetą przed przychodem z kopalń. Jeśli nie jesteśmy w stanie spełnić tego warunku, niestety nasza tarcza przepada. Nie jest to tanie, ale dzięki nim zyskujemy bardzo przydatne zdolności i solidną liczbę punktów zwycięstwa na koniec gry.

Ostatnim dodatkiem są szlaki handlowe. Na początku gry każdy z graczy dobiera odpowiednią dla składu osobowego liczbę kafelków, które układa w losowej kolejności nad planszetką. Za każdym razem, gdy sprzedamy stos towarów, trafiają one na ów szlak. Jeśli dany towar zgadza się kolorystycznie z polem, na które trafił otrzymujemy narysowany tam bonus. Jest to bardzo ciekawy dodatek, który może dać nam bardzo wiele. Musimy jednak uważać, żeby chęć zdobycia bonusów nie sprawiła, że będziemy się zbytnio ociągać ze sprzedażą.

Podsumowanie

Nadszedł czas, żeby odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule tego artykułu. Czy warto kupić nowe wydanie Zamków Burgundii:Big Box? Niestety nie jestem w stanie Wam jednoznacznie na nie odpowiedzieć.

Tyle czytania i właściwie niczego się nie dowiedzieliście, co? To może rozwinę temat, żeby Wasz czas nie poszedł na marne. Cały tekst w zasadzie narzekałam na nowe wydanie, więc odpowiedź powinna być prosta. Tymczasem, moim zdaniem, jeśli jeszcze nie poznaliście Zamków to powinniście kupić nową wersję. Starsza jest obecnie tańsza jedynie o ok. 50 złotych, a pewnie niedługo zupełnie zniknie z rynku. Za te pieniądze otrzymujemy niezbyt urodziwą, ale porządnie wykonaną wersję ze wszystkimi dodatkami. Większość z nich jest trudno dostępna, lub zupełnie nie ma ich na rynku. Problem z nową edycją Zamków jest jedynie kosmetyczny, zasady pozostałe takie same, więc to nadal jest ta sama świetna gra, tyle że w nowej odsłonie. Lepiej więc zainwestować w Big Boxa. No chyba, że zdecydowanie bardziej podoba Wam się wygląd starej wersji, wtedy nie będę Wam takiego wyboru odmawiała.

No, a co z tymi, którzy już kupili stare Zamki. W tym przypadku, jeśli nie macie przemożnej potrzeby zdobycia wszystkich dodatków, to odpuściłabym sobie ten zakup. Będziecie mieli ogromny problem z przyzwyczajeniem się do nowych grafik, a lepsze wykonanie raczej tego nie wynagrodzi. Dodatki są świetne, ale absolutnie nie są niezbędne do cieszenia się tą genialną grą.

(jeszce trochę i stwierdzę, że to co widzicie powyżej jest ładne… a przecież nie jest, prawda?)

A na tej planszy naprawdę nic nie widać…

Dziękuję tym, którzy przetrwali ten przydługi wpis. Mam nadzieję, że choć trochę pomogłam Wam podjąć decyzję. A Zamki… Zamki są wspaniałe i powinny spodobać się każdemu fanowi suchutkich euro. Miłego grania!